Sąsiedzka wojna w Starej Wsi. Jak u Kargula i Pawlaka

Agnieszka Kasperska
Wojna między sąsiadami w Starej Wsi trwa od lat.
Wojna między sąsiadami w Starej Wsi trwa od lat. ask
Świat usłyszał o nich, kiedy małżeństwo M. zostało zatrzymane przy próbie wynajęcia płatnego zabójcy, który miał "załatwić" ich sąsiada. Kilkuletni wyrok więzienia nie zmienił jednak nastrojów we wsi. Sąsiedzi wciąż ze sobą wojują.

Miłe złego początki

- Od czego to się zaczęło, nie pamiętam - przyznaje pan Adolf, sołtys pobliskiego Karolina, urzędnik mieszkający najbliżej zwaśnionych rodzin. - Chyba zaczęło się od sporu o drogę...

Żeby dojechać do Starej Wsi I mijamy Bychawę i zmierzamy na południe. W pewnym momencie asfalt staje się coraz węższy. Wreszcie przechodzi w żużlówkę, a potem w polną drogę. Po kilkuset metrach, po prawej stronie, widać zabudowania rodziny M. Posesja jest ogrodzona i strzeżona monitoringiem. Dalej, po lewej mieszkają C. Za nimi już tylko pola i las.

W 2003 r. urzędnicy z Bychawy obiecali, że jak sąsiedzi się dogadają, to wybudują im drogę z prawdziwego zdarzenia. - Ale Józef M. powiedział, że nie odda ani kawałka ziemi i teraz przez niego jeździmy po piachu - irytuje się Bogumił C. - Najgorzej jest zimą. A dzieci przecież muszą chodzić do szkoły. Mleko trzeba też wozić. Mógł być luksus, a przez M. są zaspy.

Rodzina M. o sprawie dyskutować nie chce. Tłumaczą, że to nic nie da. Dziennikarze wcześniej już przyjeżdżali, ale to, co pisali, wyszło przeciw nim. W trakcie śledztwa Danuta M. zeznała, że oni chcieli budowy nowej drogi, ale w układzie takim jak była od lat, po łuku. Tymczasem sąsiad chciał ją wyprostować.

- Wtedy biegłaby tuż pod naszymi oknami i na to się nie zgodziliśmy - mówiła kobieta. - Ale konflikt zaczął się wcześniej. We wrześniu 2001 roku Bogumił C. zadzwonił do nas i nie przedstawiając się powiedział, że zaraz wybuchnie bomba. Wyskoczyliśmy wtedy i staliśmy pół nocy na bosaka w śniegu, bojąc się najgorszego.

Sprawa trafiła do sądu. Zakończyło się uniewinnieniem, bo sędzia zauważył m.in. to, że we wrześniu nie padał śnieg. Uniewinnieniami i umorzeniami kończyły się także inne sprawy, wytaczane przez rodzinę M. Śledczy nie znaleźli m.in. dowodów na to, że Bogumił C. miał grozić sąsiadom spaleniem stodoły oraz że ukradł pieniądze zbierane przez całą wieś na odśnieżanie. Józef M. sugerował wtedy, że sąsiad zabrał całą kasę, a spychacz załatwił za darmo. Umorzono też donos, w którym M. zarzucali żonie znienawidzonego sąsiada, Annie C., że podrzuciła im na posesję zdechłego prosiaka. Policjanci nie znaleźli także dowodów na to, że C. trzymają w stodole kradzione samochody.

Skargi składali także małżonkowie C. W pewnym momencie nikt nie był już w stanie powiedzieć w ilu sprawach jest oskarżonym, a w ilu świadkiem. Kolejne skargi dotyczyły m.in. pobicia kijem podczas próby obcięcia gałęzi przydrożnego drzewa, rzucenia petardą w samochód, zakłócania pracy kombajnu w czasie żniw, zniszczenia odzieży o wartości 70 zł podczas awantury sąsiedzkiej z użyciem rękoczynów, złośliwego zaboru sanek, zwróconych w stanie nienaruszonym, zablokowania ciągnika z dwiema przyczepami buraków przy pomocy forda sierra, wybijania szyb, gróźb karalnych i fałszywych zeznań.

Szalę goryczy przelało umorzenie, z braku dowodów, doniesienia, że Bogumił C. zagroził zgwałceniem 6-letniej wnuczki. Małżonkowie M. uznali groźby za realne, bo mężczyzna był wcześniej skazany za usiłowanie gwałtu na nieletniej. Dlatego postanowili wynająć płatnego zabójcę.

Trucizna albo wypadek

Poszukiwania "cyngla" okazały się trudne. Znajomych w przestępczym światku M. nie mieli , więc musieli szukać w ciemno. Uznali, że najłatwiej będzie znaleźć go na lubelskich targowiskach. Jeździli i wypytywali tak długo, aż ktoś obiecał im wreszcie przysłać fachowców od mokrej roboty. Blisko 70-letni Józef M. czekał na nich przed domem. Gdy zobaczył nadjeżdżającego poloneza, nie miał wątpliwości, że to oni.

- Mężczyzna dawał nam znaki dwukrotnie, zdejmując i zakładając czapkę - zeznawał później Robert Michałowski, pasażer poloneza. - Gdy stanęliśmy zaprosił nas do mieszkania. Była tam też jego żona.

Sprawę wyłuszczył Józef M. Powiedział, że trzeba załatwić sąsiada. Najlepiej, żeby był to zastrzyk z trucizny lub wypadek komunikacyjny. Porwanie nie wchodzi w grę, bo wtedy inni mieszkańcy wsi domyślą się, że to ich sprawka i spalą ich. Za wykonanie zlecenia małżonkowie M. obiecali wypłacić 1500 zł. Jeśli zabójcy dokonaliby morderstwa w sposób preferowany przez zleceniodawców, mieli dostać dodatkowe 200 zł.

- Wypadek lub zastrzyk - przypomniał Józef M.
- Nie pouczaj. Panowie są fachowcami - dodała Danuta M.
W tym momencie Michałowski i jego kolega wyciągnęli policyjne legitymacje.

Nie zleca, bo się modli

Małżonkowie M. nie przyznali się do winy. Twierdzili, że na lubelskim bazarze pewna kobieta skontaktowała ich z policjantką, której opowiedzieli o groźbach Bogumiła C. Funkcjonariuszka obiecała im, że przyśle kogoś do pomocy. Jak zobaczyli poloneza, domyślili się, że to policja. Funkcjonariusze musieli ich jednak źle zrozumieć.

Danuta M. zmieniła potem wersję wydarzeń. W liście do ministra napisała, że myślała, iż samochodem przyjechali kupcy po prosięta. Słowa "panowie sami doskonale wiedzą, co i jak zrobić" dotyczyły tego, co nabywcy mają zrobić ze zwierzętami. Danuta M. dodała też, że odmawia różaniec, co wyklucza składanie zleceń zabójstwa.

Śledczy najpierw postanowili przebadać małżonków psychiatrycznie, a gdy biegli uznali że są poczytalni, osądzono ich i skazano. Józef M. dostał 3 lata więzienia, a jego żona 2 lata i 8 miesięcy. Mimo że groziło im dożywocie, zastosowano nadzwyczajnie złagodzenie kary. Zrobiono to ze względu na to, że podżeganie do zabójstwa było nieudolne, a podżegani policjanci nie usiłowali dokonać czynu zabronionego.

Do więzienia najpierw trafił Józef M. Danuta M. jeszcze przed wyrokiem wyjechała do USA. Wystawiono za nią europejski nakaz aresztowania i międzynarodowy list gończy. O poszukiwaniach powiadomiono też Interpol z adnotacją, że sprawa jest pilna. Amerykańskiej policji nie udało się jednak ustalić miejsca pobytu Danuty M. Zrobił to sąsiad, Bogumił C., który przyniósł do sądu karteczkę z adresem i telefonem córki M., mieszkającej w Ameryce i poinformował, że skazana pojawia się u niej w weekendy i święta.
Danutę M. aresztowano jednak dopiero na warszawskim Okęciu, po przylocie samolotu z Chicago.

- Józef M. został przedterminowo zwolniony. W więzieniu miał przebywać do września 2009 roku, ale wyszedł w marcu 2008 - mówi ppor. mgr Artur Łyszczyk, oficer prasowy Aresztu Śledczego w Lublinie. - Danuta M. wciąż przebywa w więzieniu w Warszawie- Grochowie. Karę odbywa w systemie półotwartym. O ile nie zostanie zastosowane wcześniejsze zwolnienie, opuści go w grudniu 2013 roku.

Konflikt trwa

Wyroki nie złagodziły nastrojów w Starej Wsi I. - Policja do nich jeździ co dwa dni - przyznaje sołtys Karolina. - Przejeżdżają obok mojego domu, to widzę. Ciągle to jeden, to drugi na sąsiada dzwoni.
- Interwencje u rodzin C. i M. podejmujemy regularnie - przyznaje mł. asp. Andrzej Fijołek z Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie. - Tylko zimą tamtego roku cztery razy.

Najpierw Józef M. skarżył się, że gołębie C. siedzą na dachu jego stodoły i brudzą. Zanim policja przyjechała ptaki jednak odleciały. Potem C. miał wysypywać na posesję M. butelki. Doniesienie się nie potwierdziło, bo policja ani butelek nie znalazła, ani na nagraniu z monitoringu nic nie zobaczyła. Z kolei C. skarżyli się, że duży pies należący do rodziny M. biega poza ogrodzeniem i może kogoś pogryźć. Śledczy sprawy nie podjęli, bo jak przyjechali, to psa nie było. Kilka dni później M. zgłosił nieporozumienie sąsiedzkie.
- W maju tego roku rodzina C. interweniowała, że M. umieścił na Youtubie nagranie ze swojego monitoringu, na którym jest Anna C. - dodaje Fijołek.

W nagraniu pod tytułem "Niedoszła samobójczyni" Anna C. staje przed traktorem kierowanym przez M. i nie pozwala mu przejechać.
- Pewnie, że nie pozwoliłam, bo chciał przejechać po moim, uprawionym, już polu. A ja nie dałam. Ma swoje, to niech po nim jeździ - tłumaczy kobieta. - Pchnął mnie wtedy i uderzył. Ale tego to już nie nagrał. Tylko, jak stoję przed tym traktorem.

Rodzinę C. najbardziej oburzyło to, jak sąsiedzi zatytułowali film. Anna C. miała raka i usunięto jej część piersi. Dlatego uważa, że nazywanie jej "samobójczynią" jest grubym nietaktem. Sąsiad powinien to rozumieć, bo sam miał nowotwór płuc. - Ale czego się spodziewać po tych ludziach. Jak po chemii wypadły mi włosy to krzyczał do mnie: Gdzie masz kłaki? Potem chodził i pytał: Gdzie masz cycki? - mówi Anna C.

W parafii niedawno była wizytacja biskupia. - Prosiłem, żeby z tej okazji Bogumił i Józef kupili po butelce wódki, wypili ją i zapomnieli sobie dawne żale - mówi sołtys Karolina. - Nie zgodzili się. Szkoda, bo to dobrzy ludzie, tylko coś się ze sobą nie mogą dogadać.
- Dogadać już się chyba nigdy nie dogadamy - przyznaje Anna C. - Sąsiad, jaki był taki jest. Więzienie nic go nie zmieniło. Dokucza. Ciągle na policję dzwoni. Do sądu nas podaje. A do sądu daleko trzeba jeździć. Do Lublina, albo i do Łęcznej. A tu autobus nie dojeżdża. Trzeba na piechotę, a potem z przesiadkami. Cały dzień zmarnowany

- Teraz dom budujemy. Wiadomo, jak to się na wsi stawia. Niektórych przepisów się nie przestrzega. Niektóre się obchodzi. My musimy robić wszystko zgodnie z prawem, bo wiadomo, że sąsiad na nas doniesie - mówi Bogumił C.- Nawet tablicę informacyjną kupiliśmy i przybiliśmy. A po co to komu? Kto tu przyjedzie, żeby to przeczytać? Tu koniec świata jest i tylko my i oni. Ale tablicę kupić trzeba było, bo doniosą. A to niepotrzebny wydatek. Józef C. chce coś zmienić. Może pomoże mu pani Jaworowicz...

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

j
ja

zgadza się teraz pole, pole. Ale jak będzie droga?

i
io

Moze mi ktos wytlumaczyc co znaczy w Polsce" Dobrzy ludzie"???
Po czym Soltys sadzi ze te prymitywy sa dobrymi ludzmi. I na to ida pieniadze podatnikow a Policja marnuje czas na takie wynaturzenia?
Dno...

p
paula

Najlepiej poszukać kogoś postronnego i zakończyć ten beznadziejny spór.Pozdrawiam.

E
Ewelina

Chyba kluca sie dla samej zasady abý sie klucic i juz pewnie nie pamietaja od czego wszystkiego sie to zaczelo:(

G
Gość

Może ktoś uznać za śmieszne zajmowanie się tym sąsiedzkim konfliktem ale konflikt dotyczy prze cież POLAKÓW ! . Można się pośmiać z Sądu i z interweniującej często Policji ale nigdy nie z poszkodowa nego Rolnika !. Gdy sprawa trafiła pierwszy raz do Sądu, to właśnie Sędzia tego Sądu jest winny tego ko nfliktu! . Gdy jedna ze stron stwierdza, że zgadza się na budowe drogi asfaltowej ale aby ta droga była nie co dalej od Ich okien . To Sędzia powinien wysłać Komisje celem sprawdzenia miejsca budowy drogi. A tak , powstał KONFLIKT i to nie "KARGULE" i "PAWLAKI" tylko Sąd zlekceważył skargę Rolnika, że droga będzie przechodziła pod Jego oknami (sic?). Kto z FORUM wyraziłby zgodę aby pod Jego oknem był ruch samochodowy ?. TU NIE MA ŚMIECHU !.

Dodaj ogłoszenie