Mariusz Kamiński: „Każdy reporter inaczej podchodzi do budowania swojej opowieści”

Michał Dybaczewski
Michał Dybaczewski
Mariusz Kamiński z Redakcji Reportażu Polskiego Radia Lublin  zdobył główną nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż i Dokument Radiowy „Skarby Polskiej Kultury Narodowej”
Mariusz Kamiński z Redakcji Reportażu Polskiego Radia Lublin zdobył główną nagrodę w Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż i Dokument Radiowy „Skarby Polskiej Kultury Narodowej” Fot. Agnieszka Czarkowska/Radio Białystok
Udostępnij:
Reportaż Radia Lublin to bez wątpienia temat na obszerną książkę. Pasmo sukcesów od lat 60. XX w. do chwili obecnej powoduje, że można mówić o swoistym fenomenie zwanym „lubelską szkołą reportażu”. Ostatnimi akordami tej passy jest nagroda główna zdobyta przez Mariusza Kamińskiego w Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż i Dokument Radiowy pod tytułem „Skarby Polskiej Kultury Narodowej” oraz specjalne wyróżnienie przyznane Agnieszce Czyżewskiej-Jacquemet w kategorii najlepszego reportażu radiowego podczas Prix Europa Radio Documentary Special Cammandation 2021. Mariusz Kamiński, który na co dzień wyciąga od ludzi niezwykłe historie tworząc na ich kanwie fascynujące reportaże, tym razem sam staje po drugiej stronie i zostaje bohaterem wywiadu, w którym opowiada nam o swojej reporterskiej pasji.

Zdobył pan nagrodę na Ogólnopolskim Konkursie na Reportaż i Dokument Radiowy w Zielonej Górze „Skarby Polskiej Kultury Narodowej” za reportaż „Obraza obrazu”. O czym jest ten reportaż i jakie niesie za sobą przesłanie?

Dla mnie historia związana z tym reportażem zaczęła się od spotkania ze Sławomirem Snopkiem, regionalistą z Wąwolnicy, z którym zresztą przygotowałem wspólnie już czternaście audycji. Pan Sławomir wspomniał mi, że kiedyś z żoną wybrał się na przejażdżkę rowerową w okolice Wojciechowa i zobaczył przydrożną kapliczkę z obrazem Matki Boskiej. Zaczął się zastanawiać nad historią tej kapliczki, dlaczego znajduje się akurat w tym miejscu. Szukając informacji spotkał panią Zuzannę Kowalską z Wojciechowa, która była bardzo związana z historią obrazu, który w 1966 roku został uprowadzony wprost sprzed jej domu. W czerwcu 1966 roku w ramach obchodów Tysiąclecia Chrztu Polski z Częstochowy do Lublina przybyła kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, a komunistyczne władze partyjne przy pomocy swoich służb - milicji i Służby Bezpieczeństwa - przeprowadziły wówczas szereg działań pod kryptonimem „Bystrzyca 66” deprecjonujących peregrynację obrazu. Po uroczystościach przed katedrą lubelską, już następnego dnia, obraz żegnany przez tłumy wiernych wyruszył w dalszą drogę. Na trasie z Wojciechowa do Bełżyc, SB „aresztowała” obraz, a dwa dni później - w święto Bożego Ciała - również studentów, którzy pojawili się na miejscu uprowadzenia obrazu. 15 lat po tych wydarzeniach pani Zuzanna Kowalska z rodziną i jeszcze inni mieszkańcy Wojciechowa postanowili, że w miejscu „aresztowania” obrazu powstanie kapliczka. Jako ciekawostkę mogę podać, że Krystyna i Tadeusz Marcewiczowie ze Stasina w gminie Wojciechów w trakcie swojego wesela w maju 1983 roku pojechali w miejsce uprowadzenia obrazu, żeby pomodlić się w intencji szczęśliwego małżeństwa. Dołączyli do nich wszyscy weselnicy, z wyjątkiem jednego milicjanta.

Skąd czerpie pan pomysły na reportaże?

Zajmuję się reportażem historycznym już trochę czasu i mam zaprzyjaźnione osoby, które o tym wiedzą. Często dostaję od nich informacje o interesujących tematach, ciekawych ludziach, z którymi warto porozmawiać, czy zapomnianych historiach, które warto przypomnieć lub nawet odkryć. Historia musi być oczywiście interesująca dla mnie samego, żebym przypadkiem nie próbował odkrywać czegoś, co już dawno zostało powiedziane. Od tego wszystko się zaczyna.

Ma pan jakieś swoje metody pracy reporterskiej?

Wszystko zależy od tego jaki charakter ma reportaż. Jeśli jest monologiem, z jednym bohaterem, świadkiem historii, który opowiada, co wydarzyło się wiele lat temu, to wówczas przygotowuję się jak do wywiadu, by jak najwięcej od takiej osoby się dowiedzieć, poznać jej opinie oraz emocje. Natomiast jeśli są to reportaże wieloelementowe, gdzie akcja dzieje się w wielu miejscach i dużo osób jest w to zaangażowanych, wówczas zbieram cały materiał. Zdarza się, że wychodzi z tego nawet 10 godzin rozmów. Potem przesłuchuję całość i dokonuję wstępnej selekcji. I wtedy następuje najtrudniejsza część pracy nad reportażem, czyli budowanie osi dramaturgicznej, tego w jaki sposób historia będzie opowiedziana, tak aby słuchacza zainteresowała czy zaskoczyła przestawiona w reportażu opowieść. Aby chciał wysłuchać jej do końca. Bardzo lubię nagrania w terenie, bo bycie w miejscu, z którym wiąże się jakaś historia, zawsze powoduje dreszczyk emocji. Robiłem kiedyś reportaż o mogile Niemców, którzy zostali zamordowani w 1944 roku przez czerwonoarmistów we wsi Moszenki. Z dwoma świadkami tej historii - blisko 90-letnimi panami - pojechałem pod las, gdzie ci Niemcy leżeli, i oni mimo swojego wieku z ogromnymi emocjami i wigorem rekonstruowali tamte wydarzenie.

Zasadniczą kwestią jest dotarcie do świadków historii, którzy stają się bohaterami reportażu. Jest to chyba spore wyzwanie biorąc pod uwagę fakt, że porusza pan tematy sprzed kilkudziesięciu lat.

Czasami sprzyja mi szczęście. Blisko 10 lat temu robiłem reportaż w Grabowie Szlacheckim - w czasie okupacji za pomoc udzielaną partyzantom cała ta wieś została wysiedlona. Moim przewodnikiem był ówczesny sołtys Grabowa, który prowadził mnie do świadków tamtych wydarzeń. Od rana do wieczora chodziliśmy od domu do domu, a ja zbierałem ich relacje.

O czym był pana pierwszy reportaż?

Jeden z pierwszych był o tym, jak w końcu lat 90-tych w Lublinie zaczęły pojawiać się pierwsze hipermarkety. Nie był to więc reportaż historyczny, chociaż dzisiaj już można by go za taki uznać. Pamiętam, że brnąc do robotników budujących Leclerc przy ulicy Zana zostawiłem but w cemencie (śmiech). Bohaterem pierwszego stricte historycznego reportażu był Tomasz Pietrasiewicz, dyrektor Ośrodka „Brama Grodzka - Teatr NN”. Ważnym dla mnie reportażem był „Lubelski Lipiec’80” o strajkach lipcowych na Lubelszczyźnie. Miałem wówczas okazję spotkać i poznać tych, którzy stali w pierwszym szeregu strajków w Fabryce Samochodów Ciężarowych, Lokomotywowni Lublin, WSK w Świdniku. Muszę wspomnieć także o reportażu „Bitwa pod Komarowem” traktującym o ostatniej bitwie kawaleryjskiej świata, gdzie polska kawaleria rozbiła konnicę Budionnego. Robiąc ten reportaż ludzie - pewnie już z trzeciej ręki - opowiadali mi różne szczegóły z pojedynków, m.in. że czapka jednego z żołnierzy sowieckich pachniała perfumami, więc musiał być to ktoś wyższy stopniem, pewien człowiek pokazał mi natomiast skrzynkę po amunicji, którą wyorał na polu.

Który ze zrealizowanych reportaży odcisnął największe piętno na pana psychice i był szczególnym doświadczeniem?

Do głowy przychodzi mi reportaż „Burzany i ciernie”, który zrobiłem wspólnie z Katarzyną Michalak. Towarzyszyliśmy z mikrofonami rodzinom wołyńskim w pielgrzymce na Ukrainę do nieistniejących już wsi. Usłyszeliśmy wstrząsające relacje, od tych, którzy cudem uniknęli śmierci i wyszli cało z tego pogromu. Niesamowite były także głosy kolejnych pokoleń - jedna dziewczyna chcąc poznać historię swojej rodziny przyjechała nawet z Niemiec. Byliśmy w miejscach, gdzie mordowano ludzi i zakopywano zbiorowo w dołach. Krzaki, puste przestrzenie, resztki cegieł i przejmująca cisza w miejscach, gdzie kiedyś tętniło życie - to było naprawdę przerażające.

A reportaż, który darzy pan szczególnym sentymentem?

W Zamościu zrobiłem reportaż „Lista Zipsera”. Niemiec Zygmunt Zipser był przedsiębiorcą, współwłaścicielem fabryki mebli giętych. W czasie okupacji zatrudniał więcej osób - w tym Żydów - niż faktycznie było mu potrzebnych. Oczywiście po to, by uchronić ich przez okrutnym losem. Udało mi się zresztą spotkać jednego z ostatnich pracowników Zipsera - pana Ryszarda Gruszeckiego, który nazywał go „ojcem”, bo był tak dobry dla swoich pracowników. Z relacji córki Zipsera, którą miałem okazję poznać we Wrocławiu, wiem, że uratował synagogę w Zamościu. Poprosili go o to Żydzi, którzy wiedzieli, że ich sytuacja staje się coraz bardziej tragiczna. Zipser powiedział Niemcom, że chce w synagodze zrobić skład desek i w ten sposób bożnica ocalała. Szkoda, że Zipser nie jest w jakiś sposób upamiętniony w Zamościu.

Czy były sytuacje, że miał pan pomysł na reportaż, ale nie został zrealizowany, bo osoby, które miały być jego bohaterami panu odmówiły?

Takich sytuacji chyba nie było, ale zdarzyło mi się, że reportaż nie powstał, bo okazało się, że mam za mało informacji i materiału, tak by wszystko to odpowiednio powiązać i pokazać słuchaczom całościowy, kompletny obraz. Czasami temat jest ciekawy, ale niestety nie ma już kto o nim opowiedzieć.

Radio Lublin jest lokalną rozgłośnią radiową, ale gdyby spytać osoby z poza Lublina interesujące się tematyką dziennikarską z czym kojarzy im się Radio Lublin, to reportaż na pewno byłby jednym z pierwszych takich skojarzeń. Na wymienianie sukcesów, krajowych i międzynarodowych, nie starczyłoby nam tu miejsca, zapytam zatem inaczej: na czym polega fenomen reportażu Radia Lublin?

Chyba na tym, że jest pewna ciągłość. My nie jesteśmy pierwsi, ale mieliśmy swoich mistrzów, a oni z kolei mieli swoich. Naszymi mistrzyniami były Anna Kaczkowska i Małgorzata Sawicka, które uczyły nas trudnej sztuki pracy nad reportażem. Ważne jest to, że każdy z nas indywidualnie podchodzi do budowania opowieści - inaczej robi to Agnieszka Czyżewska-Jacquemet, inaczej Katarzyna Michalak, inaczej Monika Malec, inaczej Monika Hemperek, a inaczej Czesława Borowik. My z kolei przekazujemy swoją wiedzę młodszym kolegom: Tomkowi Najdzie i Dominikowi Gilowi. Co do fenomenu. Sam fakt, że istnieje wydzielona redakcja, już procentuje. W większości dziennikarze robią reportaże po godzinach. Jesteśmy również wrażliwi na dźwięk, jako tworzywo opowieści. Wielu bowiem sprowadza przekaz radiowy do słowa. My również budujemy przekaz wszystkimi innymi dźwiękami, muzyką, ciszą. To uniwersalny język, który przekazuje emocje zrozumiałe dla odbiorców, nawet z innych obszarów kulturowych.

UOKiK bierze się za influencerów

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie