Iwona Niedźwiedź po MŚ w Danii: Szansa walki o Rio działa jak dobry zastrzyk motywacji

Krzysztof Nowacki
Iwona Niedźwiedź w barwach MKS Selgros Lublin.
Iwona Niedźwiedź w barwach MKS Selgros Lublin. Fot. Lukasz Kaczanowski/Polska Press
Rozmowa z Iwoną Niedźwiedź, piłkarką ręczną MKS Selgros Lublin, która z reprezentacją Polski zajęła 4. miejsce na mistrzostwach świata w Danii.

To czwarte miejsce sprawiło radość?
Trudno znaleźć dobrą odpowiedź na to pytanie. Na pewno chcielibyśmy, żeby po każdym turnieju następował progres (przed dwoma laty Polki także zajęły czwarte miejsce na MŚ - dop. red.). Niestety, po 15 - 20 minutach meczu o brąz czułyśmy, że będzie bardzo ciężko coś ugrać. Rumunki były bardzo silne i paradoksalnie, łatwej nam się grało z Holandią. Nie miałyśmy recepty na Neagu, a wiedziałyśmy, że jeśli chcemy wygrać, to musimy ją zastopować. Ona stanowi połowę wartości rumuńskiej reprezentacji. Była niebezpieczna z każdej pozycji i z każdej odległości.

Awansowałyście do najlepszej czwórki mistrzostw i wywalczyłyście sobie prawo gry w turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk olimpijskich, a to duże sukcesy.
Marzył nam się medal, awans do finału. Takie miałyśmy cele i mocno w nie wierzyłyśmy. Życzyłabym sobie, żebyśmy nauczyły się w końcu grać mecze półfinałowe. Drugi raz przegrałyśmy takie spotkanie, a gdyby udało się wygrać, to w zespole zapanowałaby ogromna euforia i mecz o złoto zagrałybyśmy na wielkim luzie. Sam udział w finale byłby dla nas niesamowitym sukcesem. Natomiast spotkanie o brąz niesie ze sobą ogromny ładunek rozczarowania i smak porażki po przegranym półfinale. To są duże emocje i stres, bo ma się świadomość, że można wrócić do domu z niczym. Naprawdę ciężko się wtedy gra. Więcej pozytywnych sportowych emocji dostarcza półfinał niż spotkanie o trzecie miejsce.

Mówi Pani, że musicie nauczyć się grać mecze półfinałowe. Tak duże znaczenie w tych spotkaniach ma doświadczenie?
Tak, i z turnieju na turniej udowadniają to Norweżki. One świetnie sobie radzą w takich momentach. Nam bardzo odpowiada formuła rozgrywania mistrzostw świata. Na początku można grać średnio, ale wyjść z grupy i dopiero od fazy pucharowej rozpoczyna się prawdziwa walka. My dobrze sobie wtedy radzimy, co kolejny raz potwierdziłyśmy. Nie wiem, czy dane mi będzie wystąpić na następnych mistrzostwach świata, ale mam nadzieję, że dziewczyny znowu zajdą tak daleko, tylko tym razem wygrają półfinał.

Po meczach grupowych trudno było wierzyć, że znajdziecie się w najlepszej czwórce. Mistrzostwa rozpoczęłyście znacznie poniżej waszych możliwości?
Same zadawałyśmy sobie pytanie, jak w pięć dni można stracić bardzo dobrą formę, którą prezentowałyśmy w meczach kontrolnych? Przed mistrzostwami trenowałyśmy z Brazylijkami i wszystko jeszcze nieźle wyglądało, ale sparing z pierwszoligowym duńskim Lyndgby HK napawał już niepokojem. I ten słaby styl przełożył się na mecze w fazie grupowej. Ale nie zapominajmy także o warunkach, jakie IHF stworzył nam w Naestved. Urągały one randze turnieju i momentami czułam się, jak na jakimś obozie przygotowawczym, mieszkając w domkach letniskowych i śpiąc na polowych łóżkach. Dopiero po przeprowadzce do Herning poczułyśmy, że jesteśmy na dużym turnieju, poczułyśmy atmosferę mistrzostw świata. I byłam spokojna o naszą grę w meczu z Węgierkami.

To były mistrzostwa wyczerpujące fizycznie i psychicznie, więc przerwa świąteczna bardzo się przydała.
Mimo że, jak na sportowca, jestem wiekową już osobą, to nie czułam się bardzo zmęczona. Zostałam dobrze przygotowana do sezonu przez trenera Dariusza Szymczuka (trener przygotowania fizycznego w MKS Selgros Lublin - dop. red.), a w mistrzostwach grałam niewiele. Pozostał lekki niedosyt, że byłam tak często zmieniana i grałam w krótkim wymiarze czasu. Ale miałam też świadomość, że ja i Monika Stachowska jesteśmy w reprezentacji głównie od obrony. Od gry w ataku pozycyjnym są inne i my tę rolę zaakceptowałyśmy. I chociaż w krótkim czasie rozegrałam dużo spotkań, to nie miałam przesytu piłki ręcznej. Kilka dni sobie odpocznę i z chęcią wrócę do treningów w klubie.

Nie pomylę się, jeśli powiem, że Pani głównym sportowym życzeniem na nowy rok jest awans na igrzyska olimpijskie?
Szansa walki o wyjazd do Rio działa na mnie jak dobry zastrzyk motywacji. Ważne, żeby cały czas mieć cele i dążyć do ich realizacji. Cieszę się, że zagramy w tym turnieju i nie mogę się już doczekać końca marca (Polki zagrają w turnieju kwalifikacyjnym w Rosji, w dniach 18 - 20 marca - dop. red.). Byłam na igrzyskach w Londynie, w roli kibica, i wiem, że jest to niesamowita impreza. Teraz życzę sobie, żebym miała szansę pojechać jako zawodniczka. Motywację mam więc ogromną.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

f
facio

Dodalbym do tego jeszcze dwa elementy techniki ,ktore nabywa sie w grupach mlodziezowych.1 to chwyt pilki i 2 podanie do partnerki z druzyny.

j
ja

Pani Iwono przegrałyście mecze z Holandią i Rumunkmi ponieważ "im" się chciało biegać, u nas był tylko atak pozycyjny który przy dobrze pracujacej obronie nie przynosił skutków.
A Holenderki młode dziewczyny biegały całe 60-minut, zresztą tak jak w LM IK Savehof.
I to cała prawda, garcie ociężale i bez skrzydeł, boicie się iść 1 na 1, dochodizcie do lini 7-metra i nie iecie co dalej z piłką zrobić, mozę tzreba się nauczyć garć jak ZORMAN...

Dodaj ogłoszenie