MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Ulmowie. Opowieść o miłości. Czy to ona spowodowała, że Józef i Wiktoria podjęli decyzję o przechowaniu ósemki Żydów?

Jaromir Kwiatkowski
archiwum
Ta beatyfikacja jest rzeczywiście wyjątkowa. Po pierwsze, na ołtarze zostaje wyniesiona razem cała dziewięcioosobowa rodzina. Po drugie, niesamowitym precedensem jest to, że w gronie błogosławionych znajdzie się siódme dziecko Józefa i Wiktorii, które podczas egzekucji zaczęło dopiero opuszczać jej łono.

Spis treści

To była nietuzinkowa rodzina. Zwłaszcza Józef Ulma miał wiele talentów. Ba! miał pomysły, które wykraczały poza tamtą epokę. Mimo ukończenia zaledwie czterech klas szkoły podstawowej, a później tylko półrocznego kursu w szkole rolniczej w Pilźnie, był bardzo wszechstronnym człowiekiem. Jak to było możliwe?

- Poprzez samokształcenie - odpowiada Mateusz Szpytma, historyk pochodzący z Markowej, wiceprezes IPN, krewny Wiktorii Ulmy (była siostrą jego babci i mamą chrzestną taty). - Opanował czytanie, wciągnął się w lekturę książek, na które przeznaczał znaczną część swoich zarobków. A były to książki o tematyce geograficznej, filozoficznej, historycznej, religijnej.

Interesował się nowoczesnymi metodami upraw, hodował jedwabniki. Z zamiłowania był fotografem. Pozostawił po sobie mnóstwo znakomitych zdjęć dokumentujących życie rodziny i wsi. Skonstruował także w swoim gospodarstwie małą elektrownię wiatrową, dzięki której było ono jednym z pierwszych, które korzystało z oświetlenia elektrycznego.

Wiktoria (z domu Niemczak) jest często przedstawiana w cieniu męża. Ale to zrozumiałe w przypadku kobiety, która urodziła sześcioro dzieci, a praca przy domu i wychowywanie pociech pochłaniały ją całkowicie. A jednak Maria Elżbieta Szulikowska ze Zgromadzenia Sług Jezusa z Przemyśla w swojej książce „Wiktoria Ulma. Opowieść o miłości” trochę ją z tego cienia wydobywa.

- Wiktoria wychowywała się w licznej rodzinie, miała sześcioro rodzeństwa. Spośród żyjących dzieci była najmłodszym, a zatem - jak to często bywa - hołubionym dzieckiem. Józef chodził do czteroklasowej szkoły powszechnej, a Wiktoria już do sześcioklasowej podstawówki - podkreśla autorka. - Ale na tym się nie skończyło, bo spotykamy ją później w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży i jako aktorkę w teatrze ludowym. W latach 30. ub. wieku w Gaci koło Przeworska działał Uniwersytet Ludowy, na zajęcia którego Wiktoria krótko uczęszczała. Założeniem uniwersytetu było danie młodym ludziom szerszej perspektywy, żeby potrafili sami myśleć i decydować. Myślę, że w Wiktorii znalazło to bardzo dobry grunt, gdyż niewątpliwie była ona światłą kobietą.

Dom Józefa był położony niedaleko domu Wiktorii. Franciszek, jej brat, blisko przyjaźnił się z Ulmą.

- Być może nawet się odwiedzali i Wiktoria patrzyła na przyjaciela swego brata najpierw zwyczajnie, a potem nieco bardziej życzliwie. Chodzili też razem na spotkania przy kościele czy zebrania Związku Młodzieży Wielskiej RP „Wici” - opowiada Maria Elżbieta Szulikowska.

- Zaskoczyło mnie, że Stanisław, jeden z jej bratanków, mieszkający w Łańcucie, opowiadał, iż pewnego dnia Franciszek miał powiedzieć do Józefa: „ożeń się z moją siostrą”. Czy tak było, nie wiem. Być może brat już wtedy zauważył, że coś się pomiędzy nimi zaczyna - dodaje.

7 lipca 1935 roku Józef, 35-letni kawaler, poślubił 23-letnią Wiktorię. Wspomniany bratanek, 93-letni dziś Stanisław Niemczak, pamięta jak Józef i Wiktoria przygotowywali się do wyjazdu, żeby zapraszać gości na wesele. Pamięta też trochę samo wesele. Miał wtedy 5 lat.

- Po weselu Wiktoria poszła do swojego męża, który jeszcze przed ślubem kupił starszy dom z rozbiórki i z niego zbudował niewielkie gniazdko. Tam się jakoś mieścili z sześciorgiem dzieci - wspomina.

W 1938 roku Ulmowie kupili 5 hektarów czarnoziemu w Wojsławicach nieopodal Sokala. Do przeprowadzki jednak nie doszło ze względu na wybuch wojny. Bratanek Wiktorii wspomina, że aby kupić tę ziemię sprzedali w Markowej niemal wszystko co mieli. Dlatego rodzina pomagała im na różne sposoby, m.in. Wiktoria regularnie przychodziła do nich po mleko dla dzieci.

Akcja „Reinhardt”

W 1942 roku Niemcy zaczęli realizować akcję „Reinhardt”, mającą na celu wymordowanie wszystkich Żydów w Generalnym Gubernatorstwie. Ta akcja dotarła do Markowej w pierwszych dniach sierpnia tego samego roku.

- Zabroniono Żydom przebywania w ich domach. Wszyscy mieli być wysiedleni do obozu pracy w Pełkiniach, a później się okazało, że także do obozu zagłady w Bełżcu. Ale tylko kilka osób się zgłosiło. Ponad 50 Żydów uciekło w las czy inne niedostępne miejsca - opowiada Mateusz Szpytma.

Żydzi ukrywali się przez kilka miesięcy, ale przyszła zima, a wraz z nią ciężkie warunki atmosferyczne. Część z nich znalazła schronienie u kilku markowskich rodzin. W grudniu 1942 roku Niemcy zarządzili poszukiwania tych Żydów. Ci, których znaleziono, zostali wymordowani, ale 29 Żydów ukrywało się jeszcze w chłopskich domach. Spośród nich osiem osób u rodziny Ulmów. Byli to Saul Goldman i jego czterech synów: Baruch, Mechel, Joachim i Mojżesz, oraz dwie córki Chaima Goldmana, krewnego Saula: Gołda Grünfeld i Lea Didner.

Ta ostatnia z małą córeczką o imieniu Reszla. Lea i Gołda były sąsiadkami Ulmów, mieszkali niemal naprzeciwko siebie. Saul Goldman i jego synowie mieszkali z Łańcucie. Józef Ulma utrzymywał z nimi przed wojną kontakty handlowe, wspólnie handlowali warzywami. Tak więc Ulmowie ukryli ludzi, których wcześniej znali.

- Na pewno było to wielkie wyzwanie dla całej rodziny. Logistyczne i finansowe - uważa wiceprezes IPN. - Jestem pewien, że ci Żydzi musieli łożyć na swoje wyżywienie, bo ich utrzymanie przez samego Józefa nie byłoby możliwe. Jednocześnie wspierali Ulmów swoją pracą, bo wiemy, że Józef w czasie wojny miał nowe, zakazane przez okupantów zajęcie, mianowicie garbowanie skór. Żydzi, którzy pochodzili z rodziny rzeźniczej, na pewno znali się na tym fachu. Trzeba dodać, że w każdej wsi odbywał się pokątny ubój, z którego zostawały także skóry. Józef Ulma wyprawiał je wraz z tymi Żydami.

- Józef, robiąc fotografie, chętnie brał za to kaszę czy groch, żeby było czym tych Żydów nakarmić - dopowiada Maria Ryznar-Fołta, prezes Towarzystwa Przyjaciół Markowej. I dodaje: - A i tak zdarzały się głosy złośliwych sąsiadów, którzy wypytywali Wiktorię, po co szykuje tyle jedzenia.

Dom Józefa i Wiktorii był mały i znajdował się na uboczu wsi, na górce, co umożliwiało Żydom wychodzenie na zewnątrz.

- Nie było możliwości, żeby ktoś na bieżąco obserwował, co się w domu Ulmów dzieje. Każdy, kto do niego podchodził, był widziany z daleka - podkreśla Mateusz Szpytma.

Siódme dziecko beatyfikowane jako narodzone

24 marca 1944 roku na podwórko Ulmów wpadła niemiecka żandarmeria pod dowództwem porucznika Eilerta Diekena. Żandarmi wymordowali najpierw Żydów, później Józefa i Wiktorię, a na końcu szóstkę ich dzieci w wielu od 1,5 do 8 lat - Stasię, Basię, Władzia, Franusia, Antosia i Marysię. Wiktoria była wówczas z siódmym dzieckiem w zaawansowanej ciąży.

Jeden z żandarmów, Józef Kokot, który osobiście zastrzelił trójkę czy czwórkę dzieci Ulmów, krzyczał do świadków tej zbrodni: „Patrzcie, jak giną polskie świnie, które pomagają Żydom!”. To, że takie słowa rzeczywiście padły, znamy z przesłuchania przez prokuratora i zeznań złożonych przed Sądem Wojewódzkim w Rzeszowie w 1958 roku przez Edwarda Nawojskiego, jednego z woźniców, którzy zostali wezwani, aby podwieźć żandarmów na miejsce egzekucji.

- To był dzień po spowiedzi wielkopostnej - opowiada Stanisław Niemczak. - Rano mama szła do kościoła i po drodze dowiedziała się co się stało. Nie doszła już do kościoła, tylko wróciła. Tato leżał w łóżku chory. Dla rodziców, zwłaszcza dla taty, to był cios, choć rodzice dokładnie wiedzieli, że Józef i Wiktoria przechowują Żydów.

Ciała zabitych zostały pochowane koło domu w dwóch dołach: w jednym Ulmowie, w drugim Żydzi. Tak jak leżeli, bez trumien. Kilka dni później szwagier Wiktorii, Michał Kluz, który był stolarzem, zrobił cztery drewniane skrzynie. Franciszek Szylar w swoich zeznaniach podaje, że wspólnie z Janem Głąbem, Antonim Szpytmą, Michałem Kluzem i Władysławem Ulmą odkopali zwłoki Józefa, Wiktorii i dzieci, i włożyli je do tych skrzyń. „Kładąc do trumny zwłoki Wiktorii Ulmy stwierdziłem, że była ona w ciąży. Twierdzenie swoje opieram na tym, że z jej narządów rodnych było widać główkę i piersi dziecka” - zeznał Szylar.

11 stycznia 1945 roku Ulmowie zostali przeniesieni na cmentarz w Markowej. W jesieni 1947 roku zostały przeniesione również ciała Żydów, tyle że na cmentarz w Jagielle-Niechciałkach w powiecie przeworskim.

W czerwcu br. podczas badań archeologicznych w miejscu zbrodni znaleziono łuskę oraz kulę, która została wystrzelona do rodziny Ulmów.

Z kolei Watykańska Dykasteria Spraw Kanonizacyjnych w ogłoszonej we wtorek nocie uznała, że siódme dziecko „urodziło się w chwili męczeństwa swojej matki”, a zatem „zostało dodane do liczby dzieci, które również poniosły śmierć męczeńską”, gdyż „przez męczeństwo swoich rodziców otrzymało chrzest krwi”.

Zginęli w wyniku donosu

Ulmowie nie byli jedyną rodziną w Markowej ukrywającą Żydów. Być może ich historia zakończyłaby się happy endem, jak w przypadku Doroty i Antoniego Szylarów (rodziców Franciszka) ukrywających siódemkę Żydów, gdyby nie donos, o który posądza się Włodzimierza Lesia, granatowego policjanta z Łańcuta.

- Polskie podziemie rzeczywiście podejrzewało o ten donos Włodzimierza Lesia, który wcześniej miał podobno nawet tym Żydom pomagać - mówi Mateusz Szpytma. - Z dokumentów podziemia wynika, że Żydzi mieli się od niego domagać zwrotu swojego majątku, na co on nie chciał się zgodzić. To mogło być jedną z przyczyn ich dekonspiracji, choć jak było do końca, tego nie wiemy, ponieważ nie mamy pełnej dokumentacji śledztwa zakończonego skazaniem Lesia na śmierć przez Polskie Państwo Podziemne. Czy to była śmierć za kolaborację z Niemcami, czy ta kolaboracja obejmowała również donos na rodzinę Ulmów.

Wyrok na Lesia został wykonany we wrześniu 1944 roku. Eilert Dieken, dowódca komanda śmierci, nie poniósł odpowiedzialności za swoje zbrodnie.

- W sensie formalnym nie był nawet nazistą, gdyż nigdy nie był członkiem NSDAP. Był niemieckim policjantem przed wojną, w czasie wojny oraz później - wyjaśnia Mateusz Szpytma. - Miał po wojnie kilkumiesięczny okres „kwarantanny”, podczas którego sprawdzano, czy nie popełnił jakichś zbrodni w czasie wojny. Sprawdzanie było tak pobieżne, że nic nie wykazało. Został przywrócony do służby i niemal do końca życia służył w policji w niewielkiej miejscowości Esens przy granicy z Holandią. Zmarł kilka miesięcy po przejściu na emeryturę, którą zapewne wyliczono mu za każdy rok, także wojennej służby.

Józef Kokot został skazany na karę śmierci. Ta kara została zamieniona na dożywocie, a w końcu na 25 lat więzienia. Zmarł w więzieniu w 1980 roku, w wieku 59 lat.

Beatyfikacja? W Markowej?!

Historia Ulmów przez wiele lat była szerzej nieznana. W kilku opracowaniach historycznych była na ich temat tylko krótka wzmianka. Ale już w monografii „Z dziejów wsi Markowa”, która ukazała się w 1993 roku, w rozdziale „Sylwetki markowiaków”, znalazł się czterostronicowy opis „Józef Ulma (1900-1944)”. Ta monografia była dla ks. proboszcza Stanisława Lei jednym z impulsów, by pokazać to wszystko arcybiskupowi Józefowi Michalikowi. Metropolita przemyski zachęcił ks. Leję do zainteresowania się tą rodziną.

Efekt?

- W 2003 roku pojechałem do Markowej, do rodziców, na Święta Wielkanocne. Podczas mszy św. usłyszałem z ust ks. proboszcza Stanisława Lei, że Kościół rozważa rozpoczęcie procesu beatyfikacyjnego rodziny Ulmów i że każdy parafianin ma w sumieniu obowiązek zgłosić, jeżeli posiada wiedzę o ewentualnych przeciwwskazaniach - opowiada Mateusz Szpytma. - Ta informacja wstrząsnęła mną: tu, w Markowej, proces beatyfikacyjny? Zdałem sobie sprawę, że choć jestem historykiem, to tak niewiele wiem na temat rodziny, która przecież jest ze mną spokrewniona. Postanowiłem wówczas, że muszę zachęcić Markową do zbudowania pomnika poświęconego rodzinie Ulmów. Zdecydowałem też, że napiszę poważniejszy artykuł naukowy na ich temat. Tak też się stało. Pomnik został zbudowany, a po owym artykule powstały książki, po polsku i angielsku.

Czesława Balawejder, prezes parafialnego oddziału Akcji Katolickiej w Markowej, wspomina, że ks. Leja zamawiał w tamtym czasie bardzo dużo obrazków z pierwszą wersją modlitwy o beatyfikację.

- Prosił, żeby je brać i wysyłać do krewnych. Była to modlitwa przeznaczona do indywidualnego odmawiania. Dopiero później ks. arcybiskup pozwolił na odmawianie tej modlitwy w kościołach. Kolejny proboszcz, ks. Stanisław Ruszała, kontynuował to co rozpoczął ks. Leja. Od 2017 roku nowy proboszcz, ks. dr Roman Chowaniec, zainicjował codzienną modlitwę cząstką różańca przed mszą świętą wieczorną, do której dołączaliśmy modlitwę o beatyfikację rodziny Ulmów. Obecnie nadal modlimy się tą modlitwą, tylko może bardziej o godne przygotowanie się do dnia beatyfikacji - podkreśla pani Czesława.

W 1995 roku Wiktorię i Józefa Ulmów uhonorowano pośmiertnie tytułem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. W 2004 roku w Markowej został wzniesiony pomnik upamiętniający męczeńską śmierć rodziny Ulmów, o którym wspominał wcześniej Mateusz Szpytma. Sześć lat później prezydent Lech Kaczyński odznaczył rodzinę z Markowej Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. W marcu 2016 roku zostało otwarte Muzeum Polaków Ratujących Żydów podczas II wojny światowej im. Rodziny Ulmów. Rok 2023 - na mocy decyzji sejmiku wojewódzkiego - jest Rokiem Rodziny Wiktorii i Józefa Ulmów z dziećmi na Podkarpaciu. Sejm RP ustanowił rok 2024 Rokiem Rodziny Ulmów.

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie

Ulmowie nie zginęli wprost za wiarę, choć ich postawa była silnie motywowana religijnie. Dobrze oddaje to fakt, że w należącej do nich Biblii została podkreślona na czerwono przypowieść o miłosiernym Samarytaninie. Stąd Ulmowie nazywani są często „Samarytanami z Markowej”.

- Większego wydarzenia w Polsce nie mieliśmy, bo nigdy pełna rodzina nie została ogłoszona przez Kościół katolicki jako błogosławiona - Czesława Balawejder nie ma wątpliwości odnośnie do znaczenia beatyfikacji.

Podkreśla, że jest ona wielkim darem, który daje Bóg „dla niej osobiście, dla parafii i ojczyzny”.

- Po to, byśmy zapatrzyli się, czym jest rodzina Bogiem silna. Nasi przodkowie żyli wiarą. Dla mnie najlepszym tego przykładem jest Biblia rodziny Ulmów z zaznaczonym fragmentem o miłosiernym Samarytaninie.

- Niejeden raz podkreślałam, że bez pryzmatu wiary, religii, nie da się zrozumieć rodziny Ulmów - mówi Maria Elżbieta Szulikowska. - Oni zbudowali swoje małżeństwo na miłości osobistej, usankcjonowanej sakramentem. Tam zawsze była zgoda. Nikt nigdy nie słyszał, żeby narzekali, kłócili się, czy nawet mówili podniesionym głosem. Natomiast są świadkowie, którzy widzieli, że się modlili. To wskazuje, że łaska Boża naprawdę działała w ich życiu.

Czy taka właśnie miłość, mająca zakorzenienie w Panu Bogu, spowodowała, że Józef i Wiktoria podjęli decyzję o przechowaniu ósemki Żydów?

- Medytując nad ich życiorysem doszłam do wniosku, że to Pan Bóg prowadzi człowieka przez życie, daje mu natchnienia, światło, a wyborów człowiek dokonuje sam - podkreśla autorka książki „Wiktoria Ulma. Opowieść o miłości”. - Co im pomogło w podjęciu tej decyzji? Widziałam zdjęcie strony ich Pisma św. z podkreśloną na czerwono przypowieścią o miłosiernym Samarytaninie. Trzeba się było mocno wpatrzeć, żeby obok tego zauważyć dopisane ołówkiem słowo „tak”. Jeżeli to było Boże natchnienie, to była też łaska. Miłość zwyciężyła strach. Co Pan Bóg da, to będzie, a ci Żydzi potrzebowali pomocy tu i teraz.

- Szczegółów motywacji rodziny Ulmów nie poznamy chyba nigdy, dlatego, że nie dzielili się nią z nikim. Zresztą w czasie okupacji byłoby to bardzo nieroztropne - zauważa wiceprezes IPN.

- Natomiast to, że znali tych Żydów sprzed wojny, że byli z nimi dobrych relacjach i wiedzieli, co im grozi, może sugerować, że decydująca była przedwojenna znajomość i chęć uratowania im życia. Wiemy też, że Józef i Wiktoria żyli w sposób ewangeliczny. Byli wyczuleni na krzywdę drugiego człowieka, pomoc bliźniemu nie była dla nich tylko zapisem w Biblii, lecz oni tym naprawdę żyli. Możemy przypuszczać z dużą dozą prawdopodobieństwa, że ich motywacją była pomoc bliźnim w potrzebie - dodaje.

tekst alternatywny

od 7 lat
Wideo

Znaleziono ślady ptasiej grypy w Teksasie

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

Materiał oryginalny: Ulmowie. Opowieść o miłości. Czy to ona spowodowała, że Józef i Wiktoria podjęli decyzję o przechowaniu ósemki Żydów? - Nowiny

Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski