Lublinianin Tomasz Kucharczyk objechał motocyklem Europę

Tomasz Kucharczyk
archiwum Tomasz Kucharczyk
Tomek Kucharczyk na swojej hondzie objechał w ciągu 50 dni Europę. Przez ostatnie tygodnie, w każdy piątek, na łamach Kuriera Lubelskiego publikowaliśmy jego relacje z podróży. Dzisiaj prezentujemy jego ostatni list z podróży. A już o godz. 19.00 w sobotę Tomek Kucharczyk podzieli się swoimi wspomnieniami w Rider's Pubie na ul. 3-go Maja 9. W trakcie spotkania odbędzie się aukcja dla przytuliska dla psów w Rachowie.

Poniedziałek - 2 lipca

Rozpoczął się ostatni tydzień mojej wyprawy. Mając świadomość tego faktu, nie chce mi się już nawijać kilometrów i zwiedzać. Z drugiej strony jednak żałuję, że to wszystko się kończy. I gdyby w głowie nie siedziało mi, że za kilka dni będę w Lublinie, to z największą przyjemnością spędziłbym kolejnych sześć tygodni w trasie.
W Wiedniu jak w piekarniku. Cieszę się, że cały czas towarzyszyła mi piękna pogoda, ale sześć tygodni w temperaturach 30-40 stopni sprawiło, że znienawidziłem upały.

Zwiedzam więc miasto "na motocyklu". Bałem się, że ostatni tydzień będzie nudny, bo niewiele już mi zostało do zobaczenia i w sumie to nic nowego - wszędzie już kiedyś byłem. Jak bardzo się myliłem okazało się, kiedy zadzwonili moi przyjaciele Kamil i Kasia z propozycją spotkania na Słowacji. Miejsce spotkania oczywiście niezwykłe - profesjonalny tor wyścigowy "Slovakiaring" niedaleko Bratysławy. W dniach 3-4 lipca odbywały się tu szkolenia i zawody organizowane przez team Suzuki Grandys Duo.
Przybywam na miejsce jako pierwszy i w boksie dla zawodników z piwkiem w dłoni czekam na przyjazd moich przyjaciół.

Wtorek - 3 lipca

Kolejne niespodzianki. Dzięki uprzejmości rodziców Kasi spędzam noc w hotelu, a także, co ważniejsze, będę miał również możliwość wyszaleć się na torze motocyklem Pana Jarka. Motocyklistom nie muszę mówić, co to znaczy pojeździć po takim torze. Dla pozostałych w skrócie: to jest coś niesamowitego! Na prostej startowej ponad 200 na godzinę, tylko tyle, bo nie mamy sportowego motocykla, 150 w zakręcie, w tak dużym pochyleniu, że kolano niemal szura po asfalcie. Ogromny skok adrenaliny i ogromna przyjemność z jazdy. Do tego bardzo ważny element edukacyjny. Wielokrotnie już wspominałem, że w jeździe motocyklem bardzo ważne są umiejętności i ich nieustanne doskonalenie. Na koniec nutka rywalizacji, radość z bicia własnych rekordów i mamy mix, którego mogą nam pozazdrościć ci, którzy nie mogli tutaj przyjechać.

Środa - 4 lipca

Drugi dzień szkolenia. Jeździmy we czworo na zmianę dwoma motocyklami: Ja, Kamil, Kasia i jej Tata. Dopinguje nas najwierniejszy kibic, czyli mama Kasi - Pani Beata. Mamy też maskotki drużyny - przesympatyczne jamniki: Hondę i Majkę. Dzisiaj dzień zawodów. Ja niestety nie wystartuję, ale za to chłopaki z "grandysa" załatwili mi wjazd na tor do zdjęcia. Pozostali motocykliści nieźle się zdziwili, kiedy między nimi na starcie pojawił się motocykl z kuframi. Po zdjęciu nie ruszam jednak do wyścigu, bo byłoby to zbyt niebezpieczne. A przecież chodzi o to, żebyśmy mogli się uczyć i wyszaleć w miejscu bezpiecznym dla nas, otoczenia i pozostałych uczestników.

Kamil poprawił swój rekord całkiem wyraźnie, co skutkuje otrzymaniem pucharu. My też nie byliśmy gorsi, a o puchary powalczymy następnym razem! Wieczorem nasz team wyścigowy się rozstaje. Ja zostaję tu jeszcze na noc, a reszta ekipy rusza w drogę do domu. Zobaczymy się w następnym tygodniu.

Ledwo ostatnie polskie auto opuściło tor, a w boksach już rozkładają się słowaccy i czescy zawodnicy. W sezonie na torze niemal codziennie coś się dzieje. Jak nie motocykliści, to auta wyścigowe czy gokarty. Taki tor na pewno na siebie zarabia i nikt nie dokłada do jego prowadzenia. Dodam, że jest to obiekt prywatny. W Lublinie zabrano nam "Zemborzycką" i obiecano nowy tor. A więc panowie na wysokich stołkach: chociaż raz zróbmy coś naprawdę porządnie. Niech to będzie obiekt na poziomie europejskim, wtedy przyniesie same korzyści i zyski.

Czwartek - 5 lipca
Skok w bok - na Węgry. Budapeszt zwiedzony na odwal, bo ja już mam w głowie to, co mnie czeka jutro - park wodny Tatra-landia na Słowacji i jego zjeżdżalnie o łącznej długości około 2 kilometrów! Ale będzie jazda... Wieczorem ląduję na campingu w pobliżu aquaparku. Cena śmieszna - 6 euro. To mniej niż połowa tego, co płaciłem na poprzednich kempingach, a warunki są tu lepsze. Wieczorem prawie załatwiłem się na cacy - zatrzasnąłem w kufrze kluczyki do motocykla. Na szczęście w bocznym kufrze, z zamykaną na szyfr klapką, mam zapasowy komplet. Uff!

Piątek - 6 lipca

O 10 jestem już na basenach. Cena całodniowego pobytu nie jest duża, jeżeli weźmie się pod uwagę ilość atrakcji, jakie to miejsce oferuje. I te zjeżdżalnie... Tutaj każdy facet znowu staje się dzieckiem! Wieczorem wjeżdżam już do Polski, która wita mnie burzami z gradem. Mam wątpliwości, czy nie zawrócić i jeszcze gdzieś nie pojechać. Czas jeszcze mam, kasy też trochę jest, ale... babcia już upiekła ciasto dla wnusia, brata nie widziałem od listopada, kumple czekają z powitaniem.

Sobota - 7 lipca
Od Kraśnika jadę z przyjacielem Tomkiem, który po mnie wyjechał, bo już nie mógł się doczekać kolegi. Chwilę po godzinie 12 melduję się na placu Zamkowym, gdzie czekali na mnie rodzina, przyjaciele i Kurier Lubelski!

Niestety przyszedł czas na podsumowania. Kanior Trip Europe 2012 zamknęło się liczbą 15 600 przejechanych kilometrów, w ciągu 50 niesamowitych dni. Praktycznie cały czas towarzyszyła mi piękna pogoda i niesamowite szczęście. Spałem w przepięknych miejscach, poznałem niesamowitych ludzi, maszyna spisała się na medal (ale to już nie szczęście... to Honda!).
I co mi teraz zostało? Tylko podziękować firmom i osobom, bez których na pewno byłoby mi dużo trudniej. Po pierwsze, dziękuję rodzicom, którzy jako jedyni wsparli mnie trochę finansowo. Dziękuję Kurierowi Lubelskiemu za objęcie wyprawy pa- tronatem medialnym i zaufanie, jakim mnie gazeta obdarzyła. Dziękuję motocyklowej szkole jazdy Jednoślad za pomoc zarówno przed, jak i w trakcie wyprawy. Kłaniam się firmom: Mo-deka, Motobagaż, Brubeck, Studio Reklamy Verso. Ci, którym jestem najbardziej wdzięczny, to Lubelskie Centrum Motocyklo-we Sokół, czyli ekipa, która perfekcyjnie przygotowała mój motocykl do tak długiej wyprawy.

Dziękuję za SMS-y i wpisy na fb moim znajomym i ludziom zupełnie obcym, którzy z ciekawością śledzili moją wyprawę.
Dziękuję Wam - Czytelnicy Kuriera. Mam nadzieję, że miło spędzaliście czas na lekturze moich "wypocin".
Tomasz Kucharczyk

Wideo

Komentarze 8

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
matematyk

2500 km przez tydzień = 357 km dziennie do przejechania
jechałeś nie więcej niż 12 godzin dziennie = jazda non stop z prędkością 30 km/h przez 12 godzin (w tym podjazdy pod górki)
Gratuluje formy internetowy napinaczu!

G
Gratulacje!!!

Wszystkim "bardzo mądrym" i równie odważnym gratuluję wywnętrzania się na stronie pod artykułami. Ludzie zajmijcie się czymś pożytecznym, a skoro jesteście tacy mądrzy i to takie proste objechać samotnie Europę motocyklem to śmiało. Od pewnego czasu nie ma granic, Europa przywita chętnie wszystkich z Was którzy potrafią tylko posadzić tyłki przed komputerem i odreagować swoją życiową nudę i porażkę na kimś kto ma pomysł na siebie, swój czas i już jeżeli to zostało wspomniane to również na mądrze wydane pieniądze!!! Chłopakowi należą się ogromne gratulacje!!! Tak więc chylę czoła dla kolegi motocyklisty i życzę powodzenia w następnej wyprawie.

C
Co złego to nie ja

Co kilka dni o nim piszą i lansują go na siłę. Ileż można?
Kurierowi pomysłów na nowy artykuł brakuje?

J
Jurek

Złapać pchłe za jaja w rękawicy bokserskiej - to jest wyczyn

c
cykor

Skąd Twoja ksywka?

m
mariano

Nie miał co robić z ,,piniędzami" to se pojechał ,,w Europę" gdy by na rowerze w tym czasie objechał, tak ja Polskę objechałem w siedem dni na rowerze w 2004 roku, w sierpniu, wyszło ponad 2500 km przez tydzień, no to było by interesujące i godne podziwu, a tak na ,,motocykielu" niech jedzie dalej.

a
ale...

nie rozumiem za bardzo tej ogólnej podniety jak słyszę o kimś kto nie własnymi siłami a jakimś dupowozem (motor, samochód itp pojazdy mechaniczne) objeżdża dookoła świat ? no przepraszam ale cóż to za filozofia posadzić 4 litery i dać się przetransportować z punktu A do punktu B - calą robotę odwala przecież motor....kwestia czasu i pieniędzy na paliwo i inne niezbędne wydatki...nie chce nikomu nic umniejszac ale no nie rozumiem no ;) więcej dla mnie znaczy jak ktoś zrobi coś własnymi mięśniami (rower, bieg itp) jedyne co mogę w tym wypadku to pogratulować...sprzętu.

K
Kasia

Nie zawsze udawało mi się kupić kurier,czasami zapominałam i bardzo żałuje że nie czytałam każdego listu:( ale były naprawdę fajne.Treściwe,mało zbędnej paplaniny...szkoda że to już koniec.Pozdrawia obieżyeurpa :))))

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3