Aeroklub Lubelski świętuje 85-lecie. Zobacz archiwalne zdjęcia

Barbara Wójtowicz
Wizyta pilotów czechosłowackich w LKL. Od lewej: kpt. Gruberski, prezes T. Gumowski, W. Sulczewski (piąty) i goście przy samolocie DUS-III Ze zbiorów Mirosława Gajewskiego
Aeroklub Lubelski świętuje właśnie swoje 85-lecie. O historii klubu, pierwszych samolotach, niezwykłych działaczach i miłości do latania Barbarze Wójtowicz opowiedzieli Janusz Stachowicz i Władysław Bubień.

Kiedy chodziłem doszkoły, w mieście była wieża spadochronowa. To młodzież ciągnęło. Później zapisałem się na kurs samolotowy, potem szybowcowy - wspomina Janusz Stachowicz, dziś prezes Klubu Seniorów Lotnictwa Aeroklubu Lubelskiego. - I tak to się zaczęło, sześćdziesiąt lat temu.

Władysław Bubień, obecny wiceprezes Aeroklubu Lubelskiego, jest z nim związany od 50 lat. Swoją przygodę z lotnictwem zaczynał w Warszawie.

- Jako dziecko chciałem być marynarzem, polarnikiem. Lataniem zainteresowałem się dosyć późno- przyznaje. - Zawsze fascynowały mnie jednak szybowce. W dzieciństwie wydawało mi się nieprawdopodobne, że mogą istnieć takie obiekty o wadze kilkuset kilogramów, które bez żadnego napędu są w stanie pokonać odległość kilkuset kilometrów, utrzymując się tylko dzięki energii, która jest w atmosferze. Zresztą dzisiaj też, gdy widzę pod chmurami mały krzyżyk, robi to na mnie ogromne wrażenie.

Obaj panowie czynnie działają w klubie, dbają o zachowanie jego historii. A jest o co dbać, bo w 2012 roku przypada 85. rocznica powstania Aeroklubu Lubelskiego.

Rok 1927. Koło dla pasjonatów
- Świętowanie okrągłej rocznicy właściwie jest umowne, bo początkowo, 15 sierpnia 1927 r. powstało Koło Miłośników Lotnictwa- tłumaczy Bubień.

Koło nie posiadało wówczas swojego samolotu, a bez niego latanie nie byłoby możliwe. Postanowiono zbudować samolot sportowy własnej konstrukcji i już po roku płatowiec był gotowy. Nadano mu nazwę DUS- III, od nazwisk konstruktorów: Dąbrowski - Uszacki. Na pierwszy oblot wyruszył pilot fabryczny w Zakładach Mechanicznych E. Plage i T. Laśkiewicz, Antoni Mroczkowski. Niedługo potem na II Krajowym Konkursie Awionetek Mroczkowski zdobył pierwsze miejsce w próbie szybkościowej. Samolot przeleciał 180 km ze średnią prędkością 138 km/h.

To wydarzenie było punktem zwrotnym w historii koła. Liczba jego członków zaczęła szybko rosnąć, konieczne było więc poszerzenie ram organizacyjnych. 13 kwietnia 1929 r. koło przekształcono w Lubelski Klub Lotniczy. 14 lipca 1929 r. odbyło się uroczyste otwarcie klubu i poświęcenie samolotów.

- Dziś o tym fakcie możemy śmiało mówić, ale nie zawsze tak było - wspomina Władysław Bubień. - Kiedy w 1979 r. przygotowaliśmy opracowanie o działalności klubu, fragment ten został wycięty przez cenzurę.

Przed wojną aeroklub miał swoje hangary na Bronowicach. Lotnisko było jednak zbyt małe, trudno było też pogodzić je z wytwórnią samolotów. Lotnisko w Świdniku otwarto w czerwcu 1939 r.

W czasie wojny sportowa i rekreacyjna działalność aeroklubu została zawieszona, ale piloci byli nadal aktywni.

Piloci, o których pamięć nie zginie
- Część członków aeroklubu pracowała w dywizjonie 303. Ostatnim dowódcą tego dywizjonu był płk Witold Łokuciewski, który po wojnie został instruktorem w klubie - opowiada Bubień. - Dowódcą tego dywizjonu był też płk Wojciech Kołaczkowski.
Warto wspomnieć także o Wacławie Makowskim, dowódcy pierwszego polskiego zgrupowania bombowego, które zbombardowało Berlin.

Legendarną postacią jest także Pelagia Majewska. Pilotka ustanowiła 21 szybowcowych rekordów Polski, z tego 17 rekordów świata. 7 października dyrekcja III LO w Lublinie, którego była uczennicą, planuje odsłonięcie tablicy pamiątkowej w domu przy ul. Staszica, gdzie mieszkała jako uczennica szkoły.

Po wojnie ludzie związani z aeroklubem wznowili swoją działalność w Świdniku. W PRL władze partyjne sprawowały kontrolę nad klubem.

- Część z nas stworzyła sobie w tym czasie ładne lotnicze życiorysy, inni musieli zrezygnować - wspomina Bubień.

Dziś aeroklub skupia ponad 200 osób
Prowadzi szkolenia szybowcowe, spadochronowe, samolotowe, modelarskie, paralot-niarskie, motolotniowe, aod 1992 r. korzysta z lotniska w Radawcu. Aeroklub współpracuje z X Liceum Ogólnokształcącym przy ul. Wojciechowskiej, dzięki czemu uczniowie tej szkoły mogą się szkolić za darmo. Część z nich myśli o tym, żeby pójść do wojska do Dęblina, inni wybierają kierunek lotniczy w Chełmie.

-Przez te wszystkie lata zmienił się sprzęt, który dziś jest o wiele szybszy i lepszy, bardzo utrudniony został natomiast dostęp do latania. Kilkadziesiąt lat temu latać mógł prawie każdy. Wystarczyło mieć chęć, odpowiednie zdrowie i już można było miło spędzać wakacje w powietrzu - wspomina Stachowicz. - Dziś jest inaczej. Świat, także ten lotniczy, stał się bardziej komercyjny. Aby zostać członkiem aeroklubu trzeba wnieść wkład pieniężny, ale nadal, na szczęście, liczy się przede wszystkim pasja i wytrwałość, a także zdolność do poświęcania swojego czasu na przygodę między niebem a ziemią.

Członkowie aeroklubu starają się tworzyć jedną wielką rodzinę. Ważną rolę odgrywa sekcja seniorów, która czuwa nad rozwojem klubu, ale też przekazuje wiedzę swoich członków młodzieży.

Ogromny wkład w propagowanie historii AL wniósł Mirosław Gajewski, który pisze właśnie książkę, dotyczącą działalności klubu przed wojną. Będzie ona liczyła ponad 200 stron i zawierała ponad 260 fotografii. Jej premierę zaplanowano na 7 września.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
jarek

robiłem chłopakom rozne foty , na lotni , w antku , przy skokach pewnego razu poprosili mnie o foty ze skoków spadochronowych , wsadzili do Antka i miałem robic to na górze . Bohaterem miał byc chłopak który ze swoim ojcem robili licencje motolotniarska , ojciec miał swoje lata i nie bardzo sie kwalifikował do oddania serii skoków , syn zaś był dość okazałej tuszy , problemem była jego waga gdyż aeroklub nie dysponował odpowiednim spadochronem , były dwie opcje - czekaja na spadochron desantowy z Krosna / pare ładnych miesiecy / lub syn zrzuci pare kg /10/ oczywiscie ojciec z miejsca zadeklarował ze syn zrzuci wage. Dzień skoków , wsiadamy do Antka podekscytowany ojciec odprowadza syna , start , lecimy , przychodzi jego kolej , blady , patrzy na ziemie zasnutą lekkimi chmurami , stoi w drzwiach , spojrzenie w dół i skok. Lądujemy , podbiegamy z ojcem do syna zwijajacego spadochron , ten uwija sie z linkami , podekscytowany ojciec pyta - no jak ? jak było? Syn odpowiada Tata !!!! jak ja sie sie dzisiała nawpierdzielam !!!!
Mysle ze jeszcze z tydzień diety i skoczyłby i bez spadochronu.

J
J.P.

Na jednym ze zdjęć słynny pilot aeroklubu Lubelskiego a także Świdnickiego Paweł Zołotow. Jako jedyny pilot w PRL-u posiadał prywatny samolot Pajper,

P
PANNA

Tam jest pomyłka , nie od 1992 tylko od 1952r.Do momentu wybudowania hangarów i portuprzez LPŻ AL gościł na terenie Aeroklubu Robotniczego W Świdniku. Stare dzieje. W budowie histori AL mają też udział piloci AR w Świdniku

m
misio 52

mam dużo artykułów dotyczących Pana Ojca, które są zamieszczone w starych "Motorach", które mogę udostepnić

G
Gość

kilka lat temu ,moj zmarly ojciec (Aleksander Kosior ) pozyczyl jednemu z redaktorow lubelskiego kuriera zdjecia dotyczace wyscigow samochodowych w latacch 1954-56 . zdjecia te do dzis nie zostaly nam oddane a nasz ojciec zmarl i chcielibysmy odzyskac pamiatke po nim

j
jarek

w latach 80 tych kibicowalismy Wojtkowi w budowie chyba pierwszej lotni w Lublinie powstawała przy pedecie tam gdzie obecnie jest sklep bodaj to Martensa , mam foty a oblotów motolotni na lodzie Zalewu / w sumie pierwszych objazdów po lodzie / i skokow spadochronowych chłopaków ze szkolenia lotniarskiego . Wtedy istotnie sama pasja wystarczyła teraz niestety komercja robi swoje .

m
mariano

Ponad 15 lat temu w Radawcu wykonałem 38 skoków na spadochronie, a dyrektorem i instruktorem był Pan Janusz Stachowicz. Pozdrawiam wszystkich członków tego zanikającego już klubu.

Dodaj ogłoszenie