18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

70 lat UMCS: Wspomnienia Julii Maciejowskiej-Piaseckiej i jej męża Mirosława

Artur Borkowski
Pamiątkowe zdjęcie absolwentów z 1950 roku archiwum rodzinne
Dzisiaj UMCS sprzed lat wspominają pani Julia Maciejowska-Piasecka i jej mąż Mirosław.

Studentką nowo powstałego uniwersytetu zostałam w 1945 r. Moja książeczka legitymacyjna ma nr I/84. Młodzież akademicką tego okresu charakteryzował różny wiek i różne doświadczenie życiowe. Byli to ludzie bardzo młodzi, rozpoczynający studia bezpośrednio po uzyskaniu świadectwa dojrzałości, byli też studenci przedwojennych uczelni, których nie skończyli z powodu wojny. Byli też wśród studentów zdemobilizowani żołnierze Wojska Polskiego, jak i byli partyzanci. Zapału do nauki, entuzjazmu i radości z odzyskanej wolności nie gasiły kłopoty życiowe, skromne a nieraz bardzo trudne warunki materialne.

Studentem zostawało się po rozmowie z dziekanem wydziału prof. Janem Mydlarskim.

Na uczelni działały organizacje młodzieży akademickiej: Solidacja Mariańska, Caritas Academica i Iuventus Christiana. Organizacje te łączyły młodzież akademicką UMCS i KUL. Organizowane były obozy letnie w Smołowie, Darłowie i Murzasichlu.

Oto relacja mojego, przyszłego wtedy, męża Mirosława Piaseckiego z obozu w Darłowie. Na kilka dni przed uruchomieniem obozu pojechałem z kilkoma kolegami do Darłowa, ażeby obóz właściwie przygotować na przyjazd ks. ojca Mirewicza (opiekuna obozu), ciotki kolegi Leszka Izbickiego (gotowała dla nas posiłki) oraz koleżanek i kolegów.

Obóz w Darłowie był zorganizowany w szkole. Musieliśmy opróżnić sale przeznaczone dla uczestników obozu, ponapychać słomą sienniki oraz w mieście pozałatwiać zaopatrzenie obozu w żywność (chleb, mleko itd.). W szkole była kuchnia, w której mieliśmy przygotowywać posiłki.

Na obozie w Darłowie ciotka Leszka Izbickiego została na zawsze dla wszystkich lubelskich studentów "Ciotką". To ona uczyła nas, jak mamy gospodarować w kuchni i jak mamy przygotowywać zdrowe posiłki. Wówczas poczuliśmy się jedną wielką rodziną. To sprawiło, że nawiązało się między nami wiele przyjaźni, jak również wiele małżeństw.

Do końca obozu nie byłem, ponieważ skończył mi się urlop i musiałem wracać do pracy. Po moim wyjeździe z Darłowa lubelscy iuventusiacy przez kilka dni pomagali rolnikom w żniwach oraz byli na całodziennej wycieczce na morzu.

W 1948 roku w PRL-u ludności żyło się wyjątkowo ciężko, wszystkiego brakowało, tak żywności, jak i ubiorów. Z żywnością było ciężej niż za okupacji niemieckiej. Szczególnie ciężko było rodzinom, których ojcowie nie wrócili z wojny oraz tym, których członkowie rodzin byli aresztowani przez UB i Informację Wojskową. Ludność polska uważała, że nie skończyła się wojna. Działało podziemie. I dlatego częste były przypadki, że dalsza rodzina nie pomagała członkom rodziny potrzebującym pomocy twierdząc, że okupacja się nie skończyła i nie pomagają, ponieważ im później może zabraknąć środków do życia.

Wspomnienia rodziców spisała córka Anna Ostrowska

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
chłop

języ codzienny jest zbyt gruby

s
superrolnik

żarcia nie było a baby takie korpulentne.
brakowało ubiorów a żadna goła nie chodziła.
coś nie tak z tymi zdjęciami :)

Dodaj ogłoszenie