"Siedem tańców" Zuzanny Janin: W poszukiwaniu bohaterek na dziś, jutro i na zawsze

Sylwia Hejno
„Siedem tańców“ autorstwa Zuzanny Janin
„Siedem tańców“ autorstwa Zuzanny Janin Wojciech Pacewicz/ Galeria Labirynt
Pamięć, taniec i zabawa - jako źródło wolności, ale i jej ograniczeń, to główne wątki nowej wystawy Zuzanny Janin w Labiryncie.

Zuzannę Janin pamiętamy z serialu „Szaleństwo Majki Skowron”, gdzie grała tytułową rolę. Portret tej zadziornej, odważnej, często idącej pod prąd dziewczyny zawiesiła obok drugiej serialowej bohaterki - jej przeciwieństwa, pięknej i wiecznie cierpiącej niewolnicy Isaury.

Kobiet i o kobietach na wystawie jest dużo. Tytuł „Siedem tańców” można w znacznej mierze im zadedykować, choć oczywiście nie tylko im. Kreowały historię, choć nie zapisały się na jej kartach. Artystka upomina się zatem m.in. o Teofilię Blendkowską, która brała udział w zamachu na carskiego namiestnika i o wiele innych kobiet w projekcie „Moja bohaterka na dziś”. Jaka w tych dziejach rola tańca? Fundamentalna. Taniec jako coś wywiedzionego z kategorii potrzeb, ale już tych wyższych, staje się czymś, co dopełnia człowieczeństwa. Artystka patrzy na zabawę jak na kategorię społeczno-kulturową i analizuje różne poziomy praw do niej. Nieprzypadkowo oblany smołą i posypany pierzem globus, nawiązujący do dawnych praktyk infamii, sąsiaduje z pracą poświęconą cyberprzemocy czy „55”, serią fotografii ukazujących ciało: nagie, bezradne i niemłode, choć wciąż witalne.

Współczesna zabawa nie jest równie beztroska dla każdego, przyjmuje inny wymiar np. dla nastolatki, która musi nieustannie uważać na swoją seksualność i dla kobiety starszej, która staje się społecznie niewidzialna. Zabawa, jej restrykcje i praktyki są odbiciem społecznych prawideł, co artystka z ogromnym wyczuciem wskazuje w tytułowej pracy. Siedem tańców to siedem przełomów, bo każdy z nich, czy to fokstrot czy rock‘n’roll, czy polonez coś symbolicznie obalił, wywoływał społeczne wzburzenie i był rewolucyjnym krokiem do następnego.

Artystka nie stawia granic pomiędzy historią w skali makro a tą najbardziej intymną. „Lost butterfly” to pewna wizualizacja pamięci - tej o matce i babce, o ich ocaleniu z pociągu do Zagłady. Pasażerowie uratowani przez powstańców koczowali w lesie, a dzieci dostały czekoladę i cebulę. - Tę cebulę moja matka już na zawsze kojarzyła z życiem, dlatego okraszała nią niemal każdą potrawę - wspomina artystka. Cebula wylądowała więc również obok fantazyjnej rzeźby, w której spotykają się matka malarka i jej dziecko, które namalowała zanim się urodziło.

Zuzanna Janin przywołuje również bardzo nośny obecnie obraz obładowanego mężczyzny z dzieckiem na ręku. Niewielką rzeźbę ustawiła na pniu akacji, drzewa, które w pewien sposób samo jest imigrantem w polskim krajobrazie, ale które zrosło się z nim organicznie. Tę pracę, podobnie jak figurki ojców czy tańczących postaci, można by zamknąć w dłoniach. Są kruche jak wspomnienia, otwarte na fantazje i skojarzenia jak dziecięca zabawka.

Zuzanna Janin „Siedem tańców”, Galeria Labirynt, ul. Popiełuszki 5, do 28.02 (wt.-niedz., godz. 12.00-19.00), wstęp wolny

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie