Zbrodnie sprzed lat: Świętowali wigilię i zamordowali. Zwłoki zakopali na polu

Agnieszka Kasperska
sxc.hu
Udostępnij:
Była Wigilia 1994 roku. Czterej mieszkańcy wsi Zawadowice zasiedli do świątecznej wieczerzy w swoich domach. Potem, gdy żony poszły na pasterkę, postanowili zorganizować sobie alternatywne, mocno zakrapiane święta.

Najpierw do Antoniego W. przyszedł Andrzej Z. Potem dołączył do nich Marian K. Połamali się opłatkiem, a na stole, obok śledzi, pojawiło się coś mocniejszego. W miarę wznoszenia kolejnych toastów atmosfera stawała się coraz bardziej nieprzyjemna.

Wreszcie wybuchła karczemna awantura. Goście zaczęli się szamotać. Przewrócili się. Wtedy - jak wynika z akt sprawy - Antoni W. sięgnął po stojącą obok pieca siekierkę i zadał Andrzejowi Z. dwa ciosy obuchem. Celował w głowę. Mężczyzna zmarł.
Jego "koledzy" siedli przystole, by wypić kilka głębszych. Zastanawiali się, co zrobić. Żaden nie zaproponował, żeby wezwać pogotowie ratunkowe, czy policję. Zamiast tego biesiadnicy zdecydowali o przeniesieniu zwłok do komórki na węgiel, żeby nie leżały "na widoku".

Potem wrócili, by dopić alkohol. Przy kolejnych butelkach spędzili wiele godzin debatując przy tym, co robić ze zwłokami. W komórce zostać nie mogły, bo ktoś mógł je znaleźć. Dopiero późnym wieczorem w pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia postanowili przenieść je do kurnika Mariana K. Tam miał nikt nie zaglądać.

Kiedy najpierw rodzina, a potem także policja zaczęli szukać Antoniego W., mężczyźni przyznali, że pili z zaginionym, ale potem wyszedł odnich i słuch po nim zaginął. Nikt nie podejrzewał, że nie mówią prawdy. Wszystkim wydawało się, że Antoni W. był ich dobrym znajomym. Osobą, której nie chcieliby skrzywdzić.

Mijały kolejne miesiące. Marian K. zaczął naciskać, żeby zabrać rozkładające się już zwłoki z jego kurnika. Bał się, że smród rozkładającego się ciała wzbudzi zainteresowanie sąsiadów. Późną wiosną przenieśli zwłoki na pole sąsiada. Ukryli je w zagłębieniu terenu i zasypali ziemią.

Zbrodnia wydała się jesienią, kiedy zwierzęta rozkopały prowizoryczną mogiłę i rozniosły kości Antoniego W. po okolicznych podwórkach. Pozostałe fragmenty ciała znalazł sąsiad, spacerujący po swoim polu. Mimo daleko posuniętego rozkładu, nikt nie miał wątpliwości, że to zwłoki Antoniego W. Rozpoznano je po ubraniu i opatrunku gipsowym na nodze.

13 lutego 1995 roku Sąd Wojewódzki w Lublinie skazał Antoniego W. na piętnaście lat pozbawienia wolności. Mariana K., za pomoc w ukrywaniu zbrodni, skazano na 5 lat więzienia. Na dwa lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata sąd skazał żonę Mariana K., Bogumiłę K.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

l
lucyper
No wlasnie,to wiedza wszyscy a gdzie jest bog na glowce szpilki? Wymyslono cos czego niema,bo mialby wszystkicj w d****?
b
belfer.....
,,buk'' ośle przeważnie jest w lesie.....
l
lucyper
Typowe katolickie swietowanie a gdzie byl buk
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie