Spotkania Teatrów Tańca: Polskie monologi (recenzja)

    Spotkania Teatrów Tańca: Polskie monologi (recenzja)

    Andrzej Z. Kowalczyk

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Beata Mysiak z LTT w spektaklu "fatal error"
    1/4
    przejdź do galerii

    Beata Mysiak z LTT w spektaklu "fatal error" ©materiały prasowe

    16. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca dobiegły końca. A ich ostatnim akordem był niedzielny (omalże nie przeciągnięty do pierwszych minut poniedziałku) "maraton" zatytułowany "Polskie dialogi", złożony z aż sześciu realizacji.
    Zebranie tylu spektakli w jednym bloku było pewnym ryzykiem; nie każdy bowiem jest w stanie znieść na raz taką dawkę tańca. Jednak - trzeba przyznać - publiczność wytrzymała i do samego końca widownia w Warsztatach Kultury była pełna. Było też kulturalnie, bo oklaski otrzymali wszyscy wykonawcy, także ci, którzy zasłużyli na nie - powiedzmy delikatnie - średnio. Skutki tej obfitości będą także w niniejszej recenzji - oceny spektakli przedstawię niejako "w pigułce", bowiem choć cyberprzestrzeń jest jeszcze cierpliwsza niż papier, to Czytelnik wcale takim być nie musi.
    Na owej skrótowości jedni wykonawcy zyskają, inni zaś stracą. Zyskają ci, których spektakle były gorsze, bo nie będę się nad nimi zbyt długo pastwić; stracą - twórcy przedstawień dobrych, wartych obszerniejszego omówienia. Do rzeczy zatem, po kolei.

    Początek "maratonu" nie był dobry. Spektakl "Plac zabaw" Teatru Kolegtyw i Studia Działań Kreatywnych DanceOFFnia z Białegostoku był na poziomie - powiedzmy - wojewódzkiego przeglądu zespołów amatorskich, a nie międzynarodowego festiwalu. Dobre chęci i przynależna młodości dobra kondycja fizyczna to jeszcze za mało, by powstało interesujące przedstawienie. Potrzeba jeszcze paru innych rzeczy, wśród których podstawową jest umiejętność panowania nad ciałem, a nie podążanie tam, gdzie ono prowadzi. Choć i to nie daje gwarancji, bowiem preferowany przez białostocczan styl hip-hop wydaje mi się poletkiem dość jałowym.

    Lubelski Teatr Tańca zaskoczył - "fatal error" według choreograficznej koncepcji Ryszarda Kalinowskiego był nawet lepszy niż na premierze. Kalinowski zrezygnował tym razem z filmowej ramy spektaklu, dzięki czemu jeszcze mocniej wydobyta została fantastyczna kreacja Beaty Mysiak. Trzeba prawdziwego mistrzostwa, by mając do dyspozycji jedynie własne ciało przykuwać bez reszty uwagę widzów. Sądzę, że spektakl LTT powinien być grany w takiej formie jak na Spotkaniach, bo po prostu na tym zyskuje.

    "Kwadryga na trzech" Krakowskiego Teatru Tańca okazała się czymś na kształt wehikułu czasu, co nie jest jednak komplementem. Przywodziła na myśl realizacje Jacka Łumińskiego sprzed jakichś dwudziestu lat, a po co ponownie robić coś, co wcześniej zrobił już ktoś inny? Eryk Makohon, twórca "Kwadrygi…" był kiedyś tancerzem w zespole Łumińskiego i oczywiście ma prawo podążać śladami mistrza, ale nie oznacza to, że musi robić spektakle tak wtórne.

    Fascynujący spektakl zaprezentowała Anna Haracz, artystka, którą nie zawaham się określić mianem wybitnej. W "The Blue Resonance" zaprezentowała dogłębną świadomość ciała, mistrzowską swobodę w korzystaniu z rozmaitych technik tańca, umiejętną pracę również głosem (co bywa przydatne także w teatrze tańca), wreszcie - poczucie humoru i dystans wobec samej siebie. Najpierw pięknie budowała dramaturgię spektaklu i stopniowo przyciągała uwagę do granic niemal hipnotycznych, by w finale w sposób naturalny, bez popadania w autoparodię rozładować narosłe napięcie, nie sprzeniewierzając się przy tym klimatowi całego przestawienia. Bardzo chciałbym częściej oglądać ją na Spotkaniach.

    Bardzo blado - zwłaszcza na tle Anny Haracz - wypadła Magdalena Ptasznik, której spektakl "surface.territory" okazał się zwykłą ruchową paplaniną. Niektórzy krytycy (nierzadko ci, którzy jeszcze niewiele widzieli) okrzyknęli taniec konceptualny objawieniem polskiej sceny. W niedzielę zobaczyliśmy, ze jest to twierdzenie co najmniej dyskusyjne.

    Wreszcie łódzka Pracownia Fizyczna ze spektaklem "Re:akcja". Jacek Owczarek oparł swoją realizację na metodzie improwizacji, co jest o tyle ryzykowne, że improwizować może ten tylko, kto już wiele umie. Łódzcy tancerze na szczęście umieją. To zespół młody, ale już bardzo sprawny; obyty z rozmaitymi technikami tańca i różnymi choreografami. "Re:akcja" nie była spektaklem, który zmienił moje widzenie świata czy choćby jakoś mną wstrząsnął, ale patrzyłem nań z naprawdę dużą przyjemnością. I zachęcam organizatorów Spotkań, aby od czasu do czasu zaglądali do Łodzi z myślą o kolejnych edycjach festiwalu.

    A niejako na deser dostaliśmy jeszcze akcję performatywną Grupy Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej, będącą swoistym komentarzem do prezentowanej w Warsztatach Kultury wystawy "Macierzyństwo…". Mam nadzieję, że to ciekawe przedsięwzięcie Anny Żak i jej tancerek jest zapowiedzią nowej realizacji. Czas bowiem na nią…

    Organizatorzy Spotkań nazwali ów niedzielny wieczór "Polskimi dialogami". Ja mam wrażenie, że było to sześć monologów. Nie wykluczam jednak, iż z przynajmniej trzech z nich dialog może się wywiązać.



    Codziennie rano najświeższe informacje z Lublina i okolic na Twoją skrzynkę mailową.
    Zapisz się do newslettera!


    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo