Tomasz Midzierski (Górnik Łęczna): Mamy młody, fajny i perspektywiczny zespół

KK
fot. K. Kurzępa
Udostępnij:
Rozmawiamy z Tomaszem Midzierskim, który na początku września zdecydował się rozwiązać kontrakt z pierwszoligowym GKS-em Katowice i związać umową z grającym szczebel niżej Górnikiem Łęczna. Dla 33-letniego obrońcy to już trzecia przygoda z łęczyńskim klubem w karierze.

Czy to trudna rola wejść do drużyny już po rozpoczęciu sezonu i z miejsca zostać zawodnikiem, który ma za zadanie uporządkować obronę?
Nie. Myślę, że razem z Michałem Markowskim jesteśmy na tyle doświadczonymi zawodnikami, nie tylko na poziomie pierwszoligowym, że na pewno takie rzeczy wychodzą same z siebie, automatycznie. To wymaga po prostu więcej koncentracji i rozmów. Jak będziemy dużo się komunikować i pokazywać swoją postawą, że przy naszym wieku i doświadczeniu potrafimy młodszych kolegów zarazić ambicją i zaangażowaniem, to ci chłopcy pójdą w tym samym kierunku, co my i ten zespół będzie grał lepiej i pewniej wygrywał.

Po tylu latach gry w pierwszej lidze, po zejściu poziom niżej czuje się różnicę?
Myślę, że gdyby umieścić niektórych zawodników, z którymi mierzyliśmy się dotychczas w II lidze do klubów pierwszoligowych, to na korzyść I ligi przemawia wyłącznie więcej doświadczenia.

Dołączył pan do łęczyńskiej drużyny na początku września. Dużo się zmieniło w Górniku odkąd grał pan tu poprzednio?
Od 2013 roku nie zmieniło się zbyt dużo. Spotkałem tak samo uśmiechnięte twarze i zostałem tak samo miło przyjęty. Wtedy tylko nie było wsparcia ze strony publiczności, która dopinguje nas w obecnym sezonie. Przyszedłem do tego klubu już po raz trzeci w karierze i zawsze powtarzam, że wszystko w Górniku jest na poziomie ekstraklasowym.

Dużą zmianą na pewno jest to, że kolega z boiska został prezesem...
Rzeczywiście. Jak przychodziłem pierwszy raz do Górnika w 2007 roku, to był jednym z kapitanów. Podczas mojej drugiej przygody z Łęczną w sezonie 2012/13 był kapitanem i liderem, a teraz jest sternikiem. Lata lecą, ludzie się starzeją, a prezes Nikitović wspina się po drabinie kariery. To fajnie, bo ludzie z charyzmą muszą trzymać takie kluby jak Górnik.

Łatwiej było dogadać w sprawie kontraktu dzięki znajomości z czasów wspólnej gry?
Od razu zaznaczę, że odkąd prezes Nikitović objął swoją funkcję, to nigdy nie rozmawiałem z nim na "ty", tylko zawsze zwracałem się per pan. Oddaje i będę oddawał prezesowi taki szacunek, na jaki zasługuje na tym stanowisku. To, że się znaliśmy pomogło. Prezes wykazał bardzo dużą inicjatywę, żeby mnie tutaj ściągnąć i można powiedzieć, że zostało mu to wynagrodzone. 

Co pana przekonało, żeby podpisać kontrakt w Górniku?
Wizja tego, co tu jest budowane. Prezes przedstawił mi jak ten zespół został zbudowany na obecną rundę, jaki jest cel tej drużyny i jacy zawodnicy przyszli do klubu latem. Jaka tu jest baza i infrastruktura to wiedziałem wcześniej. Przekonał mnie też fakt, że zaproponowano mi dłuższą umowę niż te, które standardowo są oferowane w innych klubach. Trzecim i też ważnym faktem jest to, że moja żona pochodzi z Łęcznej. Chcemy tu osiąść się na stałe. Jednak nie chciałbym, żeby moje przejście do Górnika zostało odebrane, że przyszedłem do klubu, by odcinać kupony. 

A jakie były okoliczności odejścia z poprzedniego zespołu, czyli GKS-u Katowice? Sportowo ma on wyższe ambicje niż Górnik.
To dość długi temat, do którego nie chciałbym wracać. Stało się tak, jak się stało i podjęliśmy określone decyzje. Przeżyłem w GKS-ie coś fajnego. Przez rok byłem tam kapitanem, wybranym przez zawodników i trenera. Teraz szkoleniowiec miał inną wizję i tyle. Takie jest piłkarskie życie. W miejscu, w którym cię nie chcą, nie ma co na siłę stawiać swojego ego ponad ego klubu. Dlatego górę wzięła inicjatywa i ogromna chęć prezesa Nikitovicia, bym dołączył do Górnika Łęczna.

W niedzielę gracie u siebie z Rozwojem Katowice,czyli z rywalem, który jest obecnie w strefie spadkowej. W teorii jesteście faworytem, ale z pewnością o trzy punkty nie będzie łatwo...
W tej lidze nie będzie łatwych meczów. Nie ma co patrzeć w tabelę, bo zespoły są tak wyrównane i rozgrywki na tyle przewrotne, że każdy może stracić punkty z każdym. Pokazują to takie sytuacje jak ta, gdy liderująca Siarka Tarnobrzeg pojechała do Rzeszowa na mecz z będącą w strefie spadkowej Resovią i przywiozła ze sobą porażkę z bagażem trzech straconych bramek.

W ostatnich trzech spotkaniach straciliście tylko dwa gole. Można powiedzieć że poprawiliście grę defensywną?
Jeżeli możemy mówić w kategoriach jakiegoś kryzysu, to na pewno linia obrony go przechodziła. Trenuje już tu kilka tygodni, znam większość chłopaków i uważam, że mamy młody, fajny i perspektywiczny zespół, w którym jest wielki potencjał.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gosc
Trzy lata temu Gornik tez mial 'perspktywiczny zespol'. Co z tego wyszlo, dwa razy spadl z kolejnych lig. Czyzby terz zamierzal opuscic 2 lige.
s
stanley
Słowo się rzekło . N co czekacie ? . NATRA .
Dodaj ogłoszenie