Międzynarodowe Spotkania Folklorystyczne: Nie trzeba szukać daleko (relacja, program na piątek)

Andrzej Z. Kowalczyk
Pełen humoru "Chabarok" z Białorusi Krzysztof Kuzko
Specyfiką i cenną wartością, którą często podkreślam, koncertów Międzynarodowych Spotkań Folklorystycznych jest ich różnorodność; sięganie do rozmaitych obszarów i tradycji kulturowych i śmiałe ich zestawianie. Nie ruszając się z miejsca publiczność ma okazję odbywania taneczno - muzycznych podróży do różnych stron świata, często bardzo od siebie odległych. Czasem odnajdujemy przy tym zaskakujące podobieństwa folkloru krajów oddzielonych tysiącami kilometrów, innym razem zaś możemy podziwiać różnorodność i bogactwo tradycji jednego narodu, a jeszcze innym - spotykać się z pełną egzotyką. A to wszystko sprawia, iż każdy może w owych koncertach znaleźć coś, co go szczególnie zainteresuje, zafascynuje, a może nawet zachwyci.

W czwartkowym koncercie owa różnorodność była widoczna szczególnie wyraźnie. Występy zespołów z Białorusi, Turcji i hiszpańskiej Majorki przeplatały się, co wyszło na dobre nie tylko całemu koncertowi, lecz także każdemu z wykonawców z osobna. Dzięki temu bowiem nie było miejsca na znużenie podobnymi do siebie formami. Najwięcej zyskał na tym chyba turecki zespół "Kocaeli Armelit". Co jest pewnym paradoksem, bo akurat jego repertuar obiecywał największe zróżnicowanie. Mieliśmy bowiem pochodzący ze wschodniej Turcji weselny taniec halay, bardzo orientalny w charakterze, a z drugiej strony - tańce z zachodniej części kraju z wyraźnymi wpływami bałkańskimi, a także całkiem odmienny od nich horon z wybrzeży Morza Czarnego. Rzecz jednak w tym, iż owe odmienności zawierały się w warstwie muzycznej, zaś choreograficznie wszystkie te tańce były do siebie bardzo podobne i - by tak rzec - mało wyrafinowane. Prezentacja ich w jednym bloku byłaby chyba nazbyt nużąca.

O żadnym znużeniu nie było mowy podczas występu Hiszpanów, choć również ich choreografie na pierwszy rzut oka mogły się wydawać bardzo zbliżone do siebie. Ale żywiołowość, wdzięk tancerek i temperament tancerzy oraz autentyczna radość z występu sprawiały, że każdy taniec był zjawiskiem fascynującym i niepowtarzalnym. Choć osobiście mam jedno zastrzeżenie - dla mnie tańców owych było zdecydowanie za mało…

I wreszcie zespół "Chabarok" z Białorusi. Folklor tego kraju znamy - zdawać by się mogło - doskonale, bo to przecież nasi najbliżsi sąsiedzi, a białoruskie zespoły przyjeżdżają na Spotkania niemal co roku. I rzeczywiście, egzotyki tu nie było, ale od występu Białorusinów nie sposób było oderwać oczu. Tancerki i tancerze z "Chabaroka" osiągnęli poziom mistrzowski. Wspaniała technika i perfekcja wykonawcza, piękne łączenie żywiołowej witalności ("Polka wioskowa") z subtelną delikatnością ("Kołokolcziki"), poczucie humoru i nadzwyczajna umiejętność nawiązywania kontaktu z publicznością - to wszystko sprawiło, że mieliśmy do czynienia z występem kompletnym; jednym z najlepszych, jakie widziałem w trakcie kilku ostatnich odsłon lubelskiego festiwalu. A "Polkę wiesołuchę" mógłbym oglądać w nieskończoność. Wielkie brawa! Okazuje się, że aby trafić na perłę wcale nie trzeba szukać daleko.

PROGRAM NA DZIŚ
PIĄTEK - 13 lipca
Godz. 13.00 - DSK - "Junost" (Rosja)
Godz. 16.00 - Nałęczów - Chabarok (Białoruś), Aires D’Andratx (Hiszpania)
Godz. 17.00 - Włodawa - Kocaeli Armelit (Turcja), Czeremosz (Ukraina)
Godz. 18.00 - scena festiwalowa - koncert odwołany
Godz. 20.30 - Rynek - koncert kapel: Jonce Hristovski (Macedonia), Chabarok (Białoruś)

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
ONP, OHP i ZHP
Czeremosz, to zdaje się czysto polski kawałek ziemi od wieków ? To,że jacyś nacjonaliści z pod znaku Bandery nazywają to Ukrainą nic nie znaczy. Ukraina, to z jednej strony ziemie na skraju Polski, a z drugiej
na skraju Rosji.
Taką różnorodność jaką nam przedstawia autor tego artykułu i jemu podobni, tu w Lublinie, musi na polecenie Żuka i PO zawierć za każdym razem wątki żydowskie,albo ukraińskie - inaczej zabawy NIE BĘDZIE. W końcu ONI dzielą nasze pieniądze.
Dodaj ogłoszenie