MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Rodzina Krusińskich z Uniszowic. Felieton IPN

Dr Janusz Kłapeć IPN O/Lublin
Moniek Rotsztajn (drugi z lewej) z rodziną– zbiory rodziny Krusińskich
Moniek Rotsztajn (drugi z lewej) z rodziną– zbiory rodziny Krusińskich
W minioną niedzielę 24 marca 2024 r. kolejny raz obchodziliśmy Narodowy Dzień Pamięci Polaków ratujących Żydów pod okupacją niemiecką. Święto to obchodzone jest od 2018 r. Do tego grona zalicza się rodzina Krusińskich spod lubelskich Uniszowic, która pomagała pięciorgu żydowskim sąsiadom przez prawie cztery lata. Jest to jeden z najdłuższych (jeśli nie najdłuższy) okresów pomocy dla Żydów na terenie Generalnego Gubernatorstwa w okresie niemieckiej okupacji.

Uniszowice to niewielka wieś położona w gminie Konopnica. Przed wojną podobnie jak współcześnie przez Konopnicę wiodła najkrótsza droga w kierunku na Kraśnik oraz do Bełżyc i dalej na Opole Lubelskie. Na początku października 1940 r. do rodziny Krusińskich w Uniszowicach zgłosili się z prośbą o pomoc ich żydowscy sąsiedzi – rodzina Rotsztajnów (Rocznaj). Byli to rzemieślnicy zajmujący się wyrobem i naprawą obuwia, którzy wynajmowali mieszkanie u rodziców państwa Krusińskich (ze strony matki) w Konopnicy. W 1940 r. Rotsztajnowie dostali nakaz przeprowadzki do getta zbiorczego dla okolicznej ludności żydowskiej w Bełżycach. Po rodzinnej naradzie postanowili przeczekać trudniejszy, ich zdaniem, okres u kogoś zaprzyjaźnionego, licząc, że po pewnym czasie niemiecka polityka wobec ludności żydowskiej ulegnie poprawie. Wybrali Uniszowice, które położone były nieco na uboczu głównych traktów komunikacyjnych w regionie. W założeniu ich pobyt u Krusińskich miał być jedynie kilkutygodniowy. Stało się jednak inaczej i przebywali w obejściu gospodarstwie zaprzyjaźnionej polskiej rodziny do końca niemieckiej okupacji.

W październiku 1940 r. Antonina i Jan Krusińscy przyjęli pod swój dach pięcioosobową rodzinę żydowską: 30-letniego Fawla Rotsztajna, jego 22-letnią żonę Sonię wraz z 2-letnim synkiem Mońkiem oraz brata Fawla – Abrama i kuzyna Mońka Ledermana. Fawel był szewcem znanym w okolicy, zaś obaj około 20-letni mężczyźni jego czeladnikami.

W tym czasie Jan Krusiński pełnił funkcję zastępcy pomocnika sołtysa, dlatego też ukrywanie Żydów w dwuizbowym domu, w którym mieszkała 6-osobowa rodzina Krusińskich stało się po kilku tygodniach ze względów praktycznych i konspiracyjnych niemożliwe. Dodatkowo nadchodząca zima spowodowała, że po rodzinnej naradzie Jan Krusiński zadecydował, że najlepszym miejscem do przechowania żydowskich uciekinierów będzie dom jego matki – Feliksy Krusińskiej. Mieszkała ona na skraju wsi nieopodal granicy majątku Motycz, w którym pracowała. Schron zbudowano pod klepiskiem w jednej z izb, a wejście do niego zamaskowane było dodatkowo stawianymi na włazie narzędziami i naczyniami gospodarskimi. Warto zaznaczyć, że ukrywający się Żydzi wykopali kryjówkę pod domem babci Feliksy nocami, z zachowaniem wszelkich środków ostrożności przed dekonspiracją. Pilnowano nawet tego, by ziemia z niższych warstw, która różniła się kolorem nie rzucała się w oczy. Dlatego przed świtem pokrywano ją inną, już z właściwym odcieniem, naniesioną z pola. Początkowo żydowscy czeladnicy nie przebywali stale w kryjówce, bowiem wychodzili nocami i zbierali zamówienia po okolicy i przynosili obuwie do naprawy. Fawel wszystko nadzorował. Z czasem takie działanie stawało się coraz bardziej niebezpieczne, dlatego wyjścia ograniczono. Jednym z najważniejszych wyzwań zarówno dla ukrywających jak i ukrywanych było bardzo drobiazgowe pilnowanie się przed dekonspiracją. Państwo Krusińscy wszystko starannie zaplanowali. Pomoc udzielana była przez Antoninę i Jana Krusińskich, oraz wtajemniczonych we wszystko ich nastoletnich synów: Henryka (ur. 1927) i Stefana (ur. 1928).

Z racji wieku (3 lata) w pomoc nie był zaangażowany najmłodszy syn Wacław zabawy, z którym domagał się syn Rotsztajnów. Babcia Feliksa, gdy było bezpiecznie pozwalała ukrywającym się Żydom przebywać w swoim mieszkaniu. Nie mogli jednak przebywać stale, bo sąsiedzi zauważyliby wszystkie anomalie. (np. dym z komina, gdy nikogo z rodziny Krusińskich nie było w domu). Warto zaznaczyć, że pięcioosobowa rodzina Rotsztajnów otoczona została opieką i pomocą przez Krusińskich przez prawie cztery lata – od jesieni 1940 r. do jesieni 1944 r. Co istotne, jak wspomina po latach Stefan Krusiński, mimo że Rotsztajnowie mogli opuścić kryjówkę zaraz po zajęciu Lubelszczyzny przez wojska radzieckie w lecie 1944 r., to jego ojciec Jan, zadecydował o przedłużeniu ich pobytu o kilka tygodni. Tłumaczył Rotsztajnom, by wyszli dopiero wtedy, gdy będzie naprawdę dla nich bezpiecznie.

W 1944 r. rodzina Rotrsztajnów wyemigrowała do Australii zaś czeladnicy do Francji i Izraela. Jan Krusiński miał z nimi kontakt, ale nie poinformował o tym reszty domowników z obawy przez przykrymi konsekwencjami. Dopiero parę lat po jego śmierci list od Rotsztajnów znalazł jego syn Stefan. Dzięki jego korespondencji z Moniusiem udało się w 1997 roku doprowadzić do przyznania medalu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata” dla Jana Krusińskiego. W 2000 roku z kolei medal otrzymali: Antonina (żona Jana) i Stefan Krusińscy.

Warto nadmienić, że mimo zaangażowania się w pomoc dla rodziny Rotsztajnów nie uhonorowani zostali dotychczas: babcia Feliksa Krusińska (zm. w 1961) oraz syn Jana i Antoniny - Henryk (zm. w 1990). Zadecydowały o tym kwestie proceduralne. Pamiętajmy o tym, ze podstawą do przyznania medalu przez Instytut Yad Vashem była relacja potwierdzająca udzielenie pomocy przez osobę uratowaną. Mimo, że kryjówka znajdowała się w domu babci Feliksy, nie została wymieniona po latach jako osoba pomagająca. Stało się tak prawdopodobnie dlatego, że osoby uratowane, gdy składały odpowiednie świadectwo, miały już pewne problemy z pamięcią wskutek przeżyć wojennych i przebytych chorób.

Rodzina Krusińskich jest modelowym przykładem bohaterstwa, bowiem z narażeniem życia pospieszyła z bezinteresowną pomocą dla swoich żydowskich sąsiadów. Niestety do tej pory kilku jej członków nie zostało za tą pomoc uhonorowanych, dlatego powinniśmy o takich osobach pamiętać, nie tylko 24 marca. W tych kwestiach jest jeszcze wiele do zrobienia nie tylko na Lubelszczyźnie ale w skali całego kraju. Wiele osób nadal czeka na uhonorowanie i pamięć, za pomoc udzieloną żydowskim sąsiadom oraz chrześcijańską postawę podobną do tej z ewangelicznej przypowieści o dobrym Samarytaninie.

od 7 lat
Wideo

Zakaz krzyży w warszawskim urzędzie. Trzaskowski wydał rozporządzenie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski