Lublin macochą swojej historii? Rozmowa z Bernardem Nowakiem

Sylwia Hejno
Archiwum
Z Bernardem Nowakiem pisarzem, redaktorem lubelskiego przewodnika, którego nowa wersja ukaże się we wrześniu rozmawia Sylwia Hejno

We wstępie do swojego przewodnika z 2000 roku napisał pan, że szkoda, że zabrakło osób takich jak Henryk Gawarecki, współautor "Przewodnika po dawnym Lublinie", które umiałyby pisać o historii w tonie gawędy. Czy uważa pan, że przewodnik powinien "się czytać"?
Zdecydowanie tak. Ale chciałbym podkreślić, że to nie jest "mój" przewodnik. Ma wielu autorów: Grażynę Michalską, Roberta Kuwałka, Edmunda Mikrusa i Jacka Studzińskiego - by wymienić najważniejszych. Oni wykonali gros pracy, ja tę wspólną całość próbowałem jakoś zorganizować.
Ma pani rację, przewodnik powinien "się czytać", nie powinien też zwracać się tylko do specjalistów, historyków, czy architektów, ale i zwykłych odbiorców. "Przewodnik po dawnym Lublinie" Henryka Gawareckiego i Czesława Gawdzika jest dla mnie wzorem, to prawdziwe znawstwo rzeczy, podane w wyśmienitym sosie stylistycznym.

Krytykuje pan podejście Lublina do jego własnej historii. Co z nim jest nie tak?
To, co możemy odnaleźć w przewodniku, wskazuje na bogactwo historyczne Lublina, podczas gdy oferta kulturalna nie zawsze w stopniu dostatecznym je uwzględnia. Myślę o programie wypoconym w czasie starań o ESK, a aktualnie o tym, który się przygotowuje na 700-lecie miasta.
Wydaje się, że w dużym stopniu o jego kształcie decyduje ignorancja osób, które się w tej materii poruszają i niekoniecznie wiedzą, że jest do czego sięgać. Przy okazji, ulegają też pewnym mitom, jak choćby wielokulturowości Lublina. Jeśli spróbujemy poszukać jej śladów, to nie będzie ich wiele. Przykładowo ludność żydowska zachowywała swą odrębność i przepływ kulturowy między tym żywiołem, a rodzimym był z definicji utrudniony. Z kultury żydowskiej zostało niewiele także dlatego, że ją zniszczyła wojna. Rola "żydowskiego Lublina" jest przeceniana, a niedoceniana rola innych nacji. W sferze kultury materialnej wiele wnieśli choćby Niemcy. Podobnie jest, gdy chodzi o wpływy wschodnie, zwłaszcza w sferze religii.

Co się zmieni w nowym wydaniu przewodnika?
"Przytyje" o 50 stron, aktualizujemy w nim 350 zdjęć. Chcemy bardziej uwzględnić rolę teatrów lubelskich - Ośrodka "Gardzienice", Teatru Provisorium czy Teatru Leszka Mądzika. Nawiasem mówiąc, urasta do rangi symbolu fakt, że w księdze wielkiej a śmiesznej, która powstała z okazji starań o ESK, o Leszku Mądziku nie ma chyba ni słowa…, za to jest on od trzech bodaj lat obecny… we Wrocławiu!… Nie ma też lubelskich muzeów!
Rozszerzymy informacje o Lubelszczyźnie - o odrestaurowane dwory i dworki, których jest sporo, także o nowe trasy. Uzupełnimy ofertę typowo turystyczną, choćby o lubelskie pojezierza.

Kim najczęściej był nabywca pańskiego przewodnika?
Mieszkańcem Lublina, który chciał się więcej dowiedzieć o mieście. Często krewnym albo przyjacielem tegoż lublinianina, który otrzymał przewodnik w prezencie. Najrzadziej - turystą. Turysta szuka raczej broszury, informatora, a nie grubaśnej książki.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Bernard Nowak

Tytuł pochodzi od Redakcji

y
yeti

Lublin nigdy nie był "macochą" swojej kultury i nigdy nie będzie.
Wszyscy LUBLINIANIE wiedzą doskonale kto zrobił z LUBLINA "macochę" swojej kultury w sposób podły i wręcz nachalny poczynając od zaborów,a apogeum nastąpiło po 1989 roku......
Historia miasta przekazywana jest z pokolenia na pokolenie,każdy LUBLINIANIN szanuje swoje miasto i zdaje sobie sprawę,że Nasza Starówka jest cenniejsza od warszawskiej choćby z tego względu,że po wojnie utrzymała się w całości i nie była zrównana z ziemią tak jak w Warszawie.
Pamiętam serial pt."Czarne Chmury" i pamiętam,że w czasie emisji filmu pustoszało życie "podwórkowe" w Lublinie i każdy był dumny z Naszego miasta,że kręcone są o Nim filmy.
Wierzę,że Pan Bernard w swoim przewodniku ukarze szacowne miejsce dla LUBLINIAN,Romów i żydostwa.

Dodaj ogłoszenie