MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Te ruiny przypominają dawne, zapomniane zamczysko. W Hamerni na Roztoczu działała jednak papiernia

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Wybudowano ją w 1729 r. w miejscowości Hamernia niedaleko Józefowa na Roztoczu. W pierwszej połowie XIX w. wytwarzano tam 80 proc, papieru produkowanego w całym regionie lubelskim. Dzisiaj zakład jest tylko malowniczą ruiną. Można ją oglądać w rezerwacie przyrody „Czartowe pole”.

Papier był luksusem

W drugiej połowie XVI w. liczba polskich papierni wzrosła. Powstały m.in. w Balicach, Prądniku, Rakowie, Brzuchowicach, Lublinie, Wilnie i Busku. Należały do biskupów, klasztorów, czasami zakładała je także szlachta.

Jednak papier nadal był luksusem. W 1535 r. w Krakowie za każdą jego ryzę płacono od 22 do 34 srebrnych groszy, podczas gdy na początku XVI w. dniówka wykwalifikowanego robotnika wynosiła 1,5 grosza. A potrzeby rosły, także na Zamojszczyźnie.

Papiernia Zamoyskich

W Zamościu drukarnię założono w 1590 r. Stanowiła ona jeden z „wydziałów” naukowej działalności Akademii Zamojskiej. Jak wyliczył Kazimierz Kowalczyk w książce pt. „Rzemiosło Zamościa 1580–1821” do roku 1800 opublikowano tam ponad 800 znanych dzisiaj tytułów. Papier sprowadzano tam początkowo z Lublina i Krzeszowic, a w XVII w. — z Krakowa, Włocławka i Rakowa.

W 1729 r. Zamoyscy wybudowali jednak ordynacką papiernię w miejscowości Hamernia niedaleko Józefowa. Oddano ją w dzierżawę.

Drukowy, stemplowy, pakowy

Początkowo produkcją papieru zajmował się tam niejaki Lejbuś Kahan, a w latach 1822–1828 Żyd Cala Wax. Założył on też w Józefowie drukarnię hebrajskich książek, w której wykorzystywano ponad 100 ryz papieru miesięcznie. Była to jedna trzecia produkcji całej ordynackiej papierni.

Po śmierci Waxa w 1828 r. zakład przejęli jego synowie: Szaja i Abraham. W spółkę z nimi wszedł także niejaki Szmul Segelman, przedsiębiorca z pobliskiego Józefowa. To był dobry czas dla zakładu.

W papierni wytwarzano dziewięć gatunków wyrobów papierniczych. Był to papier stemplowy, drukowy, pakowy, pocztowy, bibuła, tektura oraz tzw. median. Roczna produkcja zakładu sięgała 4000 ryz papieru i podobno stanowiła 80 proc. łącznej produkcji papieru w całym regionie lubelskim.

Majstrowie i szmaciarze

Jak wyglądała praca w ordynackiej papierni? Na szczycie hierarchii, oczywiście oprócz właścicieli i dzierżawców, stali majstrowie, którzy dobrze znali się na produkcji poszczególnych wyrobów papierniczych. Byli to najczęściej Niemcy, m.in. Kristian Lade, Frierdich Burghard i Fredrich Ludwig. Jednak w archiwach zachowało się także nazwisko majstra o nazwisku Noble, który pochodził z Anglii.

Majstrów wspierał personel pomocniczy — parobkowie i dziewki do rąbania szmat, którzy zarabiali grosze, oraz tzw. szmaciarze.

Rozdrabnianie w holendrach

Produkcja papieru w zamojskiej papierni opierała się wówczas na zbieranych z całej okolicy szmatach. Zajmowały się tym całe klany, nie tylko z okolic Józefowa i Hamerni. Zbieraniem szmat zajmowali się także miejscowi Żydzi.

Szmaty były w papierni prane, rozdrabniane w tzw. holendrach, a potem rozgotowywano je w wodzie. W ten sposób powstawała zawiesina, do której dodawano kleju (najlepszy wytwarzano z nóżek baranich). Wlewano ją na wykonane z drutu sita. Potem trafiały pod prasę, a następnie do klientów.

Ten papier trafiał m.in. do biur ordynackich. Jego ważnymi odbiorcami były też Towarzystwo Dobroczynności, które sprzedawało go w lubelskich sklepach, Rząd Gubernialny Lubelski oraz cukrownie i tzw. zakłady tabaczne w Lublinie, Warszawie, Szczebrzeszynie, Józefowie oraz oczywiście w Zamościu.

Powódź, potem pożar

W 1883 r. papiernia ordynacka składała się z głównego murowanego budynku oraz kilku mniejszych. Zostały one w tym czasie przejęte przez zarząd Ordynacji, który przeprowadził ich kompleksowe remonty. Jednak w 1884 r. odnowioną papiernię znowu przekazano w dzierżawę, najpierw Anglikowi Kadsleyowi, a potem niejakiemu Stanisławowi Plewczyńskiemu. Na początku lat 40. XIX w. zalała ją powódź, a potem strawił pożar. Została odbudowana i wyposażona na nowo.

W 1849 r. dolinę, w której znajdowała się papiernia, ponownie nawiedziła powódź. W efekcie dzierżawca Plewczyński zbankrutował. Papiernię przejęła wówczas spółka Goldman i Gerympter. Nowi dzierżawcy kupili w Berlinie specjalne maszyny za ponad 200 tys. zł i postanowili przestawić się na produkcję maszynową.

Czy pomysł się powiódł? Trudno powiedzieć. W każdym razie w 1864 r. papiernia była już w rękach Żyda o nazwisku Urlych, a potem jego spadkobierców. Zamontowano tam wówczas maszyny: parową oraz do suszenia papieru. W zakładzie zainstalowano także tzw. kalander. Tym urządzeniem papier prasowano, a potem nadawano mu odpowiedni połysk.

Malownicze ruiny

W maju 1883 r. w papierni wybuchł potężny pożar, który strawił niemal wszystkie urządzenia i budynki. W tej sytuacji ostatecznie zrezygnowano z produkcji. Główny budynek przekazano józefowskiemu leśnictwu. Po funkcjonującej przez wiele dziesięcioleci papierni pozostały malownicze ruiny.

Można je oglądać w rezerwacie Czartowe Pole. Jest często odwiedzany przez turystów. Ruiny papierni są jedną z miejscowych atrakcji.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Policja radzi jak zaplanować podróż

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski