Pieniężna zagadka

Mariusz Świetlicki
Dożyliśmy czasów, gdy na globalnym rynku finansowym jest tak dużo pieniędzy, iż pożyczkodawcy zaczynają płacić za to, że ktoś chce od nich te pieniądze pożyczyć. Obligacje największych i najbardziej stabilnych gospodarek świata mają ujemne oprocentowania. Jeśli więc chcemy zainwestować nasze pieniądze pożyczając je rządowi Japonii, Niemiec czy Szwajcarii, to jeszcze musimy za to zapłacić.

Świat finansowy stanął na głowie. Takiej sytuacji w historii gospodarczej jeszcze nie było. I prawdę mówiąc jest ona na tyle zaskakująca, że nikt nie wie do czego doprowadzi. Większość analityków sądzi, że do kryzysu. Po prostu bankom centralnym zabraknie już narzędzi do dalszego pobudzania wzrostu gospodarczego. Od poprzedniego załamania rynków finansowych minęło już przeszło 10 lat. Przez cały ten okres to system bankowy wziął na siebie rolę stymulatora rozwoju. Głównym hasłem w większości krajów było tzw. luzowanie polityki pieniężnej. Co w praktyce oznaczało obniżanie stóp procentowych i kupowanie przez banki centralne obligacji, aby na rynek dostarczyć jak najwięcej pieniędzy, które miały stymulować przedsiębiorstwa do inwestycji i rozwoju, a konsumentów do zakupów. I mechanizm ten zadziałał zadziwiająco skutecznie. Nie tylko utrzymując w krajach rozwiniętych wzrost produkcji i konsumpcji, ale także nie doszło do znaczącego wzrostu cen dóbr konsumpcyjnych. Przyznam szczerze, że dla mnie jest to również duże zaskoczenie. Co najmniej od kilku lat spodziewałem się silnego impulsu inflacyjnego, który jak na razie nie nastąpił. Widocznie zglobalizowana gospodarka nie jest już tak bardzo narażona na inflację jak pojedyncze gospodarki kilkadziesiąt lat temu.

Zastrzyk pieniędzy doprowadza do wzrostu cen nieruchomości, akcji i innych aktywów, które nie są uwzględniane w koszyku dóbr konsumpcyjnych. Z kolei rewolucja technologiczna prowadzi do wzrostu wydajności produkcji i uwalnia rezerwy zwiększające konkurencję i zmniejszające presję do wzrostu cen.

Mechanizm pompowania pieniędzy na rynki przez banki centralne zaczyna się jednak wyczerpywać. Jak długo można tolerować ujemne stopy procentowe? A co z naszymi oszczędnościami, do których za chwilę również będziemy musieli dopłacać? Co z funduszami emerytalnymi, które zaczną przynosić straty i zmniejszać wypłaty emerytur? Skoro więc banki centralne przestaną być skuteczne, to kto nas uratuje przed kryzysem? A może jest on konieczny, aby poprawić strukturę gospodarki?

Proszę wziąć poprawkę na to, że te moje rozważania są jedynie publicystyką ekonomiczną opartą na doświadczeniu i tekstach, które udaje mi się przeczytać. Nie prowadzę żadnych badań, które mogłyby potwierdzić lub zaprzeczyć stawianym tezom. Być może okaże się za chwilę, że świat pójdzie w stronę, której zupełnie nie przewidywaliśmy

Kryzys klimatyczny, kryzys demograficzny?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie