Życie powraca. Reportaż wojenny Dmytro Antoniuka. Część 10

Dmytro Antoniuk
14 kwietnia 2022 roku, Czernihów: ciężka droga

Czas odwiedzić Czernihów. Wiem, że główny most nad Desną na drodze E95 został zniszczony, ale wiem też, że na obwodnicy tego miasta jest drugi, a o jego zniszczeniu nic nie słyszałem. Z nadzieją, że tam przejadę, wybieram się zwykłą drogą, którą kilkadziesiąt razy jeździłem do ulubionego Czernihowa. Podróż trwała zwykle maksymalnie dwie godziny.

Browary na północ od Kijowa, pod którymi toczyły się walki, dzięki Bogu, nie zostały zniszczone. Ale im dalej na północ, tym więcej spalonych domów. Szczególnie źle w Zalesiu. Wróg dotarł tu z Sumskiego obwodu. Na początku lutego zakończono budowę przejścia podziemnego pod autostradą, ale teraz zostało ono wysadzone w powietrze. Musimy obejść asfalt polną drogą. Tego się boję, bo jest już wiele doniesień, że to właśnie w tych miejscach mieszkańcy trafiali na miny. Jednak kilka samochodów wjechało przed nami na polną drogę, i ja też zawracam, starając się za nimi nadążyć ślad w ślad.

Znowu jesteśmy na autostradzie. Kilka kilometrów dalej skręt do miejsca, w którym znajduje się dacza rodziców mojej żony. Nie odważą się tam jeździć, choć bardzo za nią tęsknią, bo znowu – mogą być miny. „Orkowie” zostawiają granaty zwykłym ludziom w pralkach, w szufladach, nawet w pianinie pewnej dziewczyny, która przed wojną zdobywała nagrody na konkursach muzycznych. Najważniejszym zadaniem dla nas wszystkich jest teraz przetrwanie.

Naprawdę kocham Czernihowszczyznę, jej wyjątkową atmosferę, jej historię i wiele zabytków, które przetrwały pomimo bolszewików, dlatego cieszę się, że ponownie mogę zobaczyć barokową świątynię Narodzenia NMP w Kozielcu i kościół Trzech Świętych architekta Hryhorowicza-Barskiego w Lemeszach. „Orkowie” tu nie dotarli. Chyba, nie mieli czasu. Wrzucili wszystkie swoje siły w okrążenie Kijowa i Czernihowa. Dlatego wszystko wydaje się być takie samo jak przed 24 lutego.

Jednak nasza zwykła droga kończy się w Kiptiach. W punkcie kontrolnym wojsko pyta nas (znowu mój przyjaciel M. jest ze mną), dokąd jedziemy. Kiedy słyszą, że do Czernihowa, każą zawrócić - zniszczono również drugi most na Desnie. Trzeba jechać z powrotem do Kozielca i dalej, przez Osterz.

W Smołynie znowu nie wpuszczono nas bezpośrednio do Czernihowa, chociaż przekroczyliśmy już Desnę pod Osterzem. Musimy zrobić jeszcze większy łuk w kierunku Sławutycza ku północy. Poruszamy się jeszcze wolniej. Przed nami i za nami liczne ciężarówki i autobusy z pomocą humanitarną. Wydaje się, że to jedyna droga z Ukrainy do Czernihowa i na północ regionu. Widziałem w swoim życiu kierowcy wiele okropnych ukraińskich dróg, ale ta z pewnością znajdzie się w Top-3.

Do Czernihowa zbliżamy się od zachodu. Po przekroczeniu obwodnicy trafiamy na pole bitwy: okopy po obu stronach drogi, leje po wybuchach, spalone i rozwalone prywatne domy, wycięte wielkie drzewa, rozwalony sprzęt. Wydaje się, że tutaj nasza armia broniła miasta. W samym Czernihowie widzimy zniszczony warsztat fabryki, zniszczony wieżowiec. Ale im dalej do centrum - tym mniej zniszczeń. Jesteśmy mile zaskoczeni: w wiadomościach czasami mówiono, że miasto zostało zniszczone w 70%, ale na szczęście tak nie jest.

Najpierw jedziemy na stadion. Znajdował się tam piękny neogotycki budynek Biblioteki dla Młodzieży. Został zbudowany w XIX wieku przez ukraińskiego właściciela ziemskiego i wielbiciela kozackiej historii Wasyla Tarnawskiego, jako pierwsze muzeum starożytności. Zarówno stadion, jak i biblioteka zostały w marcu zbombardowane przez rosyjskie samoloty. Elewacja budynku wydaje się nienaruszona, ale od tyłu nie ma ścian ani dachu. W pobliżu znajduje się ogromny lej. Uszkodzone regały z książkami i pozostałości starych sufitów można zobaczyć przez rozbite okna. Bardzo mi przykro z powodu tego budynku.

Na środku stadionu - gigantyczny dół - spadła tu jedna z bomb lotniczych. Kolejna trafiła na trybunę, której już nie ma. Gdzieś już czytałem, że jeden z portugalskich klubów piłkarskich obiecał po zwycięstwie całkowicie odbudować ten stadion.

Udajemy się na wschodnią stronę miasta. Widzimy zrujnowany firmowy sklep sprzedający świetne lokalne piwo. Teraz jest spalony, a im dalej - tym większe zniszczenie. Ogień wroga skoncentrowany był na wieżowcach. Oto spalony supermarket materiałów budowlanych Epicenter. Prawie nie ma ludzi, wiatr wieje wśród zgliszczy. Wracamy do centrum.

Pod zniszczonym kinem przy placu Czerwonym spotykamy parę: mężczyznę i kobietę. Podobnie jak my, patrzą na okaleczony budynek. Mówią, że cały czas byli w Czernihowie. Teraz bardzo czekają na ponowne doprowadzenie prądu, gazu i wody. Jak dotąd nic nie działa. Mówią, że w sklepach, które działają, nie ma zbyt wielu produktów, więc wszyscy chodzą na bazar, jak za dawnych czasów. Znów stał się sercem miasta.

Spacerujemy wzdłuż Dytyńca, gdzie znajdują się najstarsze cerkwie z czasów Rusi Kijowskiej. Bez zniszczeń. Na szczęście. Natomiast szczątki min porysowały ściany kościoła św. Katarzyny, który zawsze był pierwszym widzianym w drodze z Kijowa. Ale mieszkańcy Czernihowa już spokojnie siedzą na ławkach obok świątyni, patrząc na most dla pieszych nad Desną, a wokół nich z ziemi, jeszcze nieśmiało, ale obficie przebijają się posadzone jesienią kwiaty. Życie powraca.

Odłamki uszkodziły również stare mury obronne klasztoru Jeleckiego z XII wieku. Dwie miny zniszczyły mieszkania w sąsiednim pięciopiętrowym budynku. Ich wnętrze zieje dziurami wyrwanymi w ścianie. Sąsiednie okna są już zabite sklejką.

15-16 kwietnia 2022 roku, Bucza, Irpiń: de profundis

Dziś wreszcie dotarłem do Buczy i Irpina. Wcześniej przekroczyłem tylko przez zbombardowany most do Hostomela. Ale najpierw udaję się do Horenyczy, gdzie dzięki życzliwość wolontariuszki O. oddaję dla starej pani Niny i jej męża leki. Niesienie pomocy ludziom mieszkającym w środku ruin to wyjątkowe uczucie. W takich momentach czujesz, że nie marnujesz czasu i robisz coś dobrego. Jadę do Buczy.

Wiem, gdzie jest nowa cerkiew, na terenie której pochowano wiele ofiar moskiewskich okupantów. Po drodze pojedyncze, zniszczone domy, ale nie tak dużo jak sobie wyobrażałem. Francuscy kryminalni pracują na miejscu, aby nam pomóc. Właśnie zakończyli kolejny etap ekshumacji. Kolejna ilość ciał została już wywieziona. Widzę tylko pusty dół. Mimo to, jest tu wciąż bardzo przeraźliwie.

Na ulicy Wokzalnej, gdzie znajdowały się piękne, zadbane, prywatne domy - same ruiny. W lutym zniszczono tu kolumnę sprzętu kadyrowców i zginął tam jeden z ich dowódców. Spalony sprzęt wroga został już usunięty, ale na chodnikach wciąż leżą części rosyjskiego munduru, szewrony. Obrzydliwie nawet dotykać tego wszystkiego.

Rozbity przez pociski most, za którym jest Irpień. Walki miały tu miejsce na początku marca. Wygląda na to, że zniszczeniu uległy prawie wszystkie budynki - prywatne, apartamentowce. Nieco dalej - dom kultury i stadion zostały strasznie zniszczone.

Irpień zawsze był moim ulubionym miastem pod Kijowem. Idę do jednego z jego parków, który tak bardzo lubiłem rok temu. Wszystko wokół jest roztrzaskane. W pobliżu jest wypalony blok zupełnie nowych kamienic. Mój przyjaciel i ja widzieliśmy już coś podobnego w Hostomelu. Szczególnie przeraża skala zniszczeń w Irpieniu. Wydaje się, że nie ma ulicy, na której nie byłoby ruiny. A do lutego mieszkało tu ponad sto tysięcy osób.

Jestem w centrum. Razem z żoną przeskakiwaliśmy fontannę na tym placu, z której nagle tryskały strumienie wody. Wówczas biegały tu mokre i wesołe dzieci. Ich rodzice jedli lody, grała muzyka. Teraz panuje niezwykła i straszna cisza. Oprócz mnie, na dużym placu jest tylko jeden staruszek, który powoli idzie w moim kierunku. Podchodząc, nagle mówi: „Hello”. Nie spodziewając się spotkać tu obcokrajowca, odpowiadam po ukraińsku „Dzień dobry”. Zamyślony staruszek ciągnie dalej. Słychac tylko skrzypienie ramy wybitego okna w jednym z uszkodzonych okolicznych domów…

Następnego dnia znów jestem w Buczy i Irpieniu. Z Krakowa przybyła pomoc humanitarna, której większość została przekazana organizacjom wolontariackim w Kijowie i powinna iść dalej. My zaś, razem z radnym krakowskim Łukaszem Wantuchem i jego towarzyszami, jedziemy do tych miasteczek, które w ostatnim czasie stały się kwintesencją grozy. Zostałem po prostu poproszony o pokazanie, co i jak.

W cerkwi w Buczy spotykamy księdza prawosławnego – ojca Andrzeja. Opowiada, jak ciała torturowanych i zabitych leżały tygodniami na ulicach miasta; ludzie na własne ryzyko brali wózki w zbombardowanym supermarkecie Epicenter i zabierali ciała na teren cerkiewny, zakopując je w dwóch dużych dołach.

W tej chwili trwa ekshumacja. Podchodzimy blisko dołu i widzimy w oddali białe worki. Część na ziemi, część na ciężarówce. Samych ciał nie widzimy, ale już bardzo wyraźnie czujemy, że to one – ten słodki smród trupa. Ojciec stoi obok nas z odkrytą głową w strugach deszczu i opowiada te straszne historie. W jego oczach widzę pytanie: „Czy rozumiesz, jakimi piekielnymi potworami mogą być ludzie?” Bardzo mnie o tym przekonuje smród trupów. I patrzę na księdza, który ma głosić dobroć i miłość do bliźniego, ale po przejściu tego, po prostu nie wyobrażam sobie, jak może to robić dalej…

Jednak przynajmniej w tym dniu jestem gotów znów na chwilę uwierzyć w wartości chrześcijańskie. Polacy mają telefon starej pani Ludmiły z Irpienia. Przywiezli jej całe pudełko leków na cukrzycę. Kiedy się spotykamy, kobieta może tylko ze łzami powiedzieć: „dziękuję, dziękuję”. Moi towarzysze obejmują ją, uspokajają, jak tylko mogą. To jeden z najpotężniejszych przejawów ludzkości, jakie kiedykolwiek widziałem. Bez tego byłoby dla mnie to wszystko bardzo ciężkie. Dlatego i ja, z całego serca, dziękuję

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera

iPolitycznie - Robert Telus o rozwiązaniu problemu zboża - skrót

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie