W latach 70. XX w. polski sport był potęgą. Orły Górskiego, Szurkowski pędzi po złoto i Kozakiewicz w Moskwie

Partnerem cyklu jest Totalizator Sportowy
Igrzyska Olimpijskie w Montrealu 1976 r. Złota drużyna polskich siatkarzy.
Igrzyska Olimpijskie w Montrealu 1976 r. Złota drużyna polskich siatkarzy. Fot. PAP/Zbigniew Matuszewski
W polityce i gospodarce panowała niepodzielnie siermiężna „gierkowszczyzna”, ale w sporcie triumfowaliśmy. Futbol, lekkoatletyka, kolarstwo, siatkówka – w każdej z tych dyscyplin Polacy sięgali po najwyższe laury.

Dlaczego erupcja zwycięstw miała miejsce właśnie w czasie tamtej dekady? Historycy sportu są na ogół zgodni: do głosy doszło pokolenie młodych, świetnie wyszkolonych i żadnych sukcesów sportowców, kierowanych przez dobrych trenerów. Do tego trzeba dodać „prosportową” politykę państwa, w której główną rolę odgrywał Totalizator Sportowy.

Od samego wyliczania dyscyplin, w których Polska odnosiła wówczas sukcesy, może się zakręcić w głowie. Jednak największe emocje budziły wtedy dwie dyscypliny: futbol i kolarstwo. To one kumulowały narodowe emocje i ściągały uwagę niemal wszystkich.

Orły Górskiego w akcji

Zacznijmy od piłki – sukcesy reprezentacji narodowej wynikały z dobrej kondycji klubów. Górnik Zabrze, zdobywający rok po roku mistrzostwa kraju, i Legia Warszawa stały się wizytówkami polskiego futbolu zagranicą. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Najpierw, w 1972 r. zdobyliśmy mistrzostwo olimpijskie w Monachium, a w październiku 1973 r. miał miejsce słynny remis na Wembley z genialną grą w bramce Jana Tomaszewskiego. Wszystko pod wodzą legendarnego trenera, jakim był Kazimierz Górski.
Rok później był Mundial w RFN, gdzie triumfalnie rozgromiliśmy Argentynę, Włochów i Brazylię. Drogę do finału zamknęła co prawda porażka, ale trzecie miejsce ekipy prowadzonej przez Górskiego stało się prawdziwym początkiem „złotej ery” polskiego futbolu. Jeszcze silniejsza reprezentacja wybrała się do Argentyny w 1978 r. Oprócz kontuzjowanego cztery lata wcześniej Lubańskiego dołączył do niej Zbigniew Boniek.

Mundial w RFN 1974. Mecz o III miejsce, Polska – Brazylia. Jan Tomaszewski - radość po wygranym meczu.
Mundial w RFN 1974. Mecz o III miejsce, Polska – Brazylia. Jan Tomaszewski - radość po wygranym meczu. Fot. PAP/CAF/Stanisław Jakubowski

Nie zdobyliśmy co prawda laurów, ale polska jedenastka, nawet w przegranym meczu z Brazylią, pokazała prawdziwą klasę. „Byliśmy wtedy jedną z najlepszych drużyn świata” - przekonywał w wywiadzie dla „Przeglądu Sportowego” Grzegorz Lato, król strzelców Mundialu w Niemczech.

Szurkowski pędzi po złoto

Także dla kolarstwa lata 70. były powodem do dumy. Już w 1971 r. Polska zdobyła pierwszy medal na światowym czempionacie. To był dopiero początek - indywidualnie mieliśmy dwóch mistrzów świata: Ryszarda Szurkowskiego (w 1973 r.) i Janusza Kowalskiego (w 1974 r.). Dwa razy (w 1973 i 1975 r.) bezkonkurencyjna była również polska drużyna, która zdobyła jeszcze medale srebrne (1979 r.) i brązowe (1977 r.). Na Igrzyskach Olimpijskich w 1976 r. w Montrealu Mieczysław Nowicki dojechał jako trzeci na metę wyścigu ze startu wspólnego.

Barcelona 1973 r. Mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym. Złoty medal w drużynowej jeździe na czas. Od lewej: Lucjan Lis, Tadeusz Mytnik, Ryszard Szurkowski,
Barcelona 1973 r. Mistrzostwa świata w kolarstwie szosowym. Złoty medal w drużynowej jeździe na czas. Od lewej: Lucjan Lis, Tadeusz Mytnik, Ryszard Szurkowski, Stanisław Szozda. PAP

Ale najbardziej emocjonującym świętem cyklistów był coroczny Wyścig Pokoju, największa amatorska impreza kolarska w Europie Wschodniej. Tu także Polacy nie mieli konkurencji. Co prawda jeszcze w 1969 r. Ryszarda Szurkowskiego pokonał Francuz Jean-Pierre Danguillaume, ale potem Polak czterokrotnie zwyciężał. Tak było w 1970, 1971, 1973 i 1975 r. Zaliczył w sumie 13 zwycięstw etapowych, a 49 etapów jechał w koszulce lidera.
„Co roku w maju wszystko zamierało, cała Polska oglądała Wyścig Pokoju. Ryszard był moim idolem. W swojej małej miejscowości ścigałem się z kolegami i każdy chciał być Szurkowskim” - wspominał tamte lata Czesław Lang.

Montreal 1976

Wróćmy na chwilę do Letnich Igrzysk Olimpijskich w Montrealu, warto bowiem przyjrzeć się statystyce medalowej. Polacy przywieźli z Kanady 7 złotych krążków, 6 srebrnych i 13 brązowych. Irena Szewińska triumfowała w fenomenalnym biegu na 400 metrów, Jacek Wszoła w skoku wzwyż, a Tadeusz Ślusarski w skoku o tyczce. Sensacją było złoto wywalczone przez pięcioboistę Janusza Pyciaka-Peciaka.

Nie zapominajmy o siatkarzach: mistrzem olimpijskim została reprezentacja Polski, która pokonała w finale Rosję 3:2, a w całym turnieju nie doznała ani jednej porażki (wygrała wszystkie 6 spotkań). Trenerem reprezentacji był Hubert Wagner. Charyzmatyczny, znany z wielkiej surowości i wymagań, nazywany był prze swoich podopiecznych „Katem”. Ale prowadzona przezeń męska drużyna zdobyła najpierw mistrzostwo świata w Meksyku w 1974 r. a potem złoto w Montrealu, zyskując miano „złotej drużyny”. Dodajmy, że w mistrzostwach Europy w 1975 r. Polacy pod jego wodzą wywalczyli srebrny medal.

Fibak kontra Orantes

Sukcesami piłkarzy i kolarzy żyła cała Polska, ale sport to także żużel. To dobry moment, aby przypomnieć Jerzego Szczakiela, pierwszego polskiego indywidualnego mistrza świata. 2 września 1973 r. na Stadionie Śląskim w Chorzowie odniósł swój największy sukces w karierze – pokonał Nowozelandczyka Ivana Maugera i wygrał. Jego sukces powtórzył dopiero w 2010 r. Tomasz Gollob. Okazało się, że dzięki Szczakielowi Polska zaczęła się liczyć także w tej, wydawałoby się egzotycznej, dyscyplinie.\

Dodajmy do tego tenis, gdzie też odnosiliśmy sukcesy. Lata 70. to bowiem epoka Wojciecha Fibaka, znanego już choćby z tego, że w 1975 r. wygrał w deblu turnieje w Madrycie, Monachium i Louisville. Ale najwyższą klasę pokazał rok później, w grudniu 1976 r., gdy miał miejsce największy finał w historii zawodowego polskiego sportu.

Fibak zagrał wówczas w Masters w Houston z Hiszpanem Manuelem Orantesem. Ostatecznie przegrał, ale do legendy przeszedł czwarty set meczu, gdy jego przebieg zmieniła uwaga siedzącego na widowni Kirka Douglasa („nie przejmuj się Orantes, trudno, przegrałeś, ale podnieś głowę"), którą nagłośniono w hali. „On pobudził Orantesa do walki w niemal przegranym meczu” - mówił po latach Fibak.

Rok 1975. Wojciech Fibak podczas jednego z tenisowych turniejów.
Rok 1975. Wojciech Fibak podczas jednego z tenisowych turniejów. Fot. PAP/Teodor Walczak

Kozakiewicz w Moskwie

Ostatnim sportowym akordem dekady była Olimpiada w Moskwie w 1980 r. Polacy przywieźli stamtąd 32 medale, najwięcej w całej historii startów olimpijskich, w tym 3 złote, oraz historię, która stała się narodową legendą. Oto tytuł mistrza olimpijskiego w skoku o tyczce z wynikiem 5,78 metra zdobył Władysław Kozakiewicz, pokazując gwiżdżącej publice słynny „gest Kozakiewicza”. Ten skok był jego życiowym osiągnięciem, choć i wcześniej zwyciężał m.in. w Halowych Mistrzostwach Europy w 1977 i 1979 r. Zaś gest stał się z czasem jego wizytówką życiową.

Władysław Kozakiewicz na IO w Moskwie 1980 r.
Władysław Kozakiewicz na IO w Moskwie 1980 r. Fot. PAP/ITAR-TASS

Poza Kozakiewiczem Jan Kowalczyk wywalczył złoty krążek w konkurencji skoków przez przeszkody na koniu Artemor w konkursie indywidualnym i wicemistrzem w zawodach drużynowych, zaś Bronisław Malinowski pobiegł po laur na dystansie 3 tys. metrów z przeszkodami.

Sukcesy polskich sportowców w ciągu ostatniego półwiecza nie byłyby możliwe bez wsparcia finansowego ze strony Totalizatora Sportowego. To on dzięki graczom przekazywał pieniądze, z których później finansowano kluby, w których trenowali, stypendia sportowe czy opłacano trenerów. Ponadto dbał o infrastrukturę sportową i wyposażał polskie reprezentacje olimpijskie.

Nic dziwnego, że w styczniu 2021 r., Podczas Gali Mistrzów Sportu 86. Plebiscytu na Najlepszego Sportowca 2020 r. Przeglądu Sportowego to właśnie Totalizator Sportowy został laureatem nagrody dla Mecenasa Polskiego Sportu. Spółka została wyróżniona ze względu na jej wsparcie okazywane sportowcom, drużynom i inicjatywom sportowym, jak również z uwagi na jej wkład w rozwój infrastruktury sportowej. Totalizator Sportowy działa na tym polu nieprzerwanie od 65 lat i jemu w dużej mierze zawdzięczamy sportowe triumfy polskich zawodników. Z każdej złotówki przekazywanej na zakup gier liczbowych Totalizatora Sportowego 19 groszy przekazywane jest na rozwój polskiego sportu i kultury narodowej.

CIEKAWOSTKA

Sport w epoce tow. Edwarda Gierka

„W 1972 r. pojawiło się pytanie, ile medali przywiozą Polacy z letnich igrzysk w Monachium? W narodzie jeszcze nie zabliźniły się rany po wydarzeniach z grudnia 1970 roku na Wybrzeżu. Dobrze byłoby więc, aby sport znowu przyszedł z pomocą. Fortuna zimą już rozwiązał medalowy worek, teraz trzeba było tylko z niego zaczerpnąć. I to się udało. Monachium przyniosło nam 21 medali! O trzy więcej niż w poprzedniej imprezie! Wprawdzie w 1964 roku w Tokio było ich 23, ale to już nie miało znaczenia. Dlatego, że wśród siedmiu złotych medali z Monachium znalazł się ten najważniejszy: złoty krążek piłkarzy! >>Mój Boże, co ja mam państwu powiedzieć. 20 lat czekałem na tę chwilę. 20 lat czekało polskie piłkarstwo...<< - wypalił po finałowym meczu wygranym 2:1 z Węgrami komentator Jan Ciszewski”.

Na podst. tekstu Michała Elmerycha „Sportowe sukcesy epoki Gierka”.

Wideo

Materiał oryginalny: W latach 70. XX w. polski sport był potęgą. Orły Górskiego, Szurkowski pędzi po złoto i Kozakiewicz w Moskwie - Polska Times

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie