Nie dla cyrków ze zwierzętami. "Bo przecież nawet papież wziął tysiące osób do cyrku"

Aneta Galek
Aneta Galek
- Cyrkowcy mówią, że są „szkoleniowcami“, nie „treserami“, ale  na arenie widzimy ich z pejczem, a nie z cukierkami - mówi Łukasz Musiał z Koalicji Cyrk bez Zwierząt.
- Cyrkowcy mówią, że są „szkoleniowcami“, nie „treserami“, ale na arenie widzimy ich z pejczem, a nie z cukierkami - mówi Łukasz Musiał z Koalicji Cyrk bez Zwierząt. Łukasz Kasprzak
Coraz więcej miast wprowadza zakaz wynajmowania miejskich terenów cyrkom ze zwierzętami. Do grona Wrocławia, Poznania czy Warszawy dołącza Lublin. Jak wygląda życie cyrkowych zwierząt i co się z nimi stanie, gdyby przestały na siebie zarabiać ?

W Lublinie pod apelem do władz miasta o wprowadzenie zakazu wynajmowania miejskich gruntów cyrkom ze zwierzętami podpisało się blisko 3 tys. osób. Towarzystwo dla Natury i Człowieka, które petycję zainicjowało, ten wynik uznaje za niewątpliwy sukces. Wcześniej, bo w 1998 roku, stowarzyszenie podjęło podobną próbę. Wtedy jednak nie przyniosła ona pożądanych skutków. - Nie było nastroju politycznego. Teraz natomiast jest fala ogólnopolska i tych zmian przybywa - mówił na łamach Kuriera Krzysztof Gorczyca z Towarzystwa dla Natury i Człowieka.

Ta ogólnopolska fala rozpoczęła się od Słupska, kiedy jego prezydent Robert Biedroń nie wpuścił do miasta cyrku Arena. - Tresowanie zwierząt budzi wątpliwości Urzędu Miejskiego co do przestrzegania praw zwierząt i ich dobrostanu, dlatego też dołączamy do grupy miast wprowadzających nowe standardy w tej kwestii - mówiła wtedy w serwisie Głosu Pomorza Karolina Chalecka z biura prasowego słupskiego urzędu.

Za Słupskiem podążyły m.in. Koszalin, Warszawa, Poznań czy Wrocław. W tym ostatnim mieście inicjatorem petycji był lekarz weterynarii. - Pod jego apelem zaczęli podpisywać się mieszkańcy. Po spotkaniu z nim, podpisał ją również prezydent Rafał Dutkiewicz - mówi Arkadiusz Filipowski, rzecznik Urzędu Miejskiego we Wrocławiu. Dutkiewicz wydał zarządzenie, na mocy którego nie można dzierżawić miejskich gruntów na potrzeby pokazów tresury zwierząt. Taki apel do miejskich jednostek wystosowali też wrocławscy radni. - Stanowisko prezydenta jest obowiązujące - dodaje Filipowski. Aktualnie, zgodnie z prawem, cyrki we Wrocławiu mogą występować tylko na terenach prywatnych.

W Lublinie oprócz petycji Towarzystwa dla Natury i Człowieka, interpelację do prezydenta Krzysztofa Żuka złożył radny Platformy Obywatelskiej Michał Krawczyk. - Zawsze byłem przeciwny występom dzikich zwierząt. Swoich dzieci nigdy nie zabrałem na takie przedstawienie, zawsze tłumaczyłem, że nie jest to sposób na dobrą rozrywkę, ponieważ uważam, że miejsce słonia czy tygrysa jest w jego naturalnym środowisku, bądź zoo, a nie tańczącego na arenie cyrkowej na tylnych łapach - mówi Krawczyk.

Na interpelację radnego pod koniec stycznia odpowiedział prezydent Lublina i zapowiedział, że zostaną wprowadzone stosowne regulacje. - Przygotowywane jest zarządzenie, które taki zakaz ma wprowadzić - komentuje rzeczniczka prezydenta miasta Beata Krzyżanowska. Lublin wzoruje się m.in. na Warszawie i Wrocławiu. - Będzie to polecenie do dyrektorów miejskich jednostek, aby taka dzierżawa nie była udzielana podmiotom, które starają się o rozstawienie cyrku. Takie zarządzenie ukaże się prawdopodobnie w przyszłym tygodniu i wejdzie w życie z dniem podpisania - dodaje.

Co ze zwierzętami?

Najczęstszym pytaniem, jakie zadają sobie przeciwnicy wprowadzania zakazów dla cyrków jest to, co stanie się ze zwierzętami.

Polskie cyrki nie mają swoich dzikich zwierząt, takich jak lwy, tygrysy, słonie. Najczęściej są one wynajmowane na kontrakt wraz z treserem na sezon lub dwa. Po wejściu w życie zakazu, treserzy nie będą mogli wykorzystywać zwierząt w Polsce, ale będą mogli jeździć z nimi po innych krajach. Polskie cyrki mają jednak np. konie, kuce, wielbłądy czy lamy. - Zwierzęta, które należą do polskich cyrków, są własnością konkretnych osób i to od nich będzie zależeć, czy będą chcieli przekazać te zwierzęta z pomocą organizacji do sanktuariów przyrody, schronisk czy ogrodów zoologicznych - wyjaśnia Łukasz Musiał z Koalicji Cyrk bez Zwierząt. Dodaje, że jako koalicja mają nadzieję, że właściciele zechcą współpracować. - Jeśli wprowadzenie zakazu się uda, będziemy starali się, żeby miały spokojną starość - zapewnia.

Wiele osób uważa, że zwierzęta te mogą wrócić do swojego środowiska naturalnego, ale takie przypadki raczej się nie zdarzają. - Te zwierzęta mają często tak zrujnowaną psychikę od przebywania w ciasnych klatkach np. ciężarówkach, że nie poradziłyby sobie w dzikiej przestrzeni, to by było dla nich za duże ryzyko - zaznacza Musiał.

Współcześnie nie ma wątpliwości, że zwierzęta, podobnie jak ludzie, są zdolne do odczuwania bólu czy przeżywania emocji, takich jak np. strach. - Tygrys, który w naturalnym środowisku przemierza kilometry, poluje, w cyrku jest zamknięty w kilkumetrowej klatce i tak wegetuje. To tak jakby człowieka zamknąć w małym pokoju na całe życie. Taka osoba przecież by zwariowała - mówi przedstawiciel Koalicji Cyrk bez Zwierząt.

Inną kwestią jest tresura, której przynajmniej, jak twierdzą właściciele cyrków, już nie ma. - To nie jest tresura, to jest szkolenie, ułożenie zwierzęcia, które się urodziło w cyrku. Nikt zwierząt nie bije, nie przypala, to już nie te czasy! - stwierdza jedna z osób pracujących w Cyrku Zalewski, zaznaczając jednocześnie, że każde ze zwierząt ma swój boks, którego wielkość jest dostosowana do gatunku. Zapewnia, że zwierzęta mają też opiekę weterynaryjną. - Żeby wytresować zwierzę, aby wyszło na arenę na 10-15 minut, czasem potrzeba 1,5 roku, bo to wszystko odbywa się po dobroci, nie można czegoś nakazać, bo żadne zwierzę nakazem nie wyjdzie - mówi.

- Cyrkowcy nie używają już słowa tresura, teraz mówią o sobie, że są „szkoleniowcami”. A na arenie widzimy tresera, jak wychodzi z pejczem, a nie z cukierkami - komentuje Łukasz Musiał.

Przepisy a etyka

- Zakazy są niezgodne z prawem. Nie jest tak, że wszystkie miasta je wprowadziły, to szum medialny. To, co się dzieje, jest dla nas oburzające, ponieważ nikt z nami nie rozmawiał na ten temat, a jednak jesteśmy głównym zainteresowanym - oburza się Lidia Król-Pinder, właścicielka Cyrku Korona. - Nie wiem, w jaki sposób włodarze miast dają się tak oszukiwać ekoterrorystom. Lidia Król-Pinder mówi także, że nigdzie w Europie nie ma takich zakazów, jakie wprowadzane są u nas.

Inaczej twierdzi Koalicja Cyrk bez Zwierząt. - W wielu krajach obowiązują zakazy albo dotyczące wszystkich zwierząt, albo wybranych gatunków, np. dzikich. Zakazy mają charakter regionalny, jak np. w Wielkiej Brytanii albo Hiszpanii, gdzie cyrki ze zwierzętami nie mogą występować choćby w Katalonii. W tych miejscach jest nacisk na nową szkołę cyrkową bez zwierząt - opisuje Łukasz Musiał.

- Nie ma żadnych zakazów, jeśli chodzi o Europę, to jest kłamstwo. Są w niektórych miastach, odnoszą się do niektórych zwierząt, głównie dzikich. W Warszawie zarządzenie dotyczy zwierząt ogólnie, a więc od muchy do żyrafy. To ewenement nie tylko na skalę europejską, ale i światową. Koalicja Cyrk bez Zwierząt to jest wielkie kłamstwo i ubijanie własnych interesów - uważa Król-Pinder, podkreślając, że Cyrk Korona spełnia polskie i unijne przepisy dotyczące zwierząt.

O braku zakazów w Europie przekonuje też Cyrk Zalewski. - Nawet papież ostatnio wziął trzy tysiące osób do cyrku, dla uspokojenia duszy, jak to ładnie powiedział. Jakoś nikomu to nie przeszkadzało - słyszymy.

- Nawet jeśli używanie zwierząt w cyrkach jest zgodne z przepisami, to nie zmienia to faktu, że jest to podłe i okrutne. Zgodne z przepisami nie znaczy humanitarne. Lata temu nie pozwalaliśmy kobietom głosować i było to zupełnie zgodne z przepisami, ale poszliśmy do przodu - mówi Krzysztof Gorczyca z Towarzystwa dla Natury i Człowieka.

Niektóre zaburzenia u zwierząt cyrkowych:

- stereotypia: powtarzanie takiego samego ruchu, np. kiwanie się czy nieustanne przechodzenie z jednej strony klatki na drugą. Choroba ta wynika ze stresu spowodowanego brakiem potrzebnej do normalnego życia przestrzeni. Związana jest również z zamknięciem i zniewoleniem, np. na łańcuchu
- agresja, lęk, samookaleczanie czy gryzienie krat
- kulawizna, bolesne zmiany w stawach i ścięgnach z powodu przebywania w zamknięciu

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

c
cranes

Juz od dawna byly zbierane petycje przez ludzi, którzy ochroną zwierząt zajmują się z pasją, nie z chęci zysku, nie są etatowymi "ekologami" -pasozytami jak gorczyca

x
xyz

Świat bez cyrkow ze zwierzętami byłby piękny, ale świat bez organizacji pseudoekologicznych, które służą tylko jako źródło utrzymania nierobów, jeszcze piękniejszy

A
Alicja
Chetnie bym tobie zrobila cyrk , ale przedtem tresura ...
a
alf

Jesteś baran. Dziecko pewnie tez tresujesz skakanką

r
rrr

Ty zwykły cymbał jesteś

A
A.

Mam prawo pokazać mojemu psu ludzi w cyrku i sztuczki jakich się nauczyły. A może nie trzeba wyjeżdżać z Lublina, tylko wrócić tam skąd się przyjechało?

a
antyGorczyca

mam prawo pokazać dziecku zwierzęta w cyrku, i sztuczki jakich sie nauczyły.
Na takich wydarzeniach się wychowałem i nie uważam się za odmieńca czy niecywilizowanego człowieka.
Za to Pan Gorczyca nie musi chodzić do cyrku, niech pokazuje dziecku zwierzęta w internecie zagryzając przy tym kanapkę wegetariańską. Dlaczego głos mniejszości ma być decydujący? Czy aby pójść do cyrku będę musiał wyjechać z Lublina? Paranoja.

Dodaj ogłoszenie