Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Sowieckie łagry NKWD w rejonie Borowicz. Trafiali do nich żołnierze AK, NSZ i BCh. Wśród nich znalazł się obrońca Westerplatte z 1939 roku

Marcin Krzysztofik, IPN Lublin
IPN Lublin
Sowieckie łagry NKWD w rejonie Borowicz. Trafiali do nich żołnierze AK, NSZ i BCh. Wśród nich znalazł się obrońca Westerplatte z 1939 roku.

Powstający w lipcu 1944 r. komunistyczny pseudo-rząd, którym był Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN), nie miał realnego poparcia społecznego. Jego funkcjonowanie nie byłoby możliwe, gdyby nie siejące terror działania sowieckiego i rodzimego aparatu bezpieczeństwa. Więzienia i areszty, jeszcze niedawno wykorzystywane przez Niemców, stawały się z powrotem miejscem kaźni polskich patriotów. Część z nich została wywieziona w listopadzie 1944 r. do łagrów w rejonie Borowicz, skąd nie wszystkim dane było powrócić do Polski.

Zgodnie z decyzją podjętą przez Józefa Stalina, 21 lipca 1944 r. w Moskwie powstał Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN), który miał sprawować władzę w Polsce i być gwarantem całkowitej uległości wobec Związku Sowieckiego. Powstanie tego pseudo-rządu było krokiem do przejęcia pełnej władzy w Polsce przez komunistów, pomimo że na emigracji w Londynie działał legalny rząd Polski.

Wbrew powielanemu przez lata kłamstwu, przedstawiciele PKWN pojawili się w Chełmie dopiero 27 lipca 1944 r., a nie 22 lipca, po wcześniejszym podpisaniu porozumień w Moskwie z władzami sowieckimi. Pierwsze z nich stanowiło o zrzeczeniu się przez PKWN na rzecz Związku Sowieckiego polskich Kresów Wschodnich, wchodzących w skład państwa polskiego przed wybuchem II wojny światowej.

Drugie porozumienie oddawało pod jurysdykcję sowiecką polską ludność w strefie (bliżej nieokreślonej) działań frontowych. Stworzyło to możliwość stosowania represji wobec żołnierzy podziemia, ale również cywili przez władze sowieckie. Jak się szybko okazało, było to skwapliwie wykorzystywane przez Sowietów.

Nowa komunistyczna władza nie miała żadnego poparcia w polskim społeczeństwie. Również komunistyczne oddziały partyzanckie w postaci Armii Ludowej (AK) nie stanowiły realnej siły, zestawiając ją z Armią Krajową (AK), Batalionami Chłopskimi (BCh) czy też Narodowymi Siłami Zbrojnymi (NSZ). Utrzymanie się komunistów przy władzy nie byłoby możliwe, gdyby nie obecność na ziemiach polskich wojsk armii sowieckiej oraz działalność sowieckiego, ale i również rodzimego aparatu bezpieczeństwa. Na Lubelszczyźnie został powielony scenariusz, który był wcześniej realizowany na Kresach Wschodnich. Oddziały AK biorące udział w Akcji „Burza”, były rozbrajane, a ujawniające się struktury Polskiego Państwa Podziemnego likwidowane. Natomiast ludzi stojących na ich czele i w nich działających Sowiecki aresztowali.. Tak stało się w końcu lipca 1944 r. m.in. z komendantem Okręgu Lublin AK gen. Kazimierzem Tumidajskim ps. „Marcin” oraz Delegatem Rządu na województwo lubelskie Władysławem Cholewą.

Funkcjonariusze sowieckiego NKWD i Smierszu, jak również powstającego rodzimego Urzędu Bezpieczeństwa (UB), prowadzili masowe aresztowania żołnierzy AK, BCh czy NSZ. Trafiali oni do tych samych aresztów i więzień, w których do niedawna Niemcy bestialsko torturowali i mordowali ich kolegów. Już na początku sierpnia 1944 r. w obozie na Majdanku osadzono rozbrajanych żołnierzy AK. Drugi symbol niemieckich zbrodni w Lublinie – Więzienie na Zamku – stał się pod koniec września 1944 r. z powrotem miejscem kaźni polskich patriotów. Aresztowani przechodzili brutalne śledztwa prowadzone najpierw przez funkcjonariuszy NKWD, a później UB, by docelowo stanąć przed przez Wojskowym Sądem Garnizonowym w Lublinie.

Znaczna część osadzonych w komunistycznych aresztach i więzieniach nie została osądzona, ponieważ władze sowieckie wespół z PKWN podjęły decyzje o ich deportowaniu w głąb Związku Sowieckiego. Nie było to niczym nowym, biorąc pod uwagę, że jeszcze w pod koniec sierpnia 1944 r. do obozów w rejonie Riazania wywieziono blisko 300 żołnierzy AK więzionych uprzednio w obozie na Majdanku.

W listopadzie 1944 r. skierowano do łagrów 4 transporty kolejowe. Pierwszy z nich, 12 listopada wyruszył z Sokołowa Podlaskiego i znalazło się w nim 1253 więźniów. Kolejny z blisko 900 osadzonymi został odprawiony 18 listopada z bocznicy kolejowej na Nowym Świecie w Lublinie.. Część z nich wcześniej przebywała w Więzieniu na Zamku w Lublinie. Ich wyjazd w dokumentacji więziennej został oznaczony wpisem o zwolnieniu z dopiskiem litery „d” – co oznaczało deportację.

Trzeci transport wyruszył z Przemyśla 23 listopada, a ostatni ponownie z Sokołowa Podlaskiego (30 listopada 1944 r.) Łącznie deportowanych zostało 4893 osób. Wszyscy trafili do zespołu łagrów nr 270 w rejonie Borowicz (ok. 400 km w kierunku północno-zachodnim od Moskwy). Wśród więźniów były kobiety, zdarzały się niejednokrotnie przypadki wywózki kilku członków rodzin, jak również kilkunastu czy kilkudziesięciu osób wywiezionych z tych samych miejscowości.

Jednym z deportowanych był pochodzący spod Pińczowa Władysław Baran, przedwojenny żołnierz 2. pułku piechoty Legionów, który w marcu 1939 r. został skierowany do Wojskowej Placówki Tranzytowej na Westerplatte w Gdańsku. W trakcie walk w obronie Westerplatte był dowódcą karabinów maszynowych Placówki „Prom”, a następnie Wartowni nr 3. Po kapitulacji trafił do obozu jenieckiego, skąd udało mu się uciec w 1942 r. Po dotarciu w rodzinne strony wstąpił w szeregi AK, przyjmując pseudonim „Uparty”. Jesienią 1944 r. został zatrzymany przez NKWD w rejonie Sandomierza i trafił do podobozu Borowicz w Szybotowie. Tam podtrzymywał na duchu współosadzonych, m.in. dzieląc się z nimi swoimi wspomnieniami z obrony Westerplatte. Do rządzonej przez komunistów Polski powrócił 14 listopada 1947 r. Zmarł w sierpniu 1976 r.

Polacy wywiezieni w rejon Borowicz formalnie nie byli więźniami, nie zostali nigdy skazani – posiadali jednak szczególny status internowanych. Wszyscy byli zmuszani do ciężkiej pracy przy budowie i eksploatacji kopalni, wyrębie lasu, wydobyciu torfu itp. Równie trudne i dramatyczne były warunki bytowania. Deportowani nie dysponowali ciepłą odzieżą, racje żywnościowe były minimalne, nie mieli również właściwej opieki medycznej. W efekcie była duża śmiertelność wśród osadzonych. Łącznie zmarło w łagrach w rejonie Borowicz 651 więźniów. Od wiosny 1946 r. władze sowieckie rozpoczęły stopniowe zwalnianie zatrzymanych.

od 7 lat
Wideo

iPolitycznie - Radosław Fogiel

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski