Sławomir Świerzyński: W disco polo Sławomir jest póki co jest giermkiem. Nieprędko wejdzie na piedestał popularności, jaką my posiadamy

Anita Czupryn
Sławomir ŚwierzyńskiLider i wokalista zespołu Bayer Full, właściciel stadnicy.  Discopolowy zespoł założył w 1984 r. Wspierał kampanię prezydencką Waldemara Pawlaka. Sławomir Świerzyński kilkakrotnie startował z list PSL do parlamentu, bezskutecznie.
Sławomir ŚwierzyńskiLider i wokalista zespołu Bayer Full, właściciel stadnicy. Discopolowy zespoł założył w 1984 r. Wspierał kampanię prezydencką Waldemara Pawlaka. Sławomir Świerzyński kilkakrotnie startował z list PSL do parlamentu, bezskutecznie. fot. sylwia dabrowa /polska press
- Teraz Sławomir czesze rynek, a ten tort jest przecież zawsze taki sam. Jeśli Sławomir ukroi trochę dla siebie, to niektóre młode zespoły mają problemy. Ale nie takie zespoły jak Bayer Full - mówi Sławomir Świerzyński, lider zespołu Bayer Full, w rozmowie z Anitą Czupryn.

Czujesz się zdetronizowany przez Sławomira?
Absolutnie nie. Jak ten chłopak pogra jeszcze 10 lat i uda mu się napisać kolejny przebój, bo na razie o tym nie słyszę, to wtedy tak. Ale niech się stara. Gdy będzie 35 lat na scenie, tak jak ja - to życzę mu szczęścia.

Myślisz, że ludzie nie zapomnieli Twojego przeboju „Majteczki w kropeczki”?
No, nie. Ta piosenka została przebojem 25-lecia disco polo; ona wciąż jest śpiewana. Chciałbym napisać jeszcze taki przebój jak „Majteczki w kropeczki” czy „Wszyscy Polacy”. Sławomir ma dopiero jeden przebój. Życzę mu kolejnych, życzę mu ich bardzo dużo. A jeśli chodzi o detronizację to… jestem spokojny.

Do tej pory „władza” w muzyce disco polo była jasno podzielona: Zenek Martyniuk był królem, Marcin Miller, lider zespołu Boys - imperatorem, a Ty cesarzem. No i pojawił się Sławomir. Kim on jest?
Ech… Na razie to giermkiem (śmiech). Nie tak szybko wchodzi się na piedestał tej popularności, jaką my posiadamy. Sławomir stał się popularny, ale też każdy zadaje sobie pytanie: dlaczego? Przecież ta jego piosenka nie jest nie wiadomo jakim hitem.

Ta piosenka, czyli „Miłość w Zakopanem”.
To piosenka bardzo tematyczna. Wydaje mi się, że trudno byłoby ją zagrać w sylwestra w innym mieście. Na przykład w Lublinie. Publiczność powie: „Sorry, panie, tu jest Lublin”. Jak się pisze taką piosenkę, to ona powinna być taka jak: „Był raz bal na sto par. Pan wodzirej wprost szalał po sali”. Takie były kiedyś przeboje - ponadczasowe, uniwersalne. One niosły ze sobą spontaniczną radość, ale nie niosły tak skonretyzowanego przesłania. Jeśli pisze się piosenkę o pięknej dziewczynie, można napisać o blondynce, bo blondynek jest dużo, można napisać o szatynce, ale zawsze pisze się o pięknej - aby każda dziewczyna mogła się z tym tekstem utożsamić. Po niedawnej premierze naszej najnowszej piosenki „Zawsze razem” piszą do mnie, w większości mężczyźni: „Panie, nie mogę przestać słuchać tej piosenki. Panie, to jest o mnie, o mnie to jest”. A ja nawet nie znam człowieka.

Ale trafiasz w jego czuły punkt.
Trafiam. Wiem, że te nasze męskie zachowania są bardzo do siebie podobne, podobnie reagujemy. Ostatnio uczę się, że wy też macie swoją kobiecą, zbiorową świadomość. Nie jest tak, że każda kobieta jest inna. Macie podobne zachowania, podobne odzywki, podobne reakcje.

Poproszę przykład.
Najlepszym dowodem jest to, że wchodzą do łazienki dwie obce kobiety, a wychodzą już przyjaciółki. U facetów tak nie ma. No, ale choć kobieta z mężczyzna się różnią, to się wspaniale uzupełniają. Kiedy znajdzie się w piosence ten klucz, który to sprawi, że się będą uzupełniać, to możliwe, że będzie sukces.

„Miłość w Zakopanem” odniosła jednak oszałamiający sukces. Na You Tube wyświetlono ją 80 milionów razy, a są dane, które mówią już o prawie 100 milionach.
Trzeba by to podzielić przez cztery, albo pięć, aby wyszła realna liczba. Ta cała oglądalność na You Tube jest totalnie zakłamana. Kiedy słyszę, że zespoły wręczają sobie diamentowe płyty za oglądalność na You Tube, to wiem, jak to się robi. Też mógłbym sprawić, żeby cały świat mnie oglądał. Jutro możemy mieć nawet 200 milionów - żaden problem. Tylko, że to jest oszustwo.

To jak to się robi?
Płaci się pieniądze i się ma oglądalność. Wielkie mi halo. Tylko po co się oszukiwać? W ubiegły piątek wieczorem zamieściliśmy na You Tube naszą nową piosenkę, dziś ma ponad 21 tysięcy odsłon i to jest dla mnie wyznacznik, że jest dobrze, że dobrze idzie. Za rok będzie miała pół miliona - milion, a jeśli tak się stanie, to będzie znaczyło, że mam przebój. Jeżeli ktoś twierdzi, że jego piosenkę obejrzało 80 milionów, a taka gwiazda jak Smokie ma 500 tysięcy, to ja temu komuś mówię: puknij się w czoło.
Ale czasy się zmieniły - jeżeli w ciągu pierwszego tygodnia czy miesiąca piosenka nie zdobędzie fanów, to z każdym następnym miesiącem będzie jej coraz trudniej.
Nie sądzę. Patrzę z perspektywy starego żubra, jakim jestem na scenie, na estradzie. Udało mi się napisać wiele przebojów, pięć jest tak charakterystycznych, że natychmiast są kojarzone ze mną, z muzyką disco polo, czy piosenką biesiadną. Mechanizm jest taki - to, co teraz w czerwcu wydałem, to na dobrą sprawę przebojem stanie się w przyszłym roku. Piosenka musi się rozejść w krwioobiegu całego narodu.

Ponieważ najbardziej lubimy te piosenki, które dobrze znamy?
Tak. Nie dzieje się to łup cup. Piosenka staje się przebojem, kiedy w trakcie śpiewania publiczność śpiewa razem z tobą. Tak było z „Majteczki w kropeczki”, „Wszyscy Polacy”, „Blondyneczka”, czy „Moja muzyka”, wystarczy, że zaśpiewałem na koncercie i od razu podchwycili. Tak samo będzie z „Zawsze razem”. Ostatnio w Sopocie Polsat zorganizował festiwal i wygrała piosenka, która była puszczana w radiu 9 tysięcy razy. A ja jej nie słyszałem ani razu.

To na czym polega fenomen Sławomira?
Przede wszystkim jest aktorem. To bardzo inteligentny facet. Przyglądam mu się, słucham i podziwiam. Ma bardzo błyskotliwe wypowiedzi. Wstrzelił się w nurt disco polo z nowym rytmem.

Mówi się o tym rytmie rock polo.
Dobra tam. Kiedy myśmy w latach 90. śpiewali, to pojawili się Golec uOrkiestra. Jak nazwać to, co grali? Golo polo? No nie. Po prostu chłopacy znaleźli lukę, zaśpiewali „Lornetkę”, która stała się przebojem. Minęły trzy lata i pojawił się zespół Ich Troje. Też fantastyczne piosenki, fajne przeboje. Żeby była jasność - oni wszyscy nam zabierali publiczność. Nie jest tak, że to się odbywa bezboleśnie. Teraz Sławomir też czesze rynek, a ten tort jest przecież zawsze taki sam. Jeśli Sławomir ukroi trochę dla siebie, to niektóre młode zespoły mają problemy. Ale nie takie zespoły jak Bayer Full. Jak mi to powiedział kiedyś Rysiek Poznakowski: „Sławek, przez pięć lat musisz pisać hiciory, a później będziesz odcinał kupony. Bo będziesz już rozpoznawalny”.

Też chciałam zrozumieć, na czym polega fenomen Sławomira, sięgnęłam więc do internetu, okazało się, że ten temat rozpracowali już internauci i dowiedziałam się, że po pierwsze, ludzie lgną do Sławomira i Sławomir się ludziom podoba, bo choć ma dużo kasy, to ubiera się jak zwykły człowiek. Po drugie - jeździ zwyczajnym autem, golfem trójką. Po trzecie - nagrywa w miejscach naturalnych i pokazuje piękną Polskę. Jak się do tego odniesiesz?
Chyba musiał długo mnie oglądać. Zawsze nagrywam teledyski w Polsce, zanim nie zaczęła się przygoda w Chinach, ale uważam, że powinno się pokazywać Polskę, bo ona jest przepiękna. Jeżdżę tylko fiatami. Bardzo mi się podobają, zmieniam co trzy-cztery lata i sprawa załatwiona. Ubieram się, jak widać, nie mam na sobie żadnych ekstrawagancji. Moją jedyną ekstrawagancją jest hodowla koni, powozy. Ale to kocham, to moja pasja. Sławomir jest osobą zwyczajną-nadzwyczajną. Znam akustyków, którzy go nagłaśniali i wiem, że potrafi dobrze poprowadzić koncert. Ma przygotowanie estradowe i doskonale daje sobie radę. Jak to w rzeczywistości wygląda - nie wiem, bo nie widziałem. Ale jak ktoś nie potrafi śpiewać, jak na przykład pan Tomasz Karolak, który rwie się do śpiewania, to nic nie pomoże. I nie mówię tego złośliwie, ale stwierdzam fakt. Z zawodu jestem stroicielem. Ostatni występ pani Geppert w Opolu oceniam poniżej zera. Wszystko sfałszowała. Każdy dźwięk. Czym to było spowodowane - nie wiem. Oceniam tylko czystość dźwięku. Alicja Majewska zaśpiewała genialnie. A panie są w podobnym wieku. Dlaczego tak się stało? Wykonanie Edyty Geppert kocham, tak ekspresyjne, tak cudowne. Było. Teraz słuchałem i pomyślałem, że coś się chyba wydarzyło. Wystarczy mieć katar i już się będzie źle śpiewało. A ze Sławomirem - poczekajmy. Jedna piosenka to jest dopiero punkt na mapie. Dopiero druga robi jakiś wektor i pokazuje kierunek, w którą stronę to pójdzie. „Ty mała znów zarosłaś” to piosenka, która jednych oburza, a kobiety wprost mówią, że jest chamska. Sławomir twierdzi, że to jest o koszeniu trawnika, one uważają, że on co innego ma na myśli.
A co sądzisz o „Ni mom hektara”?
Wszystko to jest takie… pastiszowate. „Niby pastisz, niby nie robię tego poważnie, wiecie”, ale ludzie traktują go poważnie. Jak Kukiza, który kiedyś zaśpiewał (Sławomir Świerzyński śpiewa): „Mam hacjendę w słonecznym Teksasie, Matka Boska pilnuje mych drzwi”. To był chyba 1992 rok i wszyscy chcieli słuchać takie piosenki, podeszli bardzo poważnie. A on sobie z tego zrobił muzyczny żart, bo potem było ostre granie. Kobity kupiły kasety i się przestraszyły, matko jedyna, diabła kupiły, czy co?

Jeśli wspomniałeś o Matce Boskiej, to Bayer Full też poszedł w tę stronę - piosenki religijnej.
Cały czas, oczywiście, że tak. Każdy koncert rozpoczynam piosenką religijną, zawsze śpiewamy „Wspaniałą Matkę”, dla Matki Bożej, za to, że szczęśliwie dojechaliśmy, że się możemy cieszyć z publicznością. Jestem osobą wierząca i praktykującą, ale kiedyś, podczas koncertu miałem taką myśl i sam sobie zadałem pytanie: „Po co ja to śpiewam, wciąż z tą piosenką wychodzę”. Po koncercie przychodzi człowiek i mówi: „Panie Sławku, wszystkie piosenki były piękne, ale o Wspaniałej Matce najpiękniejsza”. Koniec tematu. Odpowiedź została udzielona natychmiast (śmiech).

Sławomir wniósł coś nowego do disco polo?
No, właśnie nie. Nie wniósł nic nowego. Mówią, że gra na żywo, że coś tam. OK. My, jako Bayer Full wszystko śpiewamy na żywo. Sześć głosów na scenie, wszystkie na żywo i może to potwierdzić każdy akustyk w Polsce. Sławomir nie potrząsnął…

… nowości kwiatem?
Nie nie, nic takiego, o czym można by powiedzieć, że coś się wydarzyło. Przeciwnie. Uważam, że dość infantylnie jest to jego przywitanie: „Czeeeść, tu Sławomir, idę do was”! To takie… białe skarpetki. Niby Michael Jackson, niby Blues Brothers może, nie wiadomo o co chodzi. My, wykonawcy tego nie lubimy, żeby w ten sposób się pokazywać. Dla nas jest to ośmieszanie naszej publiczności. Na tym punkcie wszyscy wykonawcy i twórcy disco polo jesteśmy bardzo wrażliwi. Czy Sławomir się ostanie? Myślę, że się nie ostanie. Jeśli telewizja publiczna nie będzie go trzymać, to trzy lata to jest maks. Podobna sytuacja była z zespołem Weekend. Fantastyczny przebój „Ona tańczy dla mnie” i co? Pięć lat ciszy. Sławomira na razie trzyma telewizja i puszcza jego teledyski.

Zenkowi Martyniukowi też pomogło, kiedy prezes TVP Jacek Kurski zaśpiewał z nim „Przez twe oczy zielone”.
Umówmy się: my jesteśmy uzależnieni od telewizji. Cała moja zabawa w politykę też była spowodowana tym, żeby o mnie mówiono. Bo jak mówiono o disco polo, to tylko źle. Jak zacząłem kandydować, to ludzie zobaczyli, że może ten facet ma coś do powiedzenia. Niestety, do tej pory nikt mnie nie słucha. Pokazuję detale, które natychmiast można zmienić w polskim życiu narodowym, ale ci durni politycy w ogóle mnie nie słuchają. Wiedzą swoje. Nareszcie zaczęło być głośno o tym, że emerytury powinny być bez podatku. To jest mój pomysł! Podpięli się pod niego inni ludzie. Następny mój pomysł, to wypłata pensji brutto. Wyobrażasz sobie, ile by wpłynęło pieniędzy na rynek? Przecież nas okradziono z kosztów pracy. Teraz partia rządząca mówi o tym, że powinny być emerytury dla kobiet, które wychowały wiele dzieci. Zajrzyjcie w moje programy, tam jak byk było napisane: „Wychowałaś czwórkę dzieci, w wieku 50 lat, idziesz na emeryturę”.

Myślałam, że Twoja przygoda z polityką skończyła się raz i dobrze. Myślisz o powrocie?
Nie, mam już za dużo lat.

57. Najlepszy czas na politykę.
Ale na wnuki też. Mam pięcioro wnuków, za chwilę urodzi mi się szósta wnuczka, pierwsza dziewczynka. Nimi się chce nacieszyć. To dla mnie wielki dar. Jadę sobie ostatnio z najstarszym synem zaprzęgiem konnym, popijam piwo i mówię: „Sebastian, jestem mężczyzną spełnionym. To co miałem zarobić - zarobiłem, to co miałem oddać państwu w podatkach, kredytach - oddałem”. Mam fantastyczną rodzinę, szczęśliwą. Wszystkie dzieci powychodziły za mąż, pożeniły się. Mam wnuczęta. Żona mnie kocha, chyba (śmiech). Spotykam się z przyjaciółmi, którzy mają podobny status jak ja. Wczoraj jeździliśmy i zapraszaliśmy na pięćdziesiątkę mojej żony. Wróciliśmy o północy szczęśliwi i radośni, bo wszędzie nas gościli. Czego jeszcze można chcieć?

Czuję jednak, że kręci Cię ta polityka.
Jestem konkretny, prawicowy facet. Polska mnie kręci, w Polsce jestem rozkochany. Dla mnie już trzy tygodnie poza Polską to jest katorga. Chciałbym, żeby ludzie, którzy idą do polityki, wiedzieli, po co tam idą, a nie dla kasy, dla układów, dla jeszcze czegoś innego. To mi się nie podoba. Podaj człowieku konkretny program, a nie tylko hasła: „Żeby wam się dobrze działo”.
Jak dziś wygląda Twój status cesarza disco polo i Twoja chińska przygoda?
Posłem się bywa, a cesarzem się jest. Chińczycy cały czas traktują mnie jak syna cara. Jestem po rozmowach z przedstawicielami ambasady chińskiej w Polsce, czekam na wyznaczenie daty kolejnego spotkania. Potem będzie rewizyta całego korpusu dyplomatycznego w moim gospodarstwie. W lutym-marcu przyszłego roku znów planujemy wylot do Chin. Dla telewizji Puls nagrywam odcinki z moich podróży; teraz planujemy nagrać południowe Chiny i Tybet. Ale równocześnie rozpoczęliśmy rozmowy z ambasadą Australii i Nowej Zelandii. Słowem, szykuje nam się 3-miesięczny wyjazd i trasa koncertowa, i nad tym pracujemy. Nie wiem jak przeżyję te trzy miesiące poza Polską.

Zarobiłeś w Chinach?
Cały czas zarabiam. Cały czas stamtąd kapie. A że kranik u nich jest trochę inny, niż u nas, to kapie dobrze.

Jak patrzysz dziś na disco polo? Myślisz, że w jego popularyzacji pomogła zmiana władzy w Polsce?
Disco polo w Polsce w ogóle powstało dzięki zmianie. W 1989 roku, jak się zaczął wolny rynek, w końcu można było zacząć nagrywać kasety. Wcześniej szło to z rozdzielnika, Stilon Gorzów, który produkował kasety i taśmy albo dał rozdzielnik, albo nie. To była pierwsza zmiana. Kolejne zmiany były polityczne: jedni politycy chcieli disco polo, inni nie chcieli. Jedyny Waldek Pawlak, który powiedział, że się nie wstydzi disco polo, no i prezydent Aleksander Kwaśniewski zauważył, że na disco polo można zbić kapitał polityczny i zespół Top One śpiewał dla niego piosenkę, dzięki czemu prawdopodobnie ileś punktów pan prezydent dostał. Ale przez ostatnich osiem lat władzy PO z PSL, mimo tego że wiceprezesem TVP był mój kolega z PSL, to disco polo w publicznej telewizji w ogóle nie istniało.

Marian Zalewski.
Nieważne nazwiska. W każdym razie na disco polo było całkowite embargo. A mnie traktowano tak, jakby chciano oblać mnie wrzątkiem. Kiedy nadeszła obecna zmiana, to Kurski powiedział: „Stop z tą hipokryzją. Jak ludzie chcą disco polo, to trzeba puszczać”. Pierwszą imprezą było 25-lecie disco polo, gdzie po raz pierwszy telewizja publiczna pokazała nas jako wykonawców na scenie i myślę, że się z tego powodu nie zawiodła. W tym roku jednak prezydent Opola zakazał disco polo na festiwalu w Opolu, bo zgłaszaliśmy nasze piosenki. Uważam, że nasza piosenka pod tytułem „Biało-czerwona” jest bardziej nośna niż te, które zgłoszono. No, ale uznano, że disco polo jest be i do widzenia. Dopóki polityka będzie się mieszała w gusta muzyczne ludzi, to nigdy nie będzie dobrze.

Czy disco polo ma szanse rozwoju?
Jeśli wejdzie w to telewizja publiczna, to jest na to szansa. Telewizja publiczna ma inne standardy i ma wymagania. Są reżyserzy, którzy nie tylko patrzą na to, czy coś jest ładne, ale musi mieć jeszcze to coś i tego czegoś będą wymagali od wykonawców. Mnie uczyła Ela Protakiewicz, telewizyjna pani reżyser. Mówiła: „Sławek, to się tak nie da, że ty sobie po prostu wyjdziesz na scenę i sobie po niej przejdziesz. Trzeba zrobić to w taki i taki sposób”. I w tym też tkwi sukces Sławomira - on jest przygotowany aktorsko. On wie, gdzie są oddechy, na co patrzeć, na co spojrzeć. Ja - po kursach polityczno-socjologicznych też jestem do tego przygotowany. Wiem, za które sznureczki pociągnąć, żeby publiczność zaczęła się dobrze bawić. Zespół, który nagra jeden przebój i wydaje mu się, że już jest popularny, nie wie, że przed nim jest jeszcze Wielki Kanion Colorado. A najgorsze jest to, że 95 procent wykonawców disco polo nie potrafi śpiewać. Zawsze jest włączony playback. Tymczasem Bayer Full wykonuje koncerty na żywo.

Jakie wartości Twoim zdaniem niesie muzyka disco polo?
Przede wszystkim radość. To przesłanie pozytywnej energii. Disco polo sprawia, że zapominamy o codzienności, zapominamy o smutku, ale też daje możliwość poznania drugiej osoby. Disco polo to przede wszystkim piosenka taneczna. Jeśli uda nam się w jej treści przekazać jeszcze jakąś myśl, co nie jest łatwe - mamy na to tylko trzy minuty, w tym trzy takie same refreny i dwie zwrotki. W tych zwrotkach trzeba zawrzeć takie emocje, które trafią do ludzi, które będą chcieli powtarzać. Myślę, że w naszej najnowszej piosence „Zawsze razem” takie emocje są. Wziąłem długopis i zapisałem: „To dla dwojga piosenkę tę piszę, on był sam, ona była lecz z kimś. Gdy całował, o jednym myślała, że bez niego nie może już żyć”. Sztuka pisania piosenek disco polo jest cholernie trudna. Chodzi o to, żeby napisać z pozoru banalny tekst, łatwy, wpadający w pamięć natychmiast.
Pięć lat temu powiedziałeś mi, że wszystko już w Polsce osiągnąłeś. Jest coś jeszcze, co chciałbyś osiągnąć?
Kiedy w ubiegłym roku zaczęła się zadyma z Opolem, która była ewidentnie polityczna, to ja już wtedy pisałem do pana Jacka Kurskiego - cały czas jesteśmy na „pan”, że dobrze by było, gdyby disco polo pojawiło się w Opolu. Na Twitterze do siebie piszemy. Odpowiedział: „Nie da rady”. Ale poproszono mnie, abym wystąpił na rzecz poburzan po tej wichurze, jaka przeszła koło Bydgoszczy. W Kielcach zorganizowano koncert charytatywny. Mój zespół pojechał zagrać koncert koło Torunia, a ja sam do Kielc. Usłyszeli mnie i zobaczyli, że to disco polo to nie taki diabeł straszny, jak do malują, że facet wie o co chodzi, ba, ma też trochę głosu i śpiewa. Poznałem tam producentów, którzy pracują przy tego typu imprezach. Zapytali, czy bym nie miał pomysłu na jakąś imprezę, jakiś festiwal. Powiedziałem: „Mam”. Od 20 lat leży u mnie regulamin festiwalu polskiej piosenki tanecznej. Wróciłem do domu, ściągnąłem ten plik i wysłałem do producentów, do Kurskiego, do TVP. Chwycili. 2 tygodnie później była już podpisana umowa z prezydentem Kielc, że będzie się tam odbywał międzynarodowy festiwal piosenki tanecznej. 7-8 września. Wysłałem swoje propozycje - 15 zespołów, które śpiewają disco polo i inne, które śpiewają piosenkę taneczną. Telewizja wszystkie inne zespoły wy...gumkowała, zostawiła tylko discopolowe. A kiedy zobaczyłem listę wykonawców zagranicznych, które miałyby zaśpiewać na drugi dzień, to się przestraszyłem. Pomyślałem: „Oj, to będzie rywalizacja”. To jest dla mnie teraz najważniejsze, aby ten festiwal zaczął się odbywać cyklicznie. Wiem, że to będzie niewyobrażalny sukces, jeśli chodzi o oglądalność. Co jeszcze bym chciał? W przyszłym roku będzie 35-lecie Bayer Full. Mam już potwierdzone i mogę to zdradzić, że w telewizji publicznej odbędzie się nasz recital.

Wierzysz w to, że disco polo trafi na salony?
W Polsce zawsze była muzyka plebejska i dworska. I tak musi po prostu być. Te granice się czasem zacierają, bo myśmy grali przecież dla większości głów koronowanych w Europie. Graliśmy dla polskiego ziemiaństwa. Mamy duże spectrum repertuarowe i potrafimy się odnaleźć w każdej sytuacji. Ale samo disco polo, w swoich rytmach, nie ma szans, aby pojawiło się na salonach.

POLECAMY:

Flesz: Wegańskie ubrania. Made in Poland

Wideo

Materiał oryginalny: Sławomir Świerzyński: W disco polo Sławomir jest póki co jest giermkiem. Nieprędko wejdzie na piedestał popularności, jaką my posiadamy - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 5

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jazz

Świerzy zjedz snikersa

M
Madoff

To muzyka DLA polskich prostakow

i
ixi

Ewidentnie zazdrości sukcesu Sławomirowi. Wszystko mu w nim przeszkadza...

:)

Zazdrość bardzo brzydka cecha. Nie ładnie. Ten „giermek” SŁAWOMIR osiągnął dużo więcej w ciągu dwóch lat niż nie jeden pajac w przeciągu 35. Czasy majteczek w kropeczki skończyły się bezpowrotnie, czas najwyższy się z tym pogodzić.

P
Piękny

Kto to Bayer Full?Tylko poważne odpowiedzi proszę.

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3