Pożegnanie z żelazną damą. Open City zaprasza na finisaż

Sylwia Hejno
"Choinka" stoi tuż przy fontannie. Ukraińska artystka zaprosi mieszkańców do wspólnego dekorowania drzewka i nadania mu nowego znaczenia
"Choinka" stoi tuż przy fontannie. Ukraińska artystka zaprosi mieszkańców do wspólnego dekorowania drzewka i nadania mu nowego znaczenia Małgorzata Genca
Przez ostatnie tygodnie sztuka w różnych częściach miasta nas zaskakiwała, dziwiła i zastanawiała.

Była ważną uczestniczką politycznych wydarzeń na Ukrainie. Jej zdjęcia obiegły cały świat. Służyła za słup informacyjny, tablicę ogłoszeń, miejsce wymiany informacji. Objazdowa metalowa "Choinka" Alevtyny Kakhidze, która stoi na placu Litewskim, podobnie jak pozostałe festiwalowe prace opuści Lublin. Ale wcześniej ukraińska artystka sama o niej opowie.

Alevtyna Kakhidze jest często kojarzona z rysunkami. Rysuje wszystko. Pokazuje w ten sposób przedmioty, które nas uwodzą bez względu na swoją przydatność. Oczarowanie konsumpcją i zawrotne ceny, które potrafiły osiągać piękne obiekty, także te artystyczne, pozostawały jednym z ważnych źródeł jej inspiracji.

Zachodni świat przyjął ją z otwartymi ramionami, podczas gdy we własnej ojczyźnie wciąż są pewne problemy z odbiorem jej sztuki. W jednej ze swoich prac zestawiła amatorski fotograficzny portret męża z aktorką Jeanne Samary, namalowaną przez Renoira. Instalację zatytułowała "Oczy mojego męża są jak te Jeanne Samary". Ponieważ malarz nieprzytomnie się w swojej muzie kochał, a ona sama uchodziła za skończoną piękność, w ukraińskiej prasie posypały się stwierdzenia o sentymentalizmie i "hiper-intymności" tego zestawienia.

- To ani właściwe, ani prawdziwe. Mój projekt jest bardziej ironiczny niż sentymentalny i bardziej hiperpubliczny niż hiperintymny - odparowała.

Polska publiczność zna ją między innymi z inscenizowanych wykładów. Przykładowo w "Mogę wyprowadzić twojego psa na spacer. Wykładzie-performansie o negocjacjach małżeńskich pomiędzy życiem a sztuką" opowiadała o tym, jak zagraniczne wyjazdy zachwiały jej domową egzystencją i jak tęsknota męża doprowadziła do tego, że w ich ogromnym ogrodzie powstało centrum artystycznych rezydencji specjalnie po to, aby nie musiała tyle podróżować.

Głośno zrobiło się o niej, gdy zapragnęła namalować ziemię. Zwróciła się o pomoc do dwóch ukraińskich bogaczy. Odpowiedź przerosła oczekiwania - została zaproszona na pokład samolotu, a w międzyczasie powstał taki szum, że podczas pracy towarzyszyła jej świta dziennikarzy i fotoreporterów, a jej poczynania śledził cały Facebook. Praca zatytułowana "Jestem spóźniona na samolot, na który nie sposób się spóźnić" wywołała tyle domysłów, że artystka dowcipnie stwierdziła, iż sednem jej projektu jest jego interpretacja przez wszystkich dookoła.

Alevtyna Kakhidze bardzo ceni sobie bezpośredni kontakt z publicznością, nie chce zostawiać jej bezradnej. "Zauważyłam, że dla niektórych ludzi sensowniejsze jest, jeśli opowiadam im o mojej sztuce, niż gdyby tylko zobaczyli moją wystawę, obejrzeli instalację i zobaczyli kilka moich rysunków" - pisze na swojej stronie internetowej.

Finisaż Open City, czwartek, plac Litewski, godz 17.00

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie