MKTG SR - pasek na kartach artykułów

80 lat temu w Owczarni oddział AL zamordował 18 żołnierzy Armii Krajowej

OPRAC.: ACH
wikimedia commons / autor zdjęcia nieznany
4 maja 1944 r. w Owczarni na Lubelszczyźnie oddział AL pod dowództwem Bolesława Kaźmiraka „Cienia” zamordował 18 żołnierzy AK, czekających na zrzut broni. Była to jedna z wielu zbrodni dokonanych przez członków kolaborującej ze Związkiem Sowieckim formacji zbrojnej.

Jak pisze Michał Szukała na serwisie PAP, wiosną 1944 roku Armia Krajowa intensywnie przygotowywała się do rozpoczęcia akcji „Burza”, której głównym celem było „powitanie” wojsk sowieckich, w roli przedstawicieli legalnych władz Rzeczypospolitej. W walce z wycofującymi się siłami niemieckimi zakładano pełne współdziałanie z Armią Czerwoną, mimo zerwania w 1943 r. przez Kreml stosunków dyplomatycznych z rządem RP na uchodźstwie. Akcja „Burza” rozpoczęła się 15 stycznia 1944 roku na Wołyniu walkami 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK z Niemcami. Już podczas tych działań widoczne było negatywne stanowisko Sowietów, którzy w trakcie walk rozbrajali jednostki polskie, które musiały przejść przez linię frontu.

Do „przywitania” Sowietów przygotowywali się również wyznaczeni przez nich do przejęcia władzy komuniści. Zbrojnym ramieniem powstającej od początku 1942 r. komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej była Gwardia Ludowa, nieuznająca zwierzchnictwa legalnych władz Rzeczpospolitej Polskiej. Formacja, podobnie jak PPR, cieszyła się bardzo niewielkim poparciem społecznym, a przez to brakowało jej zdolnych do walki żołnierzy i oficerów. „Przyjmowano każdego, przez co kadry GL były zdemoralizowane, a ich "walka" ograniczała się głównie do działań kryminalnych wymierzonych w polską wieś. Poza tym zajmowała się rozbijaniem polskiego podziemia i mordami politycznymi. Walka z Niemcami była na zupełnym marginesie. Dorobek bojowy GL i AL był więc głównie fantazją literacką” – mówił PAP historyk dr Piotr Gontarczyk, autor monografii „Polska Partia Robotnicza: droga do władzy (1941-1944)”.

Już w 1943 r. członkowie Gwardii Ludowej dokonywali zamachów na lokalnych przedstawicieli Polskiego Państwa Podziemnego oraz współpracujących z Armią Krajową lub Narodowymi Siłami Zbrojnymi funkcjonariuszy „granatowej” policji lub leśniczych. W historiografii PRL ukrywano ten wymiar działalności Gwardii Ludowej, a ofiary poniesione w czasie ataków na oddziały AK i NSZ przypisywano działalności tych formacji, szczególnie podziemia narodowego. Stale stosowaną metodą podziemia komunistycznego było również przypisywanie swoim oddziałom wymierzonych w okupantów akcji Armii Krajowej. „Pepeerowskie szmatławce pełne są opisów "bohaterskich" wyczynów partyzantów Gwardii Ludowej, przy czym bezceremonialnie zalicza się na swój rachunek wystąpienia oddziałów Kierownictwa Walki Konspiracyjnej. Wszystkie te "Trybuny Wolności", "Głosy Warszawy" pragną otoczyć nimbem heroizmu nieszczęsnych, otumanionych komunistyczną propagandą - polskich awangardzistów czerwonej armii. (…) Jakże inaczej wygląda ta komunistyczna partyzantka, gdy się z nią zetknąć bliżej. (…) Rzekoma walka z okupacją ogranicza się do napadów rabunkowych przeważnie na ludność polską” – pisał „Dzień Warszawy”, czasopismo związane z warszawskimi strukturami Polskiego Państwa Podziemnego.

Oddziały Gwardii Ludowej, przekształconej decyzją złożonej z komunistów i ich sojuszników Krajowej Rady Narodowej w styczniu 1944 r. w Armię Ludową, były szczególnie aktywne nad Bugiem, który - zgodnie z decyzjami Moskwy - był postawą przyszłej granicy rządzonej przez nich w przyszłości Polski. Z racji coraz mniejszej odległości tych terenów od frontu AL otrzymywała wsparcie w postaci zrzutów sowieckiej broni oraz wyszkolonych czerwonoarmistów. „W oddziałach tych znajdują się również spadochroniarze bolszewiccy, którzy pełnią rolę politruków” – informowano w jednym z meldunków Armii Krajowej.

Część rosnących w siłę grup komunistycznych została już w 1943 r. rozbita przez Armię Krajową i Narodowe Siły Zbrojne. Uzasadnieniem wyroków śmierci wykonywanych na wziętych do niewoli komunistach nie była działalność polityczna, ale udowodnione im działania przeciwko miejscowej ludności. „Wobec nich odczytałem protokół, w którym wymienione były wszystkie napady, popełnione przez oskarżonych. Starszy jest w średnim wieku. Ma czworo drobnych dzieci. Nędza. Ciemnota i otumanienie. Więc?… (…) Wszystkie kartki (głosowania sądu polowego – PAP) czerniały trzema literami: TAK. Wyrok został wykonany następnej nocy w lesie” – wspominał major Władysław Kołaciński ps. Żbik z Narodowych Sił Zbrojnych. Część działań oddziałów podziemia narodowego spotkała się z krytyką władz Polskiego Państwa Podziemnego. Szczególnym echem odbiło się rozstrzelanie niemal 30 członków AL 9 sierpnia 1943 r. pod Borowem na Lubelszczyźnie. Równocześnie dowódca Armii Krajowej gen. Tadeusz Komorowski „Bór” meldował do Londynu, że działania AK są wymierzone wyłącznie w bandytów. „Nakazałem zwalczanie wyniszczających naszą ludność band rabunkowych bez względu na ich narodowość i szyld. Partyzantów sowieckich jako takich nie atakuję. Propaganda sowiecka i PPR także na terenie Kraju wyzyskują naszą walkę z bandytyzmem do atakowania nas” – pisał w październiku 1943 r.

Armia Ludowa w walce z Polskim Państwem Podziemnym podejmowała współpracę z machiną terroru Niemiec. 17 lutego 1944 r.- współdziałając z gestapo - przejęła archiwum Wydziału Bezpieczeństwa Delegatury Rządu na Kraj. Zasadzka była częścią prowadzonej na zlecenie Kremla akcji inwigilowania i zwalczania Armii Krajowej oraz innych formacji Polskiego Państwa Podziemnego.

„Przy likwidowaniu szpiclów Niemców lub zbirów reakcyjnych pamiętać o tym, aby to wykonywać z dala od wioski. Najlepiej w lesie, nie pozostawiać poza sobą żadnych śladów” – głosiła jedna z instrukcji dla rozsianych na Lubelszczyźnie oddziałów Armii Ludowej. Zgodnie z tymi wytycznymi pod koniec kwietnia 1944 r. grupy Armii Ludowej otrzymały rozkaz koncentracji przed akcją wymierzoną w AK i NSZ. Już w poprzednich tygodniach oddział Bolesława Kaźmiraka dokonał kilku ataków na przedstawicieli polskiego podziemia. W odpowiedzi major Leonard Zub-Zdanowicz „Ząb” zarządził koncentrację dowodzonego przez siebie, dwustuosobowego oddziału NSZ. Oddziały Armii Krajowej nie były przygotowane na konfrontację z Armią Ludową. Część, między innymi oddział dowodzony przez por. Mieczysława Zielińskiego „Krysta”, „Moczara” utrzymywała kontakty z dowódcami AL.

Wczesnym wieczorem 4 maja oddział „Krysta” z 15 Pułku Piechoty AK w okolicach wsi Owczarnia oczekiwał na spodziewany zrzut alianckiej broni. Wówczas został ostrzelany przez oddział AL. W trakcie wymiany ognia obie strony nawoływały do przerwania walki i złożenia broni. „Cień” i „Kryst” ustalili, że oba oddziały staną w dwuszeregu naprzeciwko siebie. Gdy tak się stało „Cień” zastrzelił „Krysta”. Aelowcy rozbiegli się i zaczęli strzelać do zaskoczonych żołnierzy Armii Krajowej. W chaotycznej strzelaninie zginęło 18 żołnierzy, 13 zostało rannych. Części udało się wycofać i poinformować o wydarzeniach pozostałych dowódców. „Cień” nakazał zakopanie poległych. Osobiście dobijał rannych, także swoich podwładnych. Do dołu śmierci aelowcy wrzucili także zwłoki psa, który padł ofiarą strzelaniny.

Atak komunistycznej bojówki na oddział Armii Krajowej znalazł szeroki oddźwięk na łamach prasy podziemnej. „Dn. 5 maja [tę datę podaje część źródeł oraz opracowań – PAP] po pierwszej wymianie strzałów (ogień otworzył oddział AL) dowódca partyzantów komunistycznych „Cień” podszedł do dowódcy AK [por. Mieczysława Zielińskiego] "Moczara" i w trakcie rozmowy, wyjaśniającej "nieporozumienie", zastrzelił go, co było dla partyzantów PPR znakiem do nowego otwarcia ognia broni maszynowej. 18 naszych ludzi zginęło, 8 odniosło rannych” – relacjonował „Biuletyn Informacyjny” z 25 maja 1944 roku.

Szef Kedywu w Inspektoracie Rejonowym AK Lublin-Puławy mjr Hieronim Dekutowski „Zapora” poprosił Zub-Zdanowicza o podjęcie wspolnych działań z Narodowymi Siłami Zbrojnymi w celu rozbicia bandy „Cienia”. Do obławy dołączył oddział por. Stanisława Łokuciewskiego „Małego”. Kilka dni po masakrze w Owczarni „Cień” zaatakował jeden z majątków ziemiańskich oraz wsie wokół Marynopola, które wspierały Armię Krajową. Kazał między innymi rozstrzelać całą rodzinę gospodarza współpracującego z AK. 12 maja por. Łokuciewski dopadł część oddziału „Cienia” pod wsią Boża Wola. Trzydziestoosobowa grupa została rozbita - jej resztki wycofały się w nieładzie. Do obławy dołączył oddział por. Leona Cybulskiego „Znicza” i mniejsze placówki AK. Komuniści wycofując się podpalili Bożą Wolę. Gdy wydawało się, że „Cień” i cały jego oddział zostaną zlikwidowani, do dowódców AK dotarł rozkaz o przerwaniu obławy. Lubelskie dowództwo AK uznało, że w obliczu zbliżającej się akcji „Burza” nie może pozwolić na dalsze straty. 2 lipca „Cień” ponownie zaatakował AK pod Stefanówką. Zginęło kilkunastu żołnierzy.

Podobnie jak wielu innych dowódców AL „Cień” został funkcjonariuszem machiny terroru powojennej Polski. Krótko służył w powstającej Milicji Obywatelskiej. Otrzymał zgodę na wstąpienie do Wojska Polskiego, ale pod warunkiem zmiany nazwiska na „Kowalski”. Otrzymał dowództwo nad oddziałem specjalnym przeznaczonym do zwalczania podziemia niepodległościowego na Lubelszczyźnie. Szybko popadł w konflikt z Sowietami działającymi w tym regionie, którzy domagali się jego aresztowania. 21 grudnia 1945 r. po pijanemu zastrzelił dwóch ubeków, którzy próbowali go zatrzymać pod Warszawą. Następnie nakazał swoim podwładnym zaatakować pobliski areszt bezpieki w Pruszkowie - w walce zginął co najmniej jeden z podkomendnych Kowalskiego. W końcu „Cień” wpadł w ręce funkcjonariuszy Głównego Zarządu Informacji Wojskowej. Z niewyjaśnionych względów został zwolniony i rozpoczął studia w szkole oficerskiej w Rembertowie. W listopadzie stanął na czele krakowskiego pułku Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a w 1950 r. - jednego z wydziałów KBW. W 1951 r. został ponownie aresztowany w związku z zabójstwami Żydów na Lubelszczyźnie, których dokonywał jego przełożony w AL Edward Gronczewski. W 1953 r. został skazany na 3 lata więzienia pod pozorem nielegalnego posiadania broni oraz nadużywania władzy.

Już jesienią 1954 r. odzyskał wolność. Pracował w spółdzielniach rolniczych i zarządzie jednego z ośrodków wypoczynkowych. Na fali odwilży powrócił do wojska. Służył w Głównym Zarządzie Politycznym i Głównym Inspektoracie Obrony Terytorialnej. W 1963 r. został awansowany do stopnia pułkownika. Zmarł 18 sierpnia 1966 r. w Warszawie. Spoczywa na Powązkach Wojskowych. Na jego nagrobku wyryto słowa: „Za Polskę, wolność i lud”.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Zakaz handlu w niedzielę. Klienci będą zdezorientowani?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski