Jethro Tull w Lublinie: Nie za starzy na rock’n’roll

Damian Stępień
Damian Stępień
Bartek Syta/archiwum
Udostępnij:
O koncercie Jethro Tull w Lublinie jeszcze dziesięć lat temu można było co najwyżej pomarzyć. Jak się okazuje marzenia się spełniają. Ian Anderson i zespół w ostatnią niedzielę wystąpili w CSK.

- Gramy na koncertach najlepsze utwory wybrane z płyt Jethro Tull. Które brzmią tak samo, jak w wersjach studyjnych - mówił w jednym z wywiadów Ian Anderson, lider i założyciel zespołu.

Szczęśliwie jego słowa nie do końca okazały się prawdziwe. Faktycznie na koncercie zaprezentowano wręcz „the best of the best” grupy, a wykonania były na wysokim poziomie. W końcu Jethro Tull to światowa liga. Jednak czym innym jest słuchanie płyty nawet na najlepszym sprzęcie, a czym innym udział w koncercie. I podczas niedzielnego występu nie zabrakło tego co najważniejsze. Żywego ducha muzyki!

Wszyscy muzycy Jethro Tull spisali się na medal, ale nie zagrali „sztuki” nutka po nutce tak jak by byli w studiu nagraniowym. I bardzo dobrze! Każdy z nich miał czas, aby móc zaprezentować swoje umiejętności.

Było więc solo na perkusji w wykonaniu Scott’a Hammond’a, klawiszowe popisy John’a O’Hara, basowy groove David’a Goodier’a, a z kolei gitarzysta Florian Opahle nie bał się wychodzić w stronę publiczności z porywającymi solówkami.

Oczywiście były też instrumentalne partie Ian’a Anderson’a. W końcu czym byłby koncert Jethro Tull bez jego muzycznych popisów?

Koncert w Centrum Spotkania Kultur był tylko jednym z trzech w Polsce w ramach trasy „50th Anniversary World Tour”. I jak na jubileusz przystało nie obyło się bez wspomnień.

Występ otworzył „My Sunday Feeling”, który rozpoczynał też debiutancki album „This Was” z 1968 roku. Dalej Jethro Tull pozostawał przy dorobku z pierwszych dwóch albumach.

W pewnym momencie na dużym ekranie za zespołem pojawił się Jeffrey Hammond-Hammond, były basista Jehtro Tull, który zapowiedział utwór „A Song for Jeffrey”. Jak się później okazało nie było to jednorazowe rozwiązanie sceniczne.

Podczas pierwszego setu usłyszeliśmy jeszcze m.in. „Bouree” wg Jana Sebastiana Bacha, „My God” i „Thick as a Brick”.

Druga połowa przeniosła nas głównie do dokonań zespołu z lat 70. W setliście pojawił się „Too Old To Rock’n’Roll, Too Young To Die”, „Songs From The Wood” a także „Heavy Horses”, podczas którego na ekranie towarzyszyła Andersonowi wokalistka Unnur Birna.

Podobnie rzecz się miała z „Aqualung”, gdzie z ekranu mogliśmy usłyszeć Ryan’a O’Donnell’a od kilku lat współpracującego z Ian’em Andersonem.

W przerwach między nagraniami na wspomnianym już wyświetlaczu pojawili się kolejni goście, którzy składali życzenia lub zapowiadali utwory.

I tak zobaczyliśmy m.in. Tony’ego Iommi’ego, gitarzystę Black Sabbath mającego swój epizod w Jethro Tull, Steve’a Harris’a z Iron Maiden, Joe’a Elliot’a z Def Leppard, Slash’a, Joe’a Bonamass’ę czy byłych członków zespołu jak m.in. klawiszowca John’a Evan’a i wspomnianego już Jeffrey’a Hammond’a-Hammond ‘a.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jarek
Koncert był zapowiedziany ponad pół roku wcześniej i można było kupować bilety. Trudno, żeby bilet na występ światowej gwiazdy kosztował 10 zł.
d
dert
Nawet jednego plakatu na mieście nie było. Widać że Żuk zawłaszczył sobie CSK dla swoich. Drożyzna i koncerty dla swoich.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie