„Nie ma mowy o żadnym genie sprzeciwu” - mówi prof. Krzysztof Tomasiewicz, były członek Rady Medycznej przy premierze

Joanna Jastrzębska
Joanna Jastrzębska
Fot. Łukasz Kaczanowski/Polska Press
Udostępnij:
O rezygnacji z członkostwa w Rady Medycznej przy premierze i o przygotowaniach do piątej fali pandemii rozmawiamy z prof. Krzysztofem Tomasiewiczem, kierownikiem Katedry i Kliniki Chorób Zakaźnych Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

Jak układała się współpraca Rady Medycznej z premierem i ministrem zdrowia?

Wydawało się nam, że jest zrozumienie i ze strony pana premiera, i ze strony pana ministra. Takie mieliśmy wrażenie w czasie posiedzeń Rady Medycznej, natomiast w ciągu kilku dni okazywało się, że w praktyce nasze propozycje nie były wprowadzane w życie. Frustracja z tego wynikająca narastała od kilku miesięcy. O wdrożenie pewnych rozwiązań prosiliśmy już od września. Obserwowaliśmy rosnącą liczbę zakażeń i hospitalizacji, a trzeba pamiętać, że w radzie zasiadali w większości praktycy, czyli osoby na co dzień pracujące z pacjentami i obserwujące te dramaty. To nie jest tak, że mamy wiedzę z jakichś doniesień. Na bieżąco widzimy, co się dzieje.

Co przelało czarę goryczy?

Ostatnie wypowiedzi osób publicznych. I myślę tu nie tylko o pani kurator oświaty z Krakowa (Barbarze Nowak – przyp. red.), bo wiele osób wypowiadało się w sposób negujący wartość szczepień. Takie głosy dochodziły także z Sejmu. To pokazało, że nasze doradzanie nie ma najmniejszego sensu. Możemy sobie doradzać, ale i tak nic się nie zmienia. Doszły tez głosy z innych stron. Antyszczepionkowcy twierdzili, że chcemy wprowadzić nie wiadomo co, obostrzenia i nakaz szczepień. Zwolennicy szczepień natomiast pytali, czemu się nic nie dzieje i dlaczego nic nie zmieniamy. Stwierdziliśmy, że tak dłużej być nie może i złożyliśmy rezygnację.

13 osób spośród 17 zrezygnowało z członkostwa w radzie. Czy minister zdrowia albo premier namawiali państwa do pozostania?

Mówili, że są przed nami duże i liczne zadania, zwłaszcza w kontekście fali Omikrona. Byliśmy tego świadomi, ale zostawiliśmy po sobie szereg rekomendacji. Wszystkie są zapisane i stanowią jasny przepis na walkę z pandemią. To nie jest tak, że się obrażamy. Nie rezygnujemy z naszej misji i zadeklarowaliśmy gotowość współpracy w każdej chwili. Myślę jednak, że w dotychczasowej formule nie dało się tego utrzymać.

Minister Adam Niedzielski zapowiedział nową formułę Rady Medycznej, w której zasiądą też ekonomiści i socjolodzy.

Jakakolwiek by to rada nie była, to jeśli jej rekomendacje nie zostaną wdrożone, nic się nie zmieni. Nie jest to więc kwestia samej rady, ale przekonania do wprowadzania zaleceń w życie. Zaproszenie do rady specjalistów z innych dziedzin jest ciekawym pomysłem, bo pandemia to złożony problem. Myślę jednak, że w obrębie rządu i różnych organów władzy jest wielu doradców. Nie wiem, czy jest potrzeba kolejnego tak szerokiego gremium.

Rząd twierdzi, że wdrożył 80 proc. rekomendacji wydanych przez dotychczasową radę.

Ale nie zostały wdrożone najważniejsze.

Jakie?

Wprowadzenie weryfikacji certyfikatów covidowych przez pracodawcę i obowiązku szczepień w niektórych grupach zawodowych oraz egzekwowanie stosowania się do tych zaleceń były naszymi podstawowymi postulatami. To nie jest odkrywanie Ameryki.

W jakich zawodach szczepienie powinno być obowiązkowe?

U pracowników medycznych, oświaty i handlu, czyli wszystkich, którzy mają bezpośredni kontakt z innymi. To zwiększy zarówno ich bezpieczeństwo, ale również jest ważne w sensie epidemiologicznym. Nie wyobrażam sobie niezaszczepionego nauczyciela, lekarza czy kasjera, którzy mogą być źródłem zakażenia dla tych, z którymi się stykają. Chodzi przecież o zdrowie i życie wielu osób.

Rada proponowała też weryfikację certyfikatów szczepień.

Tak jak funkcjonuje to w wielu innych krajach. Przy czym nie proponowaliśmy – nazwijmy to – „ostrych” rozwiązań. Chcieliśmy, żeby na początku certyfikaty były uznawane chociażby w restauracjach, klubach, hotelach, w czasie imprez sportowych. Absolutnie nie zgadzam się z opiniami, że nie braliśmy pod uwagę aspektu ekonomicznego, wręcz przeciwnie: uważaliśmy, że egzekwowanie tych certyfikatów sprawi, że duża część gospodarki będzie mogła normalnie działać. Mieliśmy przekonanie, że jeśli będzie porządek w sensie epidemiologicznym, to ekonomicznie wszyscy na tym skorzystają.

Powiedzieliśmy o tym, do czego nie udało się przekonać ministerstwa zdrowia i premiera. A z których rekomendacji skorzystali?

Udało nam się przeprowadzić pewne rozwiązania praktyczne. Na bieżąco widzieliśmy, że gdzieś nie działa koordynacja albo jest problem z transportem pacjentów. Tu trzeba uczciwie powiedzieć, że była reakcja ze strony ministerstwa. Udało nam się też przekonać do niestosowania pewnych działań. Pamięta pani pomysł sprzed wielu miesięcy powszechnego testowania testem antygenowym? Na Słowacji to w ogóle nie zdało egzaminu. Ministerstwo skorzystało z naszej dezaprobaty dla takiego rozwiązania. W innych przypadkach słyszeliśmy, że pewnych rekomendacji nie da się wprowadzić, natomiast nie wiem, jakie były tego przyczyny.

Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska mówił, że jako społeczeństwo mamy w sobie gen sprzeciwu.

Tego typu słowa są zupełnie niepoważne. Jaki gen sprzeciwu? Ludzie umierają, o żadnym genie sprzeciwu nie może być w ogóle mowy. Pandemia to nie jest sytuacja normalna i musimy zastosować jakieś ograniczenia, żeby zgonów było jak najmniej.

A jak pan ocenia podejście społeczeństwa do pandemii?

Na początku to wszystko miało ręce i nogi. Zalecenia były przestrzegane na dobrym poziomie. W pewnym momencie jednak jakby wszyscy uwierzyli, że pandemii nie ma i że nie trzeba nic robić. Mam żal do osób, które szerzą poglądy i teorie na „anty”. Duża część społeczeństwa jest kompletnie zdezorientowana, bo słyszy wykluczające się opinie z różnych stron. I niektórzy, niestety, przyjmą za prawdziwe twierdzenia, że pandemii nie ma i szczepić się nie trzeba, a później spotykamy ich w szpitalach, często w stanie krytycznym.

Obserwuje pan zmęczenie społeczeństwa pandemią?

Wszyscy są zmęczeni, my, lekarze, również. Obecność zmęczenia jest rzeczą oczywistą, natomiast nie można w połowie wojny powiedzieć: „jestem zmęczony, nic nie będę robił”. Trzeba zacisnąć zęby i sobie z tym radzić.

Jesteśmy na początku piątej fali pandemii. Jak będzie się ona rozwijać?

Wydaje się, że wariant Omikron jest mniej patogenny, ale proszę pamiętać, że obserwujemy go w krajach z wysokim poziomem wyszczepienia. Ale nawet jeśli rzeczywiście jest mniej patogenny, to przy kilkudziesięciu tysiącach zakażeń dziennie na pewno znajdą się osoby, które będą zakażenie przechodziły ciężko. Jestem pełen obaw zarówno jeśli chodzi o indywidualny przebieg u poszczególnych pacjentów, jak i wytrzymałość systemu opieki zdrowotnej. Poza tym wchodzimy w piątą falę „poharatani” przez czwartą, bo wciąż wiele osób jest w szpitalach, a część w ciężkim stanie. Do Sejmu trafiły propozycje różnych ustaw mających zwiększyć egzekwowanie stosowania się do zaleceń. Ale tu nie ma czasu na wielotygodniowe dyskusje – sprawa jest prosta.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie