Odprawa posłów greckich w Teatrze Kameralnym (RECENZJA)

    Odprawa posłów greckich w Teatrze Kameralnym (RECENZJA)

    Andrzej Z. Kowalczyk

    Kurier Lubelski

    Kurier Lubelski

    Scena z „Odprawy posłów greckich”
    1/2
    przejdź do galerii

    Scena z „Odprawy posłów greckich” ©Marek Dybek

    Kilka dni przed przypadającym w tym tygodniu Międzynarodowym Dniem Teatru lubelski Teatr Kameralny sięgnął głęboko do historii. W poniedziałkowy wieczór odbyła się premiera „Odprawy posłów greckich” Jana Kochanowskiego w reżyserii Jana Wojciech Krzyszczaka.
    Odpowiedź na pytanie: dlaczego mimo upływu wieków wciąż warto wystawiać „Odprawę…”, wynosi się już ze szkoły. Z lekcji języka polskiego wiemy, iż jest to dzieło piętnujące nasze narodowe przywary, które miały w przeszłości i mają nadal wpływ na polskie życie publiczne. Jeśli więc reżyser chce zabrać głos w tej sprawie, nie popadając przy tym w doraźną publicystykę, to dzieło Kochanowskiego nadaje się do tego wybornie.
    To wszystko prawda, ale owa nieprzemijająca aktualność dramatu może częściowo działać na jego niekorzyść. Jeśli bowiem jego przekaz mamy nieomal wpisany w kod genetyczny, to jego siła ulega osłabieniu. Wszystko, o czym mówi nam „Odprawa…” jesteśmy skłonni traktować jako sprawy oczywiste. Wszyscy wiemy, że Antenorowie zawsze są w mniejszości w stosunku do tych, którzy kierują się nie odpowiedzialnością za państwo, lecz prywatą i narodową megalomanią. Sztuka Kochanowskiego zatem nie odkrywa prawd nowych, dotychczas nieznanych, a jedynie przypomina o tym, o czym rzeczywiście pamiętać powinniśmy. Jeśli więc widzę głęboki sens jej wystawiania, to leży on gdzie indziej.

    Pierwszy powód jest tak oczywisty, że aż waham się, czy wypada o nim wspominać. „Odprawa posłów greckich” to pomnik i perła polskiej literatury. Dramat który powinien znać każdy; i to nie tylko ze szkolnej lektury, lecz właśnie ze sceny, gdzie jego walory można zobaczyć i docenić w pełni. Po drugie – budowa dzieła. Kochanowski nadał „Odprawie…” formę bardzo zbliżoną do antycznych dramatów greckich, z podziałem na epeisodiony i stasimony, z zachowaniem jedności czasu, miejsca i akcji. Jeśli więc reżyser zrealizuje sztukę w sposób uczciwy, a Jan Wojciech Krzyszczak tak właśnie zrobił, widzowie mają sposobność przekonania się, jak wyglądał teatr u swych źródeł. To okazja rzadka w czasach mody na „uwspółcześnianie” klasyki i przerabianie jej według widzimisię reżyserów, bez szacunku dla autora, dzieła i widza. Powód trzeci wreszcie to uroda języka, którą zniszczyć byłoby trudno nawet bardzo nawiedzonemu realizatorowi.

    Tu jednak tkwi pułapka. Napisana białym wierszem, w XVI-wiecznej polszczyźnie „Odprawa…” jest bezlitosnym testem, któremu nie każdy aktor jest w stanie sprostać. I to było widać, a przede wszystkim słychać w realizacji Teatru Kameralnego. Nie wszyscy wykonawcy poradzili sobie z tekstem i rolami jednakowo dobrze. Najlepszy był Jan Wojciech Krzyszczak, bezbłędny w każdym elemencie roli Antenora. Wspaniałe wyczucie i przekazanie rytmu wiersza, świetna artykulacja tekstu i powściągliwa, ale nadzwyczaj wyrazista gra aktorska złożyły się na kreację, której nie zawaham się nazwać wybitną. Gdyby ta premiera odbyła się kilka tygodni wcześnie, byłby Krzyszczak – moim zdaniem – jednym z głównych faworytów do Złotej Maski przyznawanej przez lubelski oddział ZASP w Międzynarodowym Dniu Teatru. Bardzo dobre wrażenie zrobili również: Paulina Połowniak w roli Heleny, jakże odmiennej, o wiele bardziej wiarygodnej od tej, jaką widziałem niedawno w innym wykonaniu w „Trojankach”; Beata Pietroń (poruszająca Kasandra) i Andrzej Sikora (Ulisses). Ale na drugim biegunie znalazł się niestety Aleksander w wykonaniu Piotra Johaniuka, który nie radził sobie z rytmiką tekstu i zaprezentował aktorstwo rodem z latynoamerykańskiej „telenoweli”, co było szczególnie widocznie we wspólnej scenie z Antenorem. Mam wrażenie, że tę rolę można było obsadzić znacznie lepiej. Mógłbym nawet wymienić kilka nazwisk…

    Generalnie jednak, mimo wyrażonych tu pewnych zastrzeżeń, oceniam „Odprawę posłów greckich” dobrze. To spektakl, który warto było zrealizować i na pewno warto zobaczyć i… posłuchać. Zwłaszcza Antenora.

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo