Rocznica bitwy pod Grunwaldem: Krzyżacy woleli ginąć niż poddawać się niewiernym

Artur Jurkowski
Anna Kurkiewicz
Z dr. Dariuszem Wróblem z Zakładu Historii Polski Średniowiecznej i Dziejów Gospodarczych UMCS rozmawiamy o 606. rocznicy bitwy pod Grunwaldem

To jedyna data, którą pamiętam z lekcji historii - stwierdziła moja koleżanka i bez zająknięcia wyrecytowała: 15 lipca 1410. Co takiego jest w bitwie grunwaldzkiej, że tak trwale zapisała się w naszej świadomości? Dlaczego właśnie tę datę pamiętamy, a przecież mija właśnie 606 lat od stoczenia tej batalii?
Starcie pod Grunwaldem należało do największych bitew średniowiecznej Europy pod względem liczby uczestników. Jego niesłabnąca popularność to jednak zasługa późniejszej tradycji kultywowanej na gruncie historiografii, szkolnictwa i kultury, a niekiedy nawet polityki.

Na gruncie polskim, bitwa z początku była okazją do promocji dynastii Jagiellonów. Z inicjatywy Władysława Jagiełły kolejne rocznice grunwaldzkie stały się rodzajem święta państwowego. Do jego rozpropagowania walnie przyczynił się Kościół, który 15 lipca czcił święto Rozesłania Apostołów. W tym dniu odbywały się specjalne nabożeństwa, podczas których wygłaszano m.in. kazania upamiętniające wiktorię grunwaldzką. Jagiełło fundował też świątynie pod wezwaniem Rozesłania Apostołów, m.in. katedrę w Chełmie. Dla naszej współczesnej świadomości kluczowe były jednak stulecia XIX i XX, w których tradycja grunwaldzka nabrała nowych znaczeń i na stałe zagościła w zbiorowej wyobraźni Polaków.

Wielka bitwa, która wpłynęła na losy Europy, czy raczej lokalna batalia, wyróżniająca się liczbą uczestników - które z tych określeń bardziej pasuje do bitwy pod Grunwaldem?
Około pół roku po bitwie, po zawarciu pokoju w Toruniu, sytuacja zasadniczo wróciła do stanu sprzed wojny. Znaczenie Grunwaldu wyraża się przede wszystkim w tym, że położył kres świetności Zakonu. Od tego momentu wypuścił on z rąk inicjatywę strategiczną, która przeszła w ręce polskie.

Takie wydarzenia, jak Grunwald natychmiast obrastają „bluszczem” mitów, przez które trudno dostrzec prawdziwy kształt wydarzeń. Co powinniśmy włożyć między bajki?
Przede wszystkim niecałe społeczeństwo polskie brało udział w tych wydarzeniach, np. mas chłopskich, czyli piechoty chłopskiej pokazanej w filmie „Krzyżacy” Aleksandra Forda, pod Grunwaldem na pewno nie było.

Anachronizmem rodem z XIX w. jest postrzeganie wojny z lat 1409 - 1411 jako konfliktu narodów polskiego i niemieckiego. Pod Grunwaldem starły się wieloetniczna monarchia jagiellońska i państwo będące własnością korporacji zakonnej, której członków określano jako „panów z Prus”. Ich niemieckie pochodzenie miało drugorzędne znaczenie.

Między bajki trzeba też włożyć informacje o setkach tysięcy walczących i poległych. Ich „mnożenie” zapoczątkowano tuż po bitwie i w miarę upływu lat te liczby stawały się coraz większe.

W tzw. drugiej kontynuacji lubeckiej kroniki Detmara z 1419 mówi się nawet o 6 milionach!
A u Długosza krwi poległych było tak dużo, że utworzyła wartko płynący strumień. Ale zostawmy kronikarskie fantazje. Obecnie szacuje się, że w starciu uczestniczyło do 60 tys. wojowników. I to łącznie po obu stronach.

A skoro wspomnieliśmy film Forda. Jest tam scena, gdy wielki mistrz Ulrich von Jungingen rusza z 16 chorągwiami do bitwy, a rycerzy w białych płaszczach z czarnym krzyżami wydaje się być bez liku. Czy braci-rycerzy rzeczywiście było tak wielu?
W bitwie wzięło udział ok. 500 braci-rycerzy, z czego ponad 200 poniosło śmierć.

Niemal co drugi. Skąd tak wielka liczba?
Krzyżacy byli przywiązani do etosu krzyżowców. Zakazywał on poddawania się niewiernym, a za takich uważano chociażby Tatarów walczących po polskiej stronie.

Rycerz wzięty do niewoli mógł stanowić pokaźne źródło dochodów...
…bo można było za niego dostać okup? Tak, i naprawdę chodziło o wielkie kwoty. Pokazuje to przypadek Bartosza z Wezenborga. W roku 1380 wziął on do niewoli kilkunastu rycerzy z Burgundii, uzyskując za nich okup w wysokości aż 27 tys. florenów. Za takie pieniądze zastawiano wówczas całe księstwa.

Po Grunwaldzie Krzyżacy zobowiązali się zapłacić zryczałtowany okup za wykup jeńców w kwocie 100 tys. kop groszy praskich (równowartość ok. 200 tys. florenów). Kwota horrendalna. Wstrząsnęła finansami państwa zakonnego, które już do końca istnienia nie podniosło się z kryzysu.

Długosz napisał, że jeńcy krzyżaccy trafili po bitwie między innymi do Lublina. A tradycja lokalna uzupełnia to opowieścią, że zostali umieszczeni w miejscowości Niemce pod Lublinem i stąd Niemce wzięły swoją nazwę. Stamtąd mieli przychodzić do Lublina, gdzie budowali kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny Zwycięskiej. Co jest tu prawdą?
To że ten kościół, obecnie nazywany powizytkowskim, jest wotum za zwycięstwo w bitwie. A reszta… Na pewno nie stworzono wówczas obozów dla jeńców i nie zmuszano ich do fizycznej pracy, więc Niemce muszą gdzie indziej szukać genezy swojej nazwy.

W bitwie uczestniczyły chorągwie: lubelska oraz chełmska. Wiemy, kto wchodził w ich skład?
Zachowały się nazwiska trzech rycerzy lubelskich pochwyconych przez Krzyżaków jesienią 1410 roku , a więc najpewniej kombatantów spod Grunwaldu. Byli to: Mikołaj z Iżyc, Marcin z Piotrowic i Łukasz z Poniatowej. Długosz podał z kolei imiona dwóch przewodników wojska zdążającego pod Grunwald - wójta parczewskiego Jana Grynwalda i Trojana z Krasnegostawu. Nic więcej nie wiadomo.

Euro 2016. Czym jeżdżą piłkarze polskiej reprezentacji? [ZDJĘCIA]
Nowi doktorzy na UMCS [ZDJĘCIA]
Osiedle na górkach czechowskich. Kiedyś - hipermarket, teraz - ekodzielnica (WIZUALIZACJE)
Uroczystości rocznicy Cudu Lubelskiego [ZDJĘCIA]
Plac Rybny odżył. Ruszył nowy projekt na Starym Mieście [ZDJĘCIA]

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
spokojny

Rachunek jest prosty. Jest dwoje rodziców i kiedyś umierają. Zostawiają zero dzieci, czasem jedno, rzadziej dwoje a więcej to już bardzo rzadko. Czyli nie ma rozwoju a jest kurczenie się narodu.

To idzie szybko Zamiast 40 milionów zostaje 20. Potem w następnym pokoleniu 10 itd. Niemal do zera. Naturalnie społeczeństwo jako takie rośnie, bo pojawiają się przybysze. Z Ukrainy, Afryki czy Azji. A ci dzieci mają, czyli bez wojny zwycięża się demografią.
Tak kultury powstają i tak upadają.

Znane to z historii procesy i żadne tam pińset tego nie zmieni. A nawet jak ktoś jest młody i dynamiczny to wali na zmywak do Londyna czy Berlina i tam się rozmnaża.

Przegrana sprawa, osiedla emerytów już mamy, gdzie spokój cmentarny, bo bez dzieci.

a
anka

Krzyżacy woleli ginąć niż poddawać się niewiernym. Dzisiaj muzułmanie też się poddają, wolą ginąć w zamachach terrorystycznych jak poddać się katolikom.

Dodaj ogłoszenie