Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

O. Ludwik Wrodarczyk OMI – pierwsza błogosławiona ofiara rzezi wołyńskiej?

Dr Paweł Sokołowski, IPN Lublin
Okopy - symboliczny krzyż na dawnym cmentarzu parafialnym upamiętniający Sługę Bożego o. Ludwika Wrodarczyka, fot. L. Popek, 2018 r.
Okopy - symboliczny krzyż na dawnym cmentarzu parafialnym upamiętniający Sługę Bożego o. Ludwika Wrodarczyka, fot. L. Popek, 2018 r. materiały IPN
Św. Andrzej Bobola zginął w 1657 r. zamordowany przez Kozaków. Przed męczeńską śmiercią m.in. zbito go nahajkami (skórzanymi biczami), wybito mu zęby, odcięto nos i wargi oraz język, wykłuto jedno oko. Nie mniej okrutna była śmierć o. Ludwika Wrodarczyka. Zadali mu ją Ukraińcy z UPA w czasie zbrodni wołyńskiej…

Ludwik Wrodarczyk urodził się 25 sierpnia 1907 r. w Radzionkowie na Górnym Śląsku. Jego ojciec był górnikiem w kopalni węgla kamiennego „Johanka” oraz dorabiał uprawą małego pola, natomiast matka zajmowała się gospodarstwem domowym i wychowaniem 9 dzieci. Rodzice Ludwika byli ludźmi pracowitymi, uczciwymi i pobożnymi.

W okresie szkoły podstawowej Ludwik dał się poznać jako dobry kolega. Franciszek Bączkowicz zapamiętał jedno zdanie wypowiedziane przez Ludwika: „Ja bym chciał umrzeć śmiercią męczeńską”.

W wieku 14 lat Ludwik wstąpił do Małego Seminarium Duchownego Ojców Oblatów w Krotoszynie. Ojciec nie był z tego do końca zadowolony, ponieważ w rozmowie z synem miał powiedzieć: „Ludwik, ty bier karbidka [lampę górniczą] i idź na Johanka”. Ludwik odpowiedział: „Tato, choćby jeno godzina być księdzem, ale jo niym byda”.

W czerwcu 1926 r. Ludwik zdał maturę, a kilka dni później dowiedział się o śmierci ojca. Mimo że matka była odtąd zmuszona radzić sobie sama z gospodarstwem i utrzymaniem rodziny, wyraziła zgodę na wstąpienie syna do nowicjatu oblatów w Markowicach koło Inowrocławia. 15 sierpnia 1926 r. Ludwik złożył pierwsze śluby zakonne, a 15 sierpnia 1930 r. – śluby wieczyste. 10 czerwca 1933 r. przyjął święcenia kapłańskie.

W październiku 1933 r. o. Ludwik został wysłany do Poznania, a od sierpnia 1934 r. przebywał w Kodniu nad Bugiem. Tutaj posługiwał jako wikary, ekonom (czyli zajmował się sprawami majątkowymi zakonu) oraz nauczyciel religii w odległej o 5 km szkole. Nadmiar obowiązków, a także słabe zdrowie były przyczyną przeniesienia go do Markowic.

W Wielkim Poście 1937 r. w różnych parafiach prowadził rekolekcje wielkopostne. Podobnie rzecz się miała w roku następnym. W maju 1939 r. po raz ostatni przyjechał do rodzinnego domu. Odbył się wówczas ślub jego młodszej siostry Klary z Franciszkiem Kierasem, a o. Ludwik pobłogosławił ten związek małżeński w miejscowym kościele.

W sierpniu 1939 r. o. Wrodarczyk został wysłany przez przełożonych do parafii Okopy w diecezji łuckiej na Wołyniu. Został tam proboszczem, a do pomocy miał dwóch zakonników. Parafianie w Okopach od 1934 r. mieli własny drewniany kościółek, który zbudował ówczesny proboszcz parafii w Rokitnie ks. dr Brunon Wyrobisz.

Okopy leżały 2 km od granicy z Rosją sowiecką. Parafia liczyła około 1000 wiernych, a na samą wieś składało się tylko 60 chłopskich chałup. Do parafii należały wioski: Okopy, Dołhań, Borowe Budki oraz Netreba. Okopy otaczały osiedla: Kisorycze, Karpiłówka, Borowe. Zamieszkiwała je prawosławna ludność ukraińska, która była wrogo nastawiona do katolików. Miejscowi Polacy zajmowali się dość prymitywnym rolnictwem (brak było maszyn rolniczych, prądu elektrycznego, bieżącej wody). Wraz z wybuchem II wojny światowej istotnym problemem w parafii stały się choroby. Dlatego o. Ludwik zaczął zbierać zioła i sporządzać z nich mikstury oraz zdobywać leki. Okopowski oblat leczył tak Polaków, jak i Ukraińców, nigdy nie biorąc pieniędzy za leczenie. Wśród wyleczonych przez kapłana był ministrant Bronisław Janik, który zachorował na czerwonkę, późniejszy autor książki: Niezwykły świadek wiary na Wołyniu ks. Ludwik Wrodarczyk OMI (Poznań 1993).

Parafia w Okopach powoli się zmieniała. Działać zaczęło tam kilka stowarzyszeń parafialnych, powstał chór kościelny, a proboszcz przyjął organistę, którym był Benedykt Halicz, Żyd ukrywający się przed Niemcami. Warto dodać, że o. Ludwik żywił wielu Żydów ukrywających się w lesie, m.in. braci Samuela i

Aleksandra Lewinów. Z ich inicjatywy w 2000 r. Instytut Yad Vashem przyznał pośmiertnie o. Wrodarczykowi medal „Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata”.

Ale największe rzeczy działy się w konfesjonale – ludzie lgnęli do spowiedzi u o. Wrodarczyka. Z czasem do Okopów zaczęli przyjeżdżać ludzie z nieodległych miejscowości. Działo się tak zwłaszcza po 1941 r., gdy Niemcy zdobyli znaczne tereny ZSRS i do Okopów zaczęły przybywać rzesze katolików, którzy przez długie lata sowieckiej ateizacji pozbawieni byli dostępu do katolickiego kapłana oraz sakramentów. Wiosną 1942 r. o. Ludwik organizował wyprawy misyjne na tereny od lat pozbawione kapłanów – w 1943 r. dotarł nawet do odległego o 200 km od Okopów Żytomierza.

Na odpust św. Jana Chrzciciela w 1943 r. do Okopów przybyły liczne pielgrzymki. Około 6000 osób przyjęło tego dnia sakrament bierzmowania, którego z polecenia biskupa udzielił o. Ludwik. W czasie swojej działalności kapłan ten ochrzcił kilka tysięcy osób, ok. 500 wiernym udzielił ostatniego namaszczenia oraz nawrócił na katolicyzm ok. 600 prawosławnych.

Niestety, Okopy doświadczyły dramatu rzezi wołyńskiej. 6 grudnia 1943 r. ku wsi zbliżała się banda ukraińska. Parafianie radzili proboszczowi, by udał się do lasu. Ten odmówił. Około godz. 22.00 – po pożegnaniu z br. Karolem Dziembą, który uciekł w gęstwinę – o. Ludwik poszedł do kościoła modlić się przed tabernakulum. Ukraińcy wkroczyli do świątyni, wywlekli kapłana z kościoła i na jego oczach zabili dwie kobiety – 18- oraz 90-letnią, które stanęły w obronie duchownego. Następnie prowadzili go 7 km w stronę Karpiłówki. Istnieją trzy wersje na temat śmierci o. Ludwika. Pierwsza informuje, że rozebranego do naga chłostano, nakłuwano igłami, przypiekano stopy gorącym żelazem, w końcu miał zostać przecięty piłą przez 12 ukraińskich kobiet. Według drugiej wersji miał zostać ukrzyżowany. Ostatnia relacja głosi, że o. Ludwik był przesłuchiwany przez UPA w Karpiłówce w domu chłopa o nazwisku Bryczka. Następnie nagiego wyrzucono przed dom na śnieg, rozrąbano siekierą pierś i wyjęto bijące serce. W pomieszczeniu, w którym torturowano zakonnika, przez kilkadziesiąt lat – aż do rozbiórki domu – widniała na ścianie niedająca się zamalować plama krwi. Według dr. Leona Popka, uznanego badacza zbrodni wołyńskiej, ta ostatnia wersja wydaje się najbardziej prawdopodobna.

Przytacza ją w swojej książce Leon Żur (Mój wołyński epos, Suwałki 1997), który w latach 90. ubiegłego wieku rozmawiał z Ukraińcem, będącym świadkiem morderstwa o. Ludwika. Człowiek ów potwierdził powyższy sposób śmierci duchownego. Obecnie trwa proces beatyfikacyjny o. Ludwika Wrodarczyka.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Jaśkowiak ponownie prezydentem

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski