Źródła energii. Komentuje dr Mariusz Świetlicki

Dr Mariusz Świetlicki
Włączyłem dziś rano komputer i jak zwykle normalną rzeczą było dla mnie, że bez problemów się uruchomił, mając energię do pracy. Zapaliło się też światło w pokoju, a kaloryfery były lekko ciepłe. Korzystanie z energii jest dla nas tak oczywiste, że zwykle zupełnie się nie zastanawiamy skąd ona pochodzi. Po prostu jest.

Umiejętność jej wytwarzania i wykorzystywania do własnych celów wyróżnia człowieka w całym świecie przyrody. Umiejętność ta pozwoliła nam zbudować cywilizację w jakiej żyjemy. Wytwarzanie i przetwarzanie energii jest nierozerwalnie związane z naszym życiem. I nie ma nawet sensu dyskutować jak wyglądałby świat bez energii, gdyż dla nas przestałby po prostu istnieć.

Energia, to nie tylko prąd w urządzeniach, ale także cały transport, ogrzewanie, przygotowywanie jedzenia. Obecnie, niezależnie od tego, jak bardzo i jak głośno o tym dyskutujemy, znacznie ponad 80 proc. całej wykorzystywanej przez ludzi energii pochodzi ze spalania surowców naturalnych - ropy, gazu i węgla. Pozostała część, to w większości energia jądrowa i hydroenergia (pochodząca z wody). Tak zwane odnawialne źródła energii (słońce, wiatr, biomasa), dostarczają na razie tylko ok. 2 proc. całego naszego zapotrzebowania! Kropla w morzu potrzeb…

Patrząc na sprawę egoistycznie, tylko z punktu widzenia obecnie żyjących pokoleń, tradycyjnych źródeł energii nam nie zabraknie. Już odkryte złoża ropy, gazu i węgla wystarczą na lata naszego życia, a także naszych dzieci i wnuków. A co później? Przyjdzie taki czas, że źródła te się wyczerpią. Patrząc historycznie na rozwój ludzkości można założyć, że coś wymyślimy. Czy nauczymy się efektywnie korzystać ze słońca lub wiatru? A może odkryjemy jakieś inne źródła energii? Nie wiem. Ważne jest tylko, aby to zadziało się w czasie, gdy jeszcze mamy pod dostatkiem surowców naturalnych. W przeciwnym wypadku dotkną nas potężne konflikty w walce o dostęp do energii.

Przyznam szczerze, że z pewnym przymrużeniem oka patrzę na wszelkich działaczy ekologicznych straszących nas efektem cieplarnianym. Zwłaszcza, gdy robią to, co chwila spotykając się na konferencjach, które już kiedyś nazwałem „targowiskiem próżności”. Gdyż zazwyczaj nic konkretnego na nich nie powstaje, a jedynie uczestnicy spędzają miło czas w różnych ciekawych miejscach świata, dobrze jedząc i pijąc. Ten mój sceptycyzm wynika głównie z braku wiary w to, że możemy zmiany klimatu zatrzymać. W skali całego globu nie zmienimy szybko poziomu wykorzystania spalania do produkcji energii, a nawet jeśli w części je ograniczymy, to nie będzie to miało istotnego wpływu na podnoszenie się temperatury.

Plusem tych działań jest jednak wzrost świadomości społecznej dotyczącej poszukiwania innych źródeł energii. Dzięki temu przeznaczane są na to coraz większe pieniądze i jest szansa, że ewolucyjnie zaczniemy przechodzić ze źródeł mineralnych do odnawialnych. Może więc koszt „konferencji klimatycznych”, w kontekście potencjalnych korzyści, wcale nie jest taki wysoki?

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Ja

Chciałbym żeby Pan miał rację. W mojej opinia dopiero gigantyczna katastrofa spowoduje, że zaczniemy dbać o nasz statek kosmiczny.

Dodaj ogłoszenie