Barszcz ukraiński. Felieton Grzegorza Gila

Grzegorz Gil
Udostępnij:
Niektóre dania kuchni polskiej mają w swoich nazwach przymiotniki, które mogą dezorientować obcokrajowców. Pierwszoplanowymi aktorami na polskich stołach są przecież pierogi ruskie, chłodnik litewski czy wywodzący się z Ukrainy barszcz, których recepturę niekiedy „spolszczano”, dodając twaróg (pierogi) lub fasolę czy grzyby (barszcz).

Barszcz to zupa endemiczna w Europie Wschodniej, a Rosjanie znają się na niej jak mało kto (być może podstawy sztuki kulinarnej opanował także sam Władimir Putin). Od kilku tygodni, a w zasadzie od siedmiu lat, wykazują oni wzmożony apetyt na „barszcz ukraiński”. Gotowanie „barszczu” przez rosyjskiego szefa kuchni odbywa się według sekretnej receptury. Można przypuszczać, że jej celem jest obróbka termiczna i redukcja (choć to drugie sformułowanie chyba lepiej pasuje do sosów) nazbyt zachodnich akcentów (członkostwo w UE oraz NATO) wyczuwalnych w zupie. W polewce „pływa” oczywiście wiele tradycyjnych składników, którymi Rosja delektuje się od lat. Mowa tu o wpływach Cerkwi Prawosławnej Patriarchatu Moskiewskiego, języka rosyjskiego oraz etnicznych Rosjan żyjących w Ukrainie, które sprawiają razem, że kucharz może nawet zrobić więcej za mniej. W ten sposób po 2014 roku (aneksja Krymu oraz wojna w Donbasie) działania Rosji skrojone są na utrzymanie Ukrainy w rosyjskim menu (tzw. ruskim mirze). Trudno zakładać, że Kreml zacznie nagle grzebać w garze ze szkodą dla siebie (oparzenie) i przygotowywanej potrawy (wykipienie zupy). Ostatnie tygodnie pokazują jednak, że szef kuchni jest gotowy na wszystko, gromadząc siły przed ukraińską stołówką.

Pomimo historii obfitującej w trudne dla obu stron momenty, Ukraina była i jest strategicznym partnerem Polski (ta uznała ją w 1991 roku jako pierwsza), bez której porządek europejski wywróciłby się do góry nogami. Nie wszyscy restauratorzy z Europy chcą jednak prowokować barczystego kucharza, korzystając w swoich lokalach z rosyjskiego zaopatrzenia (gaz). Polacy, których nazwiska w dużej części kończą się ukraińskim sufiksem „uk”, deklarują zdecydowanie większą wrażliwość. Dwie-trzecie z nich uważa, że w sytuacji ataku Rosji

należy wesprzeć Ukrainę (zasadniczo dyplomatycznie, zbrojeniowo i gospodarczo, ale to i tak sporo, patrząc na stanowisko Niemiec czy Chorwacji).

Abstrahując od sztuki kulinarnej, nazbyt prozachodnia Ukraina mogłaby zadziałać jak pierwsza kostka domina, rozrywając ruski mir. Tymczasem skutkiem ubocznym „gotowania” ukraińskiego barszczu przez Rosję jest patriotyczne przebudzenie Ukraińców, stopniowa modernizacja państwa oraz armii, która po latach zaniedbań korzysta ze wsparcia szkoleniowego i sprzętowego. Przepis na barszcz narodził się z ubóstwa. Czasem im gorzej, tym lepiej. Potwierdza to w pewien sposób historia Ukrainy, która rozwijała „w kontrze”, najpierw do Rzeczpospolitej Obojga Narodów, a od XVII wieku - carskiej Rosji. Trzeba jednak pamiętać, że to Ruś Kijowska (IX n.e.), a nie Moskwa (XIII w.), stanowi kolebkę państwowości ruskiej.

Generalnie jednak trudno oprzeć się wrażeniu, że cały ambaras z Ukrainą to wielkie testowanie państw zachodnich pod kątem ich zdolności do kolektywnego działania i próba rozerwania „świata zachodniego”. A może by tak sprytnie zaprosić Rosję do NATO?! Trochę „dla jaj”, które czasami pojawiają się w barszczu, ale też po trosze na serio. W połowie zeszłego stulecia podobnie niewyobrażalny był przecież sojusz odwiecznych wrogów (Francji i Niemiec), które inteligentnie połączyła organizacja zwana dziś Unią Europejską. A gdy znów stanie się jasne, że Rosja nie zamierza zmieniać swojego jadłospisu, w miejsce aromatycznej zupy wspierana przez państwa natowskie Ukraina mogłyby zaserwować Rosjanom barszcz… Sosnowskiego.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Mikołajów i Odessa bramą do Morza Czarnego

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie