MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Nie tylko o ptakach drapieżnych. Profesor Wacław Skuratowicz i dawna Ordynacja Zamojska

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
„Spędzając kilka lat z rzędu letnie miesiące w dobrach Ordynacji Zamojskiej, miałem możność przeprowadzenia dokładnych badań nad bogatą i ciekawą ornitofauną (chodzi o ogół gatunków ptaków zamieszkujących określony obszar — przyp. autor) tych okolic, uzależnioną od bogactwa i rozmaitości środowisk, stwarzających dla zwierząt szczególnie dogodne warunki życia” — czytamy w artykule Wacława Skuratowicza pt. „Niektóre ciekawe ptaki Ordynacji Zamojskiej”. Te dogodne warunki życia zapewniały lasy otaczające m.in. serce Ordynacji — Zwierzyniec. Naukowiec zauważał, że w niektórych miejscach zachowały one swój pierwotny, unikatowy charakter.

To była nietuzinkowa postać. Wacław Skuratowicz z Poznania odwiedzał Zwierzyniec w latach 30. ub. wieku. Wędrował też po okolicznych ordynackich lasach. O swoich wrażeniach napisał w 1939 r. w czasopiśmie „Teka Zamojska”. Był Zwierzyńcem i Zamojszczyzną zauroczony. Przy okazji wytropił trzy nowe na tym terenie ptaki.

Dotrzymali danego słowa

Roztoczański Park Narodowy wydał jakiś czas temu piękny album pt. „O niezwykłej postaci Wacława Skuratowicza i historii jego rodziny”. Autorką tego dzieła jest Ewa Kuhn. W publikacji znalazło się wiele zdjęć rodzinnych prof. Skuratowicza. Zamieszczono tam także m.in. archiwalne i współczesne fotografie Zwierzyńca i jego okolic. Wiele informacji zamieszczonych w tej publikacji nie było dotychczas powszechnie znanych. Z książki dowiadujemy się np. że dziadek Wacława Skuratowicza – Leon Wróblewski był powstańcem i walczył z Rosjanami 3 września 1863 r. w bitwie pod Panasówką, gdzie został ranny.

Bił się także pod Batorzem, trzy dni później. Poległo wówczas 30 powstańców (w tym słynny dowódca Marcin Borelowski ps.. „Lelewel), a 47 kolejnych zostało rannych. Niektórzy trafili do niewoli. Wśród nich był Leon Wróblewski. Początkowo dostał on za udział w powstaniu karę śmierci, ale wyrok sądu został zamieniony na wieloletnią służbę wojskową w Omsku na Zachodniej Syberii.

Taka służba była prawdziwą katorgą. Leon Wróblewski po pewnym czasie dostał jednak funkcję pomocnika pisarza przy miejscowym generale, co poprawiło jego los. W 1874 r. ożenił się w Omsku z Kazimierą Eljaszewicz. Po pewnym czasie młodzi małżonkowie przeprowadzili się do Troicka. Na Syberii rodzili się ich synowie: Władysław, Stefan, Adam, Tadeusz i Witold, a potem córki – Jadwiga, Zofia, Maria i Helena. Ewa Kuhn opisała w swoim albumie losy poszczególnych członków i późniejszych potomków tej licznej rodziny. Obok zamieszczono także zdjęcia wykonane w XIX i na początku XX w. Znalazła się tam także ciepła opowieść o rodzicach Wacława Skuratowicza.

„Najwcześniej wyszła za mąż Jadwiga, która spodobała się dziewięć lat starszemu Adolfowi Skuratowiczowi, w czasie gdy chodziła jeszcze do szkoły (...)” – pisała w albumie Ewa Kuhn. „Adolf był synem powstańca z 1863 r. Jakuba Skuratowicza, szlachcica z Mińskiej Guberni, właściciela folwarku Brzozowiec w powiecie nowogrodzkim i Józefy z Bobrowskich”.

Młodzi dotrzymali danego sobie słowa. Po ślubie wyjechali do Demaryna, niedaleko Troicka (na Syberii Zachodniej). Zamieszkali wówczas w „majątku Poklewskiego”. Mieli siedmioro dzieci. Jednym z nich był Wacław, który urodził się w 1915 r.

I wojna światowa zmieniła mapę Europy, a ogromne imperium Romanowów rozpadło się. Władzę w Rosji przejęli Bolszewicy. Wiele się wówczas zmieniło także dla rodzin dawnych, carskich zesłańców. Przede wszystkim można było wyrwać się wreszcie z dalekiej Syberii. Taką decyzję podjął m.in. Władysław Wróblewski, wuj Wacława, który przyjechał do Polski. Po odbyciu studiów medycznych w Dorpacie, a potem odbyła praktykę lekarską w Siedlcach i w Krasnobrodzie, a ok. 1927 r. rozpoczął pracę w jako lekarz Ordynacji Zamojskiej.

Ginące lub bardzo rzadkie

Zamieszkał w szpitalu założonym w Zwierzyńcu (połowę tego budynku zajmowała część mieszkalna). Nie tylko medycyna pasjonowała Władysława. Zasłynął on także ze swojej pasji do polowań. Chadzał na nie od czasu do czasu nawet z ówczesnym ordynatem: Maurycym Zamoyskim. Nie wszystkim się wiodło. Jeszcze w 1921 r. ojciec Wacława zmarł na tyfus (choroba zabrała wówczas także dwoje jego najmłodszych dzieci). To wiele zmieniło w życiu całej rodziny. W 1927 r. rodzina Skuratowiczów podjęła wreszcie decyzję o powrocie do kraju. Wówczas matka Wacława także znalazła się w Zwierzyńcu. Pomagała w tej osadzie bratu jako szpitalna rejestratorka.

Wacław Skuratowicz po powrocie do Polski miał 12 lat. Uczył się w gimnazjum w Siedlcach, a potem rozpoczął studia na Wydziale Matematyczno-Przyrodniczym Uniwersytetu Poznańskiego. Był zdolny, więc jego kariera rozwijała się bardzo pomyślnie. W 1939 r. został na tej uczelni młodszym asystentem w Zakładzie Anatomii Porównawczej i Biologii.

Wielokrotnie odwiedzał Zwierzyniec, także podczas wakacji. Wędrował wówczas po ordynackich lasach. Zawsze podkreślał, że były one niezwykłe, niepowtarzalne. Ich właściciele dbali zresztą o zachowanie dziewiczej przyrody. W 1934 r. powstał na tym terenie pierwszy, w pełni chroniony rezerwat ścisły „Bukowa Góra”. O swoich wrażeniach i odkryciach (także z tego miejsca) Wacław Skuratowicz pisał w czasopiśmie "Teka Zamojska". W 1938 r. opublikowano tekst pt. "Pierwsza w Polsce całkowita ochrona ptaków drapieżnych na terenie Ordynacji Zamoyskich".

Sąsiad kruk

„Na piaszczystych glebach mamy obszerne lasy sosnowe ze wszystkimi przejściami: od suchego boru sosnowego do boru typu jagodowego, w miejscach zaś niżej położonych i zabagnionych typowe drzewostany sosny bagiennej” — pisał w tym artykule Wacław Skuratowicz. „W częściach wyżej położonych, poprzecinanych głębokimi parowami, występują dzięki lepszym warunkom edaficznym (chodzi o właściwości gleby) obok sosny — świerk i jodła, a z liściastych — lipa, grab, dąb i buk (…). W miejscach podmokłych spotykamy wspaniałe drzewostany olchowe”.

Trudno nie dostrzec zachwytu, w jaki młodego uczonego wprawiały bujne, ordynackie lasy (wśród nich nie brakowało — jak to określił uczony — drzew „dziuplstych”). Także liczne jeziorka, oczka wodne i malownicze stawy, które powstały m.in. w meandrach Wieprza i Szumu oraz ich licznych, często „drobnych” dopływów robiły niezatarte wrażenie na Skuratowiczu. Były to znakomite siedliska dla ptaków. A one bardzo interesowały uczonego.

„Ogromny kompleks leśny daje przytułek wielu ptakom, które gdzie indziej już rzadkim lub całkowicie wytępionym i powoduje ich zagęszczenie na tym obszarze” — czytamy w artykule. „Toteż nie powinno nas dziwić, że na terenie Ordynacji występują nieraz liczne zwierzęta, które obecnie w wielu częściach Polski uważa się za ginące lub bardzo rzadkie”.

Skuratowicz tropił je i podglądał. Przedzierał się zapewne ze swoim grubym notesem przez gęste sitowie i zagajniki. Owoce tych wędrówek były niezwykłe. Uczony miał jednak nieco ułatwione zadanie. Bo jeszcze w 1913 r. Janusz Domaniewski opracował w swoim „Pamiętniku Fizjograficznym” listę ptaków, które występowały na terenie Ordynacji Zamojskiej. Znalazł się tam m.in. kruk, którego można było wówczas spotkać w całym ordynackim kompleksie leśnym (w innych częściach kraju ten gatunek można było obserwować coraz rzadziej). Wacław Skuratowicz także te majestatyczne ptaszyska podczas swych wędrówek zobaczył. Co ciekawe — jak zauważył — w latach 30. ub wieku coraz częściej zaczynały się na Zamojszczyźnie gnieździć w sąsiedztwie ludzkich siedzib.

Miejsca lęgowe kruka znane mi są w nadleśnictwie kosobuszkim, tereszpolskim i szczebrzeskim” — pisał. „Jedna para gnieździ się od kilku lat w pięknym rezerwacie na Bukowej Górze pod Zwierzyńcem”.

Gość z północnych krajów

Innym ciekawym ptakiem „ordynackim” był wówczas łuskowiec klęsk (Pinicola enucleator Linn). Miał to być jednak dość rzadki gość, który zalatywał na Zamojszczyznę podczas wyjątkowo ostrych zim z dalekiej północy.

„Pewnych danych (na ten temat) z Zamojszczyzny jeszcze nie było” — pisał Skuratowicz. „Przypadkowo znalazłem w roku 1932 u preparatora we wsi Wywłoczka okaz samicy (tego ptaka) zabitej w zimie roku 1929 w zaroślach jałowcowych pod Żurawnicą. Według informacyj preparatora zabitych było kilka sztuk samic i samców (tego gatunku), ale okazów nie udało się odszukać; w każdym razie faktem jest, że łuskowca można czasem spotkać na terenie Ordynacji”.

Uczony pisał m.in. o gilach, kulczykach, skowronku borowym czy rybołowie (można go było spotkać np. w okolicach stawu „Echo” niedaleko Zwierzyńca). Sporo miejsca poświęcił także m.in. jastrzębiowi gołębiarzowi i orlikowi krzykliwemu (gniazdował przed ostatnią wojną najczęściej w nadleśnictwach: tereszpolskim i szczebrzeszyńskim). Na Zamojszczyźnie ten ostatni gatunek miał się w tamtych czasach coraz lepiej.

„Wprowadzona przez Zarząd Dóbr Ordynacji Zamojskiej całkowita ochrona ptaków drapieżnych pozwoliła wreszcie orlikowi zająć ponownie opuszczone niegdyś tereny” — pisał Skuratowicz. „Wielkość i okazałość tego ptaka powoduje, że myśliwi i leśnicy przypisują mu wyrządzanie szkód wśród cietrzewi i głuszców, czynione zapewne przez trudnego do odróżnienia odeń i rzadkiego już orlika grubodziobego”.

Uczony natknął się na gatunki, które wcześniej nie zostały w lasach ordynackich odnotowane. Dziwonię karmazynową spotkał np. kilkakrotnie, m.in. w okolicy Hedwiżyna oraz w zaroślach niedaleko Gorajca latem 1933, 1934 i 1935 r. Był z tego odkrycia bardzo zadowolony. „Jest to nowy na Zamojszczyźnie gatunek, gdyż Domaniewski w swoim spisie o ptaku tym nie wspomina” — czytamy w zapiskach uczonego.

Naukowiec wyśledził także gniazda sóweczki (Glaucidium passerinum Linn).

Odratowali go Niemcy

Gdy w 1939 r. wybucha wojna Wacław Skuratowicz opuścił Poznań i przeniósł się do Zwierzyńca. Został zatrudniony wówczas jako botanik w drużynie Sekcji Urządzania Lasu w Wydziale Lasów Ordynacji Zamojskiej. Był m.in. współtwórcą projektu utworzenia kilku rezerwatów przyrody oraz zebrał pokaźny zielnik roślin naczyniowych. Podczas wojny Skuratowicz prowadził także tajne nauczanie dla zwierzynieckiej młodzieży.

Działał w AK pod pseudonimem "Guzik". 1 kwietnia 1943 r. został aresztowany przez gestapo. Tak to wydarzenie opisała Halina Matławska w swojej monografii Zwierzyńca. "Nieludzko katowany na posterunku żandarmerii w Zwierzyńcu młody naukowiec – przyrodnik, Wacław Skuratowicz, przewożony samochodem do Zamościa wykorzystał chwilę nieuwagi konwojentów, by połknąć pigułkę cyjanku potasu, którą matka własnoręcznie zaszyła mu w ubranie" – czytamy w tych zapiskach. "Na Górze Żurawnickiej stracił przytomność, ale trucizna działała słabo i Niemcy odratowali go. W zamojskim obozie był duchem opiekuńczym uwięzionych. Leczył i opatrywał chorych i skatowanych, korzystając z lekarstw przemycanych do obozu".

Przyrodnik trafił potem na Majdanek. Taki los spotkał także innych, działających w konspiracji mieszkańców Zwierzyńca, którzy 1 kwietnia 1943 r. zostali aresztowani. Byli to Irena, Wanda i Maria Krasulanki, Jan Lembrych, Józef Skuratowicz, Józef i Wacław Rzeszutko oraz Jan Tyszko. Udało się wszystkich ocalić. "Usilne starania rodzin nie rezygnujących z prób ratowania bliskich, interwencje i pomoc dyrektora browaru Jana Zienkiewicza, sute łapówki, odporność uwięzionych uczyniły swoje, więźniowie wrócili do domów" – pisała Halina Matławska.

W 1945 r. Wacław Skuratowicz znowu wyjechał do Poznania. Na miejscowej uczelni dokończył studia zoologiczne, a potem się tam doktoryzował. Nadal jednak wracał do Zwierzyńca. Badał stan dawnych, ordynackich lasów. Jeszcze w latach 40. ub. wieku stwierdził, że jest wręcz on katastrofalny.

„W ciągu pięciu lat spędzonych na Zamojszczyźnie w okresie okupacji poznałem bliżej faunę i florę tego tak pięknego i interesującego pod względem przyrodniczym zakątka Polski” – pisał Wacław Skuratowicz w 1946 r. „Niestety z powodu rabunkowej i dewastacyjnej gospodarki niemieckiej wycięto najpiękniejsze partie lasów, niszcząc wraz z nimi zespoły pierwotnej szaty roślinnej i nieodłączną od niej charakterystyczną faunę”.

Wybitny specjalista

W 1960 r. Wacław Skuratowicz zdobył tytuł profesora nadzwyczajnego. Przez wiele lat kierował m.in. Zakładem Zoologii Systematycznej UAM w Poznaniu. Wspomagał także leśników i przyrodników, którzy zabiegali o zachowanie najcenniejszych drzewostanów lasów dawnej Ordynacji Zamojskiej (została ona przez komunistyczne władze zlikwidowana).

Głosu Skuratowicza chętnie słuchano. Bo tego związanego z naszym regionem naukowca uznawano za wybitnego specjalistę w dziedzinach ornitologii, teriologii (dział zoologii zajmujący się ssakami) i m.in. entomologii. Opublikował wiele znakomitych, naukowych prac. Zdobył sobie także szacunek studentów i współpracowników. Prof. Wacław Skuratowicz zmarł w 1989 r.

Jak go zapamiętano? „Szczupła, wysoka, lekko pochylona sylwetka, powściągliwe ruchy, skupiona twarz, wolniutko wypalany papieros i zawsze spokojnie wypowiadane słowa, a czasem charakterystyczny, ledwie dostrzegalny, smutny grymas ust, który nam wystarczał za słowa nagany, krytyki czy niezadowolenia” — tak wspominali „swojego profesora” jego byli studenci i współpracownicy. „Takim profesor Wacław Skuratowicz pozostał w pamięci tych, którzy mieli szczęście pracować lub choćby rozpoczynać swą działalność naukową w jego zakładzie”.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jak kupić dobry miód? 7 kroków

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski