Festiwal Spotkań Kultur: Śmielej, studenci, śmielej... - recenzja

Andrzej Z. Kowalczyk
Bardzo udana scena na Olimpie
Bardzo udana scena na Olimpie Agata Lewandowska/materiały teatru
Udostępnij:
Festiwal Spotkań Kultur, przebiegający pod medialnym patronatem "Kuriera", w tym roku znacznie poszerzył swą repertuarową ofertę. Od wielkich koncertów symfonicznych, przez kameralistykę, recitale, aż po teatr. Właśnie teatrowi był poświęcony wczorajszy wieczór, w trakcie którego zobaczyliśmy spektakl "Orfeusz w piekle" w wykonaniu studenckiego teatru "STOPA".

Moje kontakty z amatorskim ruchem teatralnym nie są może nadmiernie ożywione ani szczególnie regularne, ale staram się przyglądać temu, jak przebiegają kolejne odsłony Sceny Młodych, w których prezentują się zespoły szkolne, a zerkam również w stronę teatru studenckiego. Nie pretenduję do miana eksperta, lecz pewne rozeznanie i skalę porównawczą jednak mam. I na tej podstawie mogę powiedzieć, że spektakl Urszuli Bylicy lokuje się na owej skali powyżej średniej.

Młodzi artyści sami sobie zawiesili poprzeczkę dość wysoko. Sztuka Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, którą wybrali, tylko pozornie jest scenicznym "samograjem". Owszem, wszechwładna biurokracja, która jest jej motywem przewodnim, ma się dziś równie dobrze jak kiedyś, a może nawet lepiej, jednak sześć dziesiątek lat, które minęły od jej powstania, sprawiło, iż satyryczna drapieżność sztuki znacznie osłabła. Jeśli więc dziś ktoś po nią sięga, powinien zadbać o jej - nazwijmy to tak - "wyostrzenie", a tego w spektaklu mi zabrakło. W zbyt małym stopniu także wydobyta została obyczajowa pikanteria, która w tekście Gałczyńskiego wprawdzie nie jest wyłożona explicite, ale niejako podskórnie tkwi tam bardzo wyraźnie. Gdyby teatr "STOPA" był zespołem szkolnym, nie namawiałbym do tego, ale w tym przypadku mogę powiedzieć: śmielej, studenci, śmielej. I to w obydwu warstwach: satyrycznej i obyczajowej. Bo jeśli nie teraz, to kiedy?

Tyle o odczytaniu sztuki, a co ze stroną wykonawczą? Najkrócej mówiąc - było nieźle. Co prawda niektórzy z wykonawców mieli pewne problemy z indywidualnymi zadaniami aktorskimi oraz z emisją głosu, ale sceny zbiorowe wypadły naprawdę dobrze. Widać było, że młodzi aktorzy tworzą sprawnie współpracujący zespół, a reżyserka wie, jak ów walor wykorzystać. Scena "olimpijska" została ustawiona i zagrana na naprawdę wysokim poziomie. A "zombistyczna" Diana i seksowna Junona to role, które należy ocenić bardzo wysoko, i to bez żadnej taryfy ulgowej, stosowanej czasami wobec artystów nieprofesjonalnych. Dobre wrażenie zrobiła również wykonywana na żywo muzyka Michała Lewartowicza, zwłaszcza piosenka o kawie i mleku. A także choreografia Kamili Wagi, która wystąpiła też w bardzo udanej roli Eurydyki.

Reasumując: czas poświęcony na spektakl teatru "STOPA" z pewnością nie był stracony. Chętnie też zobaczę kolejne realizacje młodych artystów. Jeśli jednak ma to być "Bal w operze" według poematu Tuwima, to mam nadzieję, że nie będzie tak "grzeczny" jak "Orfeusz…".

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

S
STOPA
Jeżeli ktoś ma wątpliwości, czy chce oglądać nasze kolejne spektakle, np "bal w Operze" niech zapyta o zdanie prof. Krzysztofa Kulińskiego :)
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie