Zbójcerze istnieli. I nie byli zabawnymi ciapami

Dariusz Chajewski
Dariusz Chajewski
Wieża rycerska w Żarkach Wielkich nazywana była Czerwonym Domem i uchodziła za gniazdo pasowanych rozbójników. Została zniszczona przez znużonych ich wyczynami władców Dariusz Chajewski
Mamy Hegemona, ucieleśnienie zła, do tego Kaprala, Ofermę i Siłacza… Tak, to słynni zbójcerze z komiksu Janusza Christy. Te nieco ofermowate szwarccharaktery miały swoje pierwowzory i to całkiem pokaźne grono. Jednak rycerze rozbójnicy nie byli ani zabawni, ani… rycerscy.

Niewiele komplementów może sprawić taką frajdę facetowi, jak określenie go mianem „rycerskiego”. To przecież bohaterstwo, elegancja, męstwo, odwaga i wspaniałomyślność w jednym. Zgodnie ze średniowiecznym zbiorem zasad etycznych, moralnych i zawodowych, którymi kierowali się rycerze, najważniejsze było oddanie swojemu władcy, chrześcijańskie miłosierdzie (zwłaszcza odnoszące się do słabszych, wdów, sierot) oraz zasady walki równego z równym.

Ideał sięgał bruku

Tyle ideały. Czy naprawdę rycerze byli takimi postaciami bez skazy? Najpierw odwiedźmy Otyń i Konotop. Najbardziej znaną rodziną łupieżców działających na terenie ziemi lubuskiej byli bodajże Zabeltitzowie, czyli przedstawiciele rodu von Zabeltitz władający właśnie tymi zamkami. Imienna wzmianka o właścicielu Konotopu pochodzi z 1451 - wspomniany jest Sigismund von Zabeltitz. Rycerze ci trudnili się rozbojem, co miało być głównym źródłem konfliktu z księciem Janem II Żagańskim, zwanym Złym lub Szalonym. Dwóch braci Zabeltitzów, Krzysztofa i Brunona, książę pojmał bez walki. Po Kaspra przebywającego w Otyniu książę wybrał się z 200 konnymi i pojmał go na miejscowym zamku. W tym samym czasie oblegany zamek w Konotopie poddał się. W obu siedzibach ludzie księcia znaleźli dowody rozboju prowadzonego przez braci na terenach ówczesnego księstwa głogowskiego. Kasper i Bruno von Zabeltitz zostali ścięci, natomiast Krzysztof umarł śmiercią głodową osadzony w zamkowej wieży. Czy rzeczywiście byli rozbójnikami? Jak chce inna wersja wydarzeń, władca miał apetyt na ich majątek i niespecjalnie interesowały go źródła jego pochodzenia...

Na XV-wiecznym Śląsku, Dolnym Śląsku, ziemi lubuskiej, na Pomorzu żyło wielu podobnych rabusiów, wiele na pozór znamienitych rodów stworzyło sobie z gangsterki źródło dochodu. Bo z czego mieli żyć rycerze w czasach bez obfitujących w łupy wojen i bez okazałej dziedziny? Sprzyjała temu zawiła sytuacja polityczna i chaos. Ta część ziem polskich była rozdrobniona, podzielona na wiele rywalizujących ze sobą księstw i księstewek. Jakby tego było mało, pierwsza połowa wieku upłynęła pod znakiem husyckich najazdów, podczas których obszary wiejskie spustoszono, a wiele miast spalono. W drugiej połowie wieku też nie było spokojnie. To czas , gdy rywalizacja czesko-węgiersko-polska wkroczyła w decydującą fazę. Przez region przetaczały się masy wojska, siejąc chaos i zniszczenie. I to właśnie „przedsiębiorczy” ludzie, pokroju wrocławskiego von Czirna potrafili doskonale wykorzystać. Pozornie był materiałem na szlachetnego rycerza, w końcu walczył pod Grunwaldem. Jedna z legend stanowi, że skończył na szubienicy, ale - jak na rycerza przystało - w ostrogach.

Zbójeckie gniazda

W średniowiecznej Europie rycerze rozbójnicy siali popłoch nie tylko wśród podróżujących z towarami kupców. Rycerze, którzy w swoich zamkach czuli się bezkarnie, nic nie robili sobie z władzy centralnej, stąd ich ofiarą padały również całkiem okazałe terytoria z wsiami i miastami. Na co owa zwierzchność reagowała stosunkowo rzadko. Ale tak się jednak stało w Otyniu, podobnie w podżarskich Żarkach Wielkich. Zamek, a raczej wieża rycerska w Żarkach Wielkich, zbudowana została w pierwszej połowie XIV wieku, od końca XVIII wieku pozostaje w ruinie.

Hegemon i jego  ekipa. Białe płaszcze, czarne krzyże... Skojarzenia co do proweniencji zbójrycerzy były w PRL jednoznaczne...
Hegemon i jego ekipa. Białe płaszcze, czarne krzyże... Skojarzenia co do proweniencji zbójrycerzy były w PRL jednoznaczne... Archiwum

Nie dysponujemy bezpośrednimi przekazami źródłowymi dotyczącymi budowy wieży rycerskiej, ale wiadomo, że była warownym gniazdem lokalnego feudała. W XV wieku zamek zwany Czerwonym Domem był, jak już podają źródła, schronieniem awanturników i ciemiężców, którzy pustoszyli okolicę. Ale także służył jako miejsce schronienia mieszkańcom okolicy. W latach 1434 i 1436 zamek zaatakowali i zniszczyli władcy księstw głogowskiego i żagańskiego. Miała to być kara za zbójeckie najazdy na terytoria obu księstw. Zniszczony już w wieku XVII stanowił rezerwuar cegły przy budowie kościoła.

Kto tutaj rezydował? Jako lennik rodu von Hackeborn w 1399 roku wymieniany jest Witzman von Kamenz. W latach 1402-1552 wieża należała do rodu von Biberstein z Żar. W 1441 roku wymienia się Friedricha von der Heide, a ród ten wzmiankowany był jeszcze w latach 1513, 1527, 1544, 1546. Później część wsi była w rękach Fabiana von Schoenaich, część należała do dominium żarskiego, którego lennikiem był w roku 1587 Georg von Lossow. Kto zatem był rozbójnikiem?

Cóż, może się okazać, że zła sława była przesadzona. Wojenki między lokalnymi feudałami, zagmatwana sytuacja prawna, rozmaite myta, opłaty, podatki od miast, do których aspirowało często nawet kilku okolicznych feudałów, sprawiało, że trudno było rozstrzygnąć, który z pojawiających się z mieczem, a czasem i ogniem rycerz ma prawo do gnębienia i łupienia ludzi, a który robi to prawem kaduka. Czy byli to pasowani kryminaliści, czy też ofiary czarnego PR zamożnych mieszczan mających dość „zbójeckich” podatków i kupców, których sakwy pustoszyły myta i cła.

Były oczywiście też zorganizowane ekipy, które niczym współczesne gangi nie gardziły żadnym występkiem, jak chociażby porwaniami dla okupu… Wielu z tych gangsterów w zbrojach przeszło do legend, chociażby Czarny Krzysztof z Olszanicy, grabiący u progu XVI wieku kupców, mieszczan, rycerzy i podróżnych. Często oprócz odebrania konia, wozu, pieniędzy czy towaru, on i jego kompani dodatkowo obcinali rękę lub zabijali na miejscu. Cała szajka skończyła na szafocie.

Kamień na kamieniu

Torzym, kolejny zamek. Po nim z kolei nic nie pozostało. Torzymska warownia została wybudowana przez arcybiskupa magdeburskiego Konrada von Sternberg w latach 1266-1276. Prawdopodobnie znajdowała się mniej więcej kilometr na północny zachód od centrum miasta. W 1450 roku była w posiadaniu rodu von Winning, który w XV wieku trudnił się rozbojem i wcale się z tym nie krył. Nawiasem mówiąc ziemia torzymska cieszyła się właśnie w tym okresie złą sławą ze względu na częste napady raubritterów na kupców i podróżnych. Zatem w 1506 roku wojska księcia głogowskiego Zygmunta Jagiellończyka wraz z oddziałami elektora brandenburskiego Joachima, zorganizowały wyprawę zbrojną skierowaną przeciw rycerzom-rozbójnikom. Zniszczono wówczas siedzibę rodową rodu von Winning - zamek, który nigdy nie został już odbudowany. To była częsta praktyka - nie chciano, aby po zbójeckich zameczkach pozostał kamień na kamieniu. To był rodzaj prewencji.

Nie był to jednak początek ani zapewne koniec problemów okolicy. Zachowała się informacja, że miasto Ośno Lubuskie - około 1400 r. - uczestniczyło wraz z Frankfurtem nad Odrą i Rzepinem w konflikcie z raubritterem Peterem von Lossowem, który siał postrach pośród podróżnych na okolicznych gościńcach.

Wiele miejsc w Polsce otoczonych jest sławą gniazd rycerzy rozbójników. Złą sławą. Na przykład gród nad jeziorem Niesłysz, który zwany był przez wieki „zbójeckim zamkiem”. Tutaj na opinię rabusiów zapracowali podobno joannici, co jest o tyle dziwne, że pierwotnie wśród ich obowiązków, w momencie sprowadzania na ten teren, była ochrona dróg przed plagą rozbojów. Jak chcą chociażby legendy, rozbojem trudnili się przedstawiciele nawet tak znamienitego rodu jak Schoenaichowie. Oto Siedlisko. Zgodnie z legendą w drugiej połowie XVI wieku w zamku w Siedlisku swój punkt wypadowy miał rycerz rozbójnik - znany nam już - Fabian. Ponoć równo o północy, w czerwonym salonie zamku w Siedlisku słychać głośne krzyki puszczyków i niesamowite ujadanie psów, a ze wszystkich zakamarków wypełzają kościotrupy...

Określenie raubritter (rozbójnik) pojawiło się dopiero w XVIII-wiecznych niemieckich romansach rycerskich. W wielu przypadkach są oni czarnymi charakterami lokalnych legend. Tak, jak tej o Niesulicach. Jest to opowieść o złym rycerzu rozbójniku Bodo, jego kamracie Rolandzie, o pięknej Jadwidze, która zakochała się w słowiańskim młodzieńcu Radosławie. Czyli, jak u Christy, mamy Hegemona, Kaprala po jednej stronie i Kajka i Kokosza po drugiej…

Religia i etyka w szkole. Kto ma kształcić nauczycieli etyki?

Wideo

Materiał oryginalny: Zbójcerze istnieli. I nie byli zabawnymi ciapami - Gazeta Lubuska

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Artur Zakrzewski

A mi sie dobrze czytało, pod panowaniem Obajtka napewno jakis nadgroliwiec by wlasnie za to pisanie o Niemcach nie puścił. Zobaczymy czy prasa regionalna podzieli los trujki...

G
Gość
30 kwietnia, 22:24, Gość:

Fatalnie zredagowany tekst.

1 maja, 07:53, Patriota:

Spokojnie, jak Orlen to przejmie to już nie będą tu pisać niemcy...

Piedrolisz przygłupie.

Piszą sami Polacy i będą pisać Polacy.

Tylko do tej pory byli to apolityczni dziennikarze trzeciego sortu, a teraz będą gminni działacze PiS.

G
Gość

The Best opportunities To Earn $62,000/Month. Stay at home safe and sound avoiding corona virus but do not sit idol work online and make full use of this hostage period and raise extra money to over come daily financial difficulties...........

For more detail visit .................... W­W­W.P­A­Y­B­U­Z­Z­1.C­O­M

G
Gość

Fatalnie zredagowany tekst.

Dodaj ogłoszenie