MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Mieszkańcy Tomaszowa Lub. nie zapomnieli o „Krwawym dniu” i powstańczym zrywie

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Starostwo Powiatowe w Tomaszowie Lub.
Starostwo Powiatowe w Tomaszowie Lub. zorganizowało wystawę upamiętniającą 161 rocznicę wybuchu Powstania Styczniowego. Jak czytamy w opisie, ekspozycja ma na celu „upamiętnianie bohaterów powstania styczniowego – jednego z najważniejszych wydarzeń w historii Polski, które miało miejsce w latach 1863-1864 i stanowiło próbę odzyskania niepodległości przez Polskę”.

Tę plenerową wystawę można oglądać obok gmachu budynku Starostwa Powiatowego w Tomaszowie Lub. (dawniej był to Tomaszów Ordynacki). Znajdziemy tam m.in. zdjęcia oraz opisy wydarzeń sprzed ponad 160 lat. Wspominano także m.in. tomaszowski „Krwawy dzień”.

Porażki Polaków nie zniechęcały

Jak doszło do owych tragicznych wydarzeń? Przypomnijmy. 24 stycznia 1863 roku Hugo Henryk Gramowski, jeden z zamojskich leśniczych, na czele dziesięciu ludzi „rozpędził” kozacki posterunek w Józefowie. Podczas potyczki zabito dwóch Rosjan. Niewielki, ale zwycięski oddział przybył do Zwierzyńca, gdzie Gramowski został zaraz okrzyknięty wodzem całej powstańczej „partii”.

W nocy z 25 na 26 stycznia powstańcy zaatakowali oddział rosyjski stacjonujący w budynku gimnazjum w Szczebrzeszynie (powstańcy byli słabsi, musieli się wycofać), a w nocy z 30 na 31 stycznia pojawili się w Tomaszowie Ordynackim. Walka nie trwała długo. Bo także w tej potyczce zwierzyniecki oddział nie miał szans z silniejszymi Rosjanami. Gramowski został ciężko ranny, dwóch innych powstańców zabito. Porażki jednak Polaków nie zniechęcały.

„Ogromne lasy ordynackie udzielały oddziałom powstańczym osłony przed moskalami, którzy koncentrowali się w twierdzy zamojskiej i stąd dopiero większemi oddziałami wychodzili tłumić powstańców w powiecie zamojskim, urządzając krwawe expedycje” — pisał dr Józef Jaruga w książce pt. „Krwawy dzień w Tomaszowie Ordynackim”, wydanej w 1921 r. w Zamościu przez „Zygmunta Pomarańskiego i Spółkę”. „Tłumienie to połączone było od samego początku z ogromną srogością i okrucieństwem rozbestwionego żołdactwa rosyjskiego, które popuszczone na wodzy mordowało i paliło najspokojniejszą ludność”.

Tak było w Tomaszowie Ordynackim (dzisiaj to Tomaszów Lub.). Miasto zostało w nocy z 1 na 2 lutego zajęte przez oddział powstańczy dowodzony przez Feliksa Piaseckiego ps. „Walezy”. Rosyjski garnizon Tomaszowa Ordynackiego skrył się za murami Zamościa, dlatego nie natrafiono na opór. Powstańcy pozrywali rosyjskie godła z urzędów oraz ogołocili miejską kasę. To był początek tragedii. Jak ustalił dr Jaruga, o zajęciu Tomaszowa Ordynackiego przez powstańców komendant twierdzy Zamość szybko dowiedział się od szpiega. Zaraz wysłano z Zamościa silny oddział rosyjski pod dowództwem ppłka Gieorgija Jemanowa.

Wojsko otoczyło miasto z trzech stron

O tym, jak wyglądała „interwencja”, można się dowiedzieć z raportu Magistratu tomaszowskiego, wysłanego 11 lutego 1863 r. do rosyjskiego gubernatora cywilnego w Lublinie. Dokument znajdował się w „Aktach do zaburzeń krajowych”, do których dotarł dr Jaruga (dzięki jego interwencji został podobno ocalony przed zniszczeniem). Raport podpisali magistracki kasjer Gosiewski oraz sekretarz Piątasiński.

„W dniu 5 b.m. i roku z rana (5 lutego 1863 r.) około godz. 5 od strony miasta Zamościa ukazał się oddział wojsk cesarsko-rosyjskich, złożony z piechoty i oddziałów kozaków, jakoby z zamiarem wyparcia powstańców z miasta Tomaszowa, złożonych w liczbie około 60” - czytamy w tym dokumencie. „Wojsko to otoczyło z trzech stron miasto, powstańcy zaś, nie spodziewając się ataku, jedni zostali w koszarach, drudzy zaciągnęli wartę na odwachu”.

Rosjanie ich zaatakowali. Zaskoczeni powstańcy musieli wycofać się z Tomaszowa Ordynackiego. „Wyszli i uszykowali się na pustych polach poza miastem” - czytamy dalej w raporcie. „Wojska cesarsko-rosyjskie postąpiły ku nim, lecz po krótkich zamianach strzałowych, wojska cesarsko-rosyjskie wraz z dowodzącym, zamiast ścigać wypuszczonych z miasta powstańców, wróciły do miasta i zaczęły sypać silnym ogniem karabinowym do domów, zajmowanych przez urzędników i obywateli, poczem, zaraz rozleciawszy się na wszystkie strony miasta, rozpoczęli mordy i rabunki”.

Morderstwa, pożary

Doszło do pacyfikacji. Do dziś jest ona nazywana „Krwawym dniem”. „Najpierw wpadłszy do domu, zajmowanego przez Karola Dąbrowskiego, kaznaczeja (kasjera?) komory (celnej), wystrzałem karabinowym zabili go. Meheda [Jana], sztabs-kapitan generalnego sztabu, kwatermistrz 4 rezerwowej dywizji. (Był to) szwagier zabitego Dąbrowskiego, który jako chory od trzech miesięcy, zerwawszy się z łóżka, przywdział szybko na siebie mundur i oświadczył, że jest oficer wojsk rosyjskich, chcąc tem utrzymać chwilowe (…) zapomnienie się żołnierzy, otrzymawszy jednak odpowiedź: To i cóż, żeś ty oficer, również wystrzałem karabinowym przez nich zabity został”.

„W tem to pokoju, w moich oczach zamordowali mi brata żołnierze, chociaż im pokazywał swój ubiór wojskowy i trzy razy powtórzył, że jest oficer ruski, nic nie pomogło” — pisała w 1863 r. żona Karola Dąbrowskiego (w liście do Magistratu podpisała się tylko jako „Dąbrowska”). „Męża także w pokoju zabili, chociaż się wypraszał; to było z rana, my tylko co się pozrywali z łóżek na te strzały”.

W podobnych okolicznościach zabici zostali także we własnych domach: Ludwik Lewkowicz (urzędnik, ojciec 5 dzieci), 70-letni Ignacy Brzosko, 63-letni nauczyciel Ferdynand Jarochowski, Kazimierz Chmieliński i Wojciech Żelkowski (jak pisano, „doktór medycyny i chirurgii”). Z mieszkań wyprowadzono i zabito m.in. Alexandra Raszewskiego (był pomocnikiem kontrolera skarbowego), urzędnika Czesława Czartoryskiego oraz Rychlę Malarzową. W sumie uśmiercono 24 mieszkańców miasta. Ponadto wielu zraniono, a siedem osób aresztowano.

„Wojsko cesarsko-rosyjskie, nagromadziwszy z sąsiednich domów znaczną ilość słomy, obłożyło nią dokoła dom Żelkowskiego, doktora i rozmyślnie podpaliło, z którym zwłoki tegoż spaliły się; podpalili również w drugim miejscu dom Jana Pogładzińskiego, kowala, który również uległ zniszczeniu” — czytamy w raporcie.

Pożar się rozprzestrzeniał. Mieszkańcy Tomaszowa (większość zabudowań była w mieście drewniana) robili, co się da, żeby miasto uratować. Jednak Rosjanie zaczęli strzelać do ludzi gaszących ogień. Zraniono mieszczanina Michała Podgórskiego, Jana Pogładzińskiego oraz kilka innych osób. Natomiast bagnetem został pchnięty niejaki Kazimierz, furman doktora Żelkowskiego.

„Siostra zaś zabitego Lewkowicza przy opatrywaniu rany zabitego pchnięta (została) lancą kozacką w bok” — czytamy w raporcie.

Wśród wielu pobitych znalazł się m.in. burmistrz miasta Aleksander Połtawski. Natomiast magistrackiemu sekretarzowi założono stryczek na szyję i w taki sposób ciągnięto go przez miasto

„Niemal z każdym urzędnikiem w ten sposób obchodzono się, a Brzezińskiemu, kapitanowi extradycyjnemu obdarto szlifę, plwano w twarz i policzkowano, konającym zaś ucinano palce u rąk dla zdarcia pierścieni” — to kolejny cytat z raportu. „Wszystkie domy porządniejsze, zamieszkałe przez osoby zamożniejsze, biuro sądu pokoju, biuro komory celnej zrujnowano, okna z ramami powydzierano, drzwi potłuczono, ściany poprzestrzelane (…). Słowem miasto przedstawia obraz rozpaczliwego zniszczenia”.

W przestrachu i chaosie

Po rosyjskiej pacyfikacji znaczna część mieszkańców wyjechała z miasta. „Wdowy (po) zabitych Żelkowska i Lewkowiczowa, które schroniły się za granicę kraju (…) z rozpaczy i trwogi dotknięte zostały pomieszaniem zmysłów (…). Ubytych czyli zaginionych osób obliczyć nie można, bo w tym ciągłym przestrachu i chaosie, a bardziej obawie powtórnego napadu, z każdym dniem z każdą godziną rozbiegają się mieszkańcy w różne strony”.

„Ja siedzę z dwojgiem dzieci w obcej chacie, w obcem odzieniu, bez grosza” — napisała tuż po pacyfikacji wdowa po Karolu Dąbrowskim.

W Tomaszowie Ordynackim pozostał tylko jeden kanonik o nazwisku Kwiatkowski. ”(Był to) starzec na siłach podupadły, zrabowany, do którego również strzelano i lufę do piersi przykładano, wzywając by oddał pieniądze” - czytamy w raporcie.

Rosyjska pacyfikacja Tomaszowa Lubelskiego oraz prześladowania okolicznej ludności na długo pozostały w pamięci okolicznych mieszkańców. Także o tamtych tragicznych wydarzeniach przypomina plenerowa wystawa.

od 12 lat
Wideo

echodnia.eu Dom rodzinny Ponurego czeka na gości

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski