MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Zamordowana rodzina. Dziecko ssało pierś martwej matki! Po 108 latach od tragicznego zdarzenia na jaw wyszły nieznane fakty [HISTORIA]

Michał Dybaczewski
Michał Dybaczewski
Kochankowie-zabójcy zostali zatrzymani na Wieniawie. Fotografia przedstawia znajdującą się niegdyś na Wieniawie ul. Krawiecką.Źródło: zbiory rodziny Magierskich, Archiwum Fotografii Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN
Kochankowie-zabójcy zostali zatrzymani na Wieniawie. Fotografia przedstawia znajdującą się niegdyś na Wieniawie ul. Krawiecką.Źródło: zbiory rodziny Magierskich, Archiwum Fotografii Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN Stanisław Jacek Magierski/zdjęcie ilustracyjne
O tej tragicznej historii pisaliśmy w „Kurierze Lubelskim” przed tygodniem. Przypomnieliśmy tło makabrycznych wydarzeń, gdy jednej nocy wymordowana została 7-osobowa rodzina, w tym kilkuletnie dzieci. Okazuje się, że w sprawie pojawił się nowy, wręcz sensacyjny fakt, który wcześniej nie był znany opinii publicznej. I może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że do morderstwa doszło w… 1915 roku. Wracamy do sprawy sprzed 108 lat.

Ale zanim o nowych faktach, cofnijmy się o ponad 100 lat. Rzecz dzieje się na Lubelszczyźnie pod zaborem austriackim. 3 sierpnia 1915 r. w Lublinie przebywa brygadier Józef Piłsudski, który podczas przyjęcia w hotelu „Janina” (przy dzisiejszej ul. 3 Maja) wypowiedział do mieszkańców miasta znamienne słowa: „dopiero w Lublinie odczuliśmy, że Ojczyzna jest w nas i koło nas i dlatego składam wam, Lublinianie (…) podziękowanie, żeście serdecznością swoją żołnierzowi polskiemu Ojczyznę dali”. Niewątpliwie mieszkańcy byli świadkami wydarzeń, których rozwój i dynamika ostatecznie doprowadziły do odzyskania przez Polskę niepodległości.

Ale mimo iż „historia działa się na ich oczach”, to wczesną jesienią 1915 r. głowy lokalnej społeczności zaprzątały inne sprawy – makabryczne i niewyobrażalne. 7 października o godz. 19:15 do szpitala Szarytek w Lublinie przyjechał konnym wozem gospodarz ze wsi Trojaczkowice Małe. Przywiózł rannego sąsiada. U Mikołaja Marczyka (Marca) lekarze stwierdzili ciężkie obrażenia głowy w wyniku ciosów zadanych twardym narzędziem o ostrych krawędziach.

Woźnica poinformował, że cała rodzina Marczyka: żona, teściowa i cztery córki, została w nocy zamordowana przez nieznanych sprawców. Powiadomiono policję, a w śledztwo osobiście zaangażował się szef lubelskiej policji, rotmistrz Hugo Essenberger.

- Widok w mieszkaniu był porażający. W jednej izbie leżały we krwi zwłoki Amelii Marczykowej i jej matki Marii Poleszczakowej. Obie kobiety miały roztrzaskane czaszki. W drugim pomieszczeniu znaleziono zmasakrowane ciała czterech córek Marczyków: 3-letniej Janiny, 5-letniej Stanisławy, 7-letniej Władysławy i 12-letniej Marianny – przypominał kilka lat temu kulisy tego krwawego zdarzenia na łamach „Kuriera” Mariusz Gadomski.

Na ciała rodziny natrafili sąsiedzi, których zaniepokoiła panująca w obejściu cisza.

- Zaniepokojeni sąsiedzi zastukali do mieszkania. Drzwi nie były zamknięte na klucz. Po odkryciu, że żona gospodarza, jej matka i dziewczynki są już martwe, zajęto się Mikołajem Marczykiem, który dawał słabe oznaki życia. Jeden z gospodarzy zaofiarował się odstawić go do szpitala w Lublinie, gdzie tamten zmarł – rekonstruował zdarzenia Mariusz Gadomski.

Nowe fakty: roczny Józio ocalał!

I tu pojawia się wątek, który wcześniej nie był znany opinii publicznej. Okazuje się, że jedna osoba przeżyła masakrę. To syn Mikołaja i Amelii, jednoroczny chłopczyk o imieniu Józef. Został oszczędzony przez morderców. O tym fakcie poinformował nas Zenon Marzec, syn cudem ocalałego Józefa.

- Małego Józia znaleziono rano po morderstwie, jak raczkował po ciałach i usiłował ssać pierś zamordowanej matki – przytacza nam relację sąsiadki, która jako pierwsza odkryła zbrodnię, 82-letni Zenon Marzec.

Narzędziem zbrodni był znaleziony pod ławą toporek, używany przez piechotę rosyjską. Były na nim ślady krwi. Samo mieszkanie zostało dokładnie splądrowane.

Wszczynając śledztwo policjanci przyjęli, że zbrodni dokonał ktoś, kto w w nocy z 6 na 7 października 1915 r. przebywał u Marczyków z wizytą. Okazało się, że rodzina utrzymywała przyjazne stosunki z pewną parą z Lublina. Stanowili ją mężczyzna w wieku zbliżonym do Mikołaja Marczyka i nieco młodsza kobieta.

- Ten dom stał samotnie przy drodze, w oddaleniu od innych zabudowań i często trafiali tam przypadkowi ludzie. – opowiada Zenon Marzec.

Trop wiódł na Wieniawę, która sto lat temu była zupełnie innym miejscem niż teraz.

- Stanowiła gęste skupisko drewnianych, walących się domków, zamieszkiwanych głównie przez ubogą ludność żydowską. Była synagoga, cmentarz i łaźnia. (…) Mroczne przesmyki między zabudowaniami i ogródki zasłaniające domy sprzyjały ucieczce – charakteryzował ówczesną podlubelską wieś Mariusz Gadomski.

To właśnie na Wieniawie mieszkał 48-letni Józef Woźniak i jego kochanka Aniela Gorajczykówna, lat 37. Para została wytypowana na sprawców morderstwa. Wiemy jak wyglądało ich zatrzymanie.

- Brnący po nieutwardzonej nawierzchni żandarmi trzymali dłonie na rękojeściach karabinów. Zatrzymanie i przetransportowanie do aresztu Woźniaka i Gorajczykówny przebiegło spokojnie – czytamy w „Kurierze”.

Proces pary pary kochanków oskarżonych o zbiorowe zabójstwo odbył się w trybie doraźnym 19 października 1915 r w Sądzie Okręgowym w Lublinie. W toku przewodu sądowego ustalono, że Józef Woźniak i Aniela Gorajczykówna zamordowali siedmioosobową rodzinę Marczyków w celu rabunkowym. Zrekonstruowany został przebieg wydarzeń feralnego dnia.

- Przyszli z do nich z wizytą a w ramach „gościńca” przynieśli wódkę, żeby uśpić ich czujność. Wożniak tylko udawał, że wychyla kielichy do dna. Po zakończonej późną nocą libacji Gorajczykówna została w mieszkaniu, a jej kochanek poszedł z Marczykiem spać do stodoły. Tam kilka razy uderzył go w głowę obuchem siekiery, po czym lekko zastukał do drzwi domu. To był umówiony znak dla wspólniczki. Chociaż oboje zachowywali się cicho, pukanie zbudziło żonę i teściową gospodarza. W odpowiedzi na zdziwione miny kobiet, wyjaśnili, że jednak zdecydowali się iść do domu. Gorajczykówna wyszła pierwsza, ale zaraz zawróciła z ganku, mówiąc, że deszcz pada. Będą więc musieli pozostać u nich do świtu. Czekali aż Marczykowa i jej matka ponownie zapadną w sen. Potem Woźniak zamordował obie ciosami siekiery. Zostały dziewczynki. Bali się, żeby dzieci nie wydały ich policji. Weszli do drugiego pomieszczenia, przyświecając sobie lampą naftową – pisał Mariusz Gadomski, który powoływał się przy tym na archiwalną „Ziemię Lubelska”: - W tejże chwili obudziła się 13-letnia Stanisława Marczykówna, którą Woźniak ogłuszył uderzeniem obucha, a gdy dziewczynka skonała, zamordował jeszcze razem śpiących troje młodszych dzieci: Marjannę, Władysławę i Janinę – donoszono w „Ziemi Lubelskiej” z 1915 r.

Po bestialskim mordzie Gorajczykówna i Woźniak splądrowali dom ofiar. Zrabowali ubranie Amelii Marczykowej, wiedząc, że są w nim zaszyte pieniądze. Pod podszewką palta było ukrytych 190 rubli. Ponadto ukradli kożuch, buty i kilka funtów sadła.

- Mój dziadek był, jak na tamte warunki bogaty, a z relacji sąsiadów wynikało, że mieli sporo pieniędzy – wyjaśnia Zenon Marzec.

- Józef Woźniak przyznał się do winy. O zamordowaniu siedmiu osób mówił wyzutym z emocji tonem. Aniela Gorajczykówna zaprzeczyła natomiast wszystkim zarzutom. Podczas składania zeznań wyraźnie się denerwowała i często podnosiła głos. O godzinie piątej po południu sąd ogłosił wyroki. Oskarżeni zostali skazani na kary śmierci przez powieszenie. Woźniak przyjął wyrok ze spokojem. Gorajczykówna zareagowała wybuchem płaczu – pisał Mariusz Gadomski.

Zaraz z sądu oprawcy zostali przewiezieni na Zamek Lubelski i jeszcze tego samego dnia kat wykonał podwójną egzekucję. Najpierw na szubienicy zawisł Woźniak, a kwadrans po nim jego wspólniczka.

- Z opowieści sąsiadów wynikało, że za karę ci bandyci zostali powieszeni za żebra, żeby się dłużej męczyli – mówi nam Zenon Marzec.

Opowieść syna ocalonego

Pan Zenon powiedział nam także, jakie piętno w jego życiu odcisnęła ta makabryczna historia.

- Urodziłem się w domu, w którym miały miejsce te wydarzenia i jako dziecko wielokrotnie słyszałem tę historię opowiadaną przez sąsiadów, choć sami rodzice o niej nie wspominali. Opowiadane wersje wydarzeń z października 1915 r. często różniły się w szczegółach, ale zawsze były straszne. Siedziałem pod stołem i nasiąkałem nimi – były jeszcze bardziej straszne, niż wersja oficjalna, bo każdy dodawał coś od siebie – dodaje.

- Dlatego mogłem spać w nocy tylko przy zapalonej lampie. Najbliższa sąsiadka, która rano odkryła morderstwo, do końca życia nie podeszła nawet w pobliże naszego domu – mówi pan Zenon.

Rocznego Józefa, który w ciągu chwili został sierotą, na wychowanie wzięli dalsi krewni.

- Przez kilkanaście lat dom stał pusty i straszył. Część wyposażenia domu sąsiedzi sprzedali i za zebrane pieniądze zrobili tablicę nagrobną tragicznie zamordowanej rodzinie Marczyków – mówi Zenon Marzec.

Okazuje się, że tuż przed wybuchem drugiej wojny światowej dorosły już Józef wrócił do rodzinnego domu i tam zamieszkał.

- Po prostu nie miał innego wyboru – zaznacza pan Zenon, który również tam mieszkał wraz z siedmiorgiem rodzeństwa. Rodzinny dom opuścił w wieku 15 lat.

Jakie losy spotkały dom?

To była typowo chłopska chatka kryta strzechą, z jedną izbą i dwiema sypialniami, nie było podłóg tylko klepisko. W latach 50-tych dom został zburzony i w jego miejsce zbudowano nowy. Potem teren został wywłaszczony i teraz biegnie tędy S19 Lublin – Kraśnik. Grób zamordowanej rodziny Marców znajduje się na cmentarzu w Krężnicy Jarej. Obok spoczął również Józef Marzec, który zmarł w latach 50-tych.

- Chociaż od lat mieszkam w Warszawie to co jakiś czas odwiedzam cmentarz w Krężnicy Jarej, na którym spoczywa mój ojciec oraz jego zamordowani rodzice i siostry - mówi "Kurierowi" Zenon Marzec.

od 7 lat
Wideo

NATO na Ukrainie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski