Jacek Stec z Lublina z przyjaciółmi podbijają świat...

    Jacek Stec z Lublina z przyjaciółmi podbijają świat (ZDJĘCIA)

    Zdjęcie autora materiału

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Jacek Stec z Lublina z przyjaciółmi podbijają świat (ZDJĘCIA)
    1/56
    przejdź do galerii
    Jacek Stec z Lublina podróżuje z przyjaciółmi po całym świecie. Siedzenie w domu przed telewizorem na pewno nie jest dla nich. Przeczytajcie, co ich spotkało w czasie tegorocznej wyprawy.
    Siem Reap, Kambodża, 26 sierpnia 2011, 23:43
    Znowu pada. To nie deszcz. To nagła ulewa. Kolejna noc z rzędu. W nocy leje deszcz, w dzień niemiłosiernie praży słońce. Ulice wokół hostelu ponownie zamienią się w rdzawą maź. Kolejna noc w łóżku na palach, na przepoconej pościeli, otoczony zwiewną moskitierą. Kilka komarów musi być nadal gdzieś pod nią, bo ostatniej nocy obudziłem się ze swędzącymi bąblami na nogach. Mam nadzieję, że nie przyczepi się do mnie gorączka dengi jak w Rio, a tym bardziej malaria. Marcin profilaktycznie zażywa doksycyklinę. WHO stara się wspierać rząd kambodżański w walce z komarami, aby zapobiec pandemii gorączki dengi w tym rejonie. Gdzieniegdzie przy zbiornikach wodnych dostrzec można blask fluorescencyjnego światła lamp owadobójczych. Deszcz uderza rytmicznie o blaszane dachy budynków. Nie ma okien, czuję swąd spalenizny. Płacąc 1 USD za łóżko nie można oczekiwać luksusów w postaci okien. Deszcz skłania mnie do refleksji, podobnie jak tanie kambodżańskie piwo za 0.50 USD, które wypiłem zanim zszedłem na dół. Leżę płasko na materacu i wsłuchuję się w dźwięk deszczu.

    Jesteśmy w podróży już trzy miesiące.

    Dokładnie 1 czerwca wyruszyłem z Marcinem załadowaną po brzegi czerwoną Corsą z Dublina do Polski. Przejazd do Rosslaire w południowej Irlandii, prom, podróż przez Europę. Równie zwariowana jak jej uczestnicy. Czasami bez hamulców. Dosłownie! Jakież było zdziwienie Marcina gdy nieopodal Hamburga, na skrzyżowaniu, w naszym oplu zawiodły hamulce! Po raz kolejny okazało się, że warto mieć przyjaciół wszędzie. Tym razem pomógł nam kolega Marcina z tej samej dzielnicy w Policach-Paweł. Podróżując przez Belgię udało się nam spędzić kilka przyjemnych chwil z rodziną Marcina mieszkającą na stałe w Brukseli. W Holandii z kolei zaskoczyliśmy swoim przyjazdem koleżankę Marcina - Elwirę do tego stopnia, że gdy pojawiliśmy się w jej progu początkowo go nie poznała po czym rzuciła się mu na szyję.

    To już wszystko za nami.

    Podobnie jak ostateczne przygotowania do podróży w Polsce, przejazd z Polski na Ukrainę, następnie do Moskwy i niesamowita podróż koleją transsyberyjską nad jezioro Bajkał, gdzie po raz kolejny okazało się, że warto mieć przyjaciół na całym świecie. Te kilka dni spędzonych w Buriacji w domu rodziców Leny (żony jednego z moich sąsiadów i jednocześnie jednego z moich najlepszych przyjaciół) będziemy wspominać z sentymentem. Podobnie jak szaloną ucieczkę samochodem przed tornado na stepach w Mongolii i minę Marcina, który z nieukrywaną ekscytacją po naszym powrocie z Pustyni Gobi opowiadał nam, jak to został zaatakowany nożem przez kierowcę taksówki w Ułan Bator i jak to dzięki zachowaniu zimnej krwi i znajomości technik walki udało mu się wyjść ,,kostusze sprzed ostrza’’. Co więcej, dzięki swojej zaciętości udało mu się doprowadzić sprawcę ataku przed wymiar sprawiedliwości czym nam bardzo zaimponował. To już za nami.

    Niesamowite jak ten czas ucieka.

    W podróży uwydatnia się to z podwójną siłą. Przemyt Agaty w bagażniku samochodu do Chin, Pekin, Szanghaj, Hong Kong, Bangkok, Kuala Lumpur, Singapur, samotna jazda rowerem Marcina z Szanghaju do Hong Kongu, jego włóczenie się po bezdrożach Wietnamu. Miesiące zdają się być teraz sekundami! Patrząc na naszą stronę internetową, która jest jednocześnie fotoblogiem z naszej podróży (www.adventure-hunters.com) aż trudno uwierzyć, że jest to już częścią naszej historii. Naszej: Alicji, Agaty, Marcina i mojej. Every day creates your history - jak głosi nasza strona. Historii ludzi, którzy byli gotowi zrezygnować z pracy, sprzedać wszystko co posiadali (jak Marcin), opuścić swoje wygodne życie, aby tułać się spoceni po świecie, dźwigać ciężkie plecaki, spać na stojąco podróżując kilkanaście godzin pociągiem po Chinach, być kąsanym przez kambodżańskie komary, być napastowanym przez kierowców kambodżańskich tuk-tuków, marznąć w środku lata w klimatyzowanym tajlandzkim autokarze ryzykując utratę swoich rzeczy, gdyż na pokładzie oprócz pasażerów jest także złodziej... I w końcu oglądać biedę wymieszaną z luksusem na ulicach Siem Reap, co w dosłownym tłumaczeniu znaczy ,,śmierć Tajom’’. Wszystko to w imię przygody i nieodpartej chęci poznania świata. Wyrwania się z rutyny dnia codziennego, utartych schematów: dom, praca, sklep, praca, szkoła, praca...

    Nasza podróż już procentuje.

    Odsetkami są poznani przez nas po drodze niesamowici ludzie, tacy jak Anthony - emerytowany Australijczyk mieszkający ze swoją tajską żoną na stałe w jej ojczystym kraju, a podróżujący obecnie drogą lądową z Azji do Paryża. Brett - Amerykanin mieszkający obecnie w Dubaju. Billy i jego dziewczyna - obydwoje z Dublina, emigrujący z pogrążonej w recesji Irlandii przez Azję do Kanady. Łukasz robiący interesy w Szanghaju, Emilia podróżująca przez najbliższe półtora roku dookoła świata... Przykłady można by mnożyć. Nowe znajomości, nowe przyjaźnie, nowe kontakty, nowe możliwości. To powoduje, że mamy ciągłą ochotę na więcej. Więcej przygód, więcej życia. I to właśnie jest czynnik, który nas połączył. Połączyło nas ogłoszenie w internecie. Pomimo tego, że jesteśmy tacy inni, jesteśmy jednak tacy sami. Jesteśmy backpackerami. Deszcz przestaje padać. Czas dołączyć do Marcina, Agaty i innych. Czas na haust życia kambodżańskiej ulicy.
    « 1 2 3 4 6

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (2)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    orbis?

    buba (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 203 / 152

    tiiaaa,podróż za 1grosz? .....a kto sponsoruje? to i ja pojade.


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Odpowiedz

    Jacek (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 207 / 156

    cześć Jacek z tej strony udziele odpowiedzi na Twoje pytanie: sami się sponsorujemy. Podrozujemy za nasze własne pieniądze. Ciężko na nie pracowaliśmy. Ty kupujesz nowa pralkę i splacasz kredyty...rozwiń całość

    cześć Jacek z tej strony udziele odpowiedzi na Twoje pytanie: sami się sponsorujemy. Podrozujemy za nasze własne pieniądze. Ciężko na nie pracowaliśmy. Ty kupujesz nowa pralkę i splacasz kredyty my jedziemy pod Everest. Pozdrowienia z Everest Base Camp. zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo