Nieruchomości w Lublinie: Ceny mieszkań na rynkach wyrównane

Piotr Nowak
Anna Kurkiewicz/archiwum
Udostępnij:
Ceny mieszkań na rynku wtórnym i pierwotnym się wyrównują. Metr kw. kosztuje ok. 5 tys. zł.

Dokładnie 5073 zł za metr kwadratowy mieszkania na rynku wtórnym i 5082 zł za lokal w nowym bloku. Tak kształtowały się średnie ceny za lokale w Lublinie w sierpniu tego roku. Dane na ten temat zostały udostępnione portalowi Bankier.pl przez serwis ogłoszeniowy Otodom.pl. Różnica w wysokości 9 zł może ułatwić decyzję o zakupie własnego M.

- Od dłuższego czasu szukam nowego mieszkania dla swojej rodziny. Obecne chcę zastąpić większym. Sprawę chcę sfinalizować jeszcze w tym roku - mówi Mariusz z Lublina. Przyznaje, że ceny zachęcają, żeby zainwestować w nowe mieszkanie. - Faktycznie, wystarczy trochę dołożyć i zamiast na rynku wtórnym można kupić lokal w całkiem nowym budynku.

Takie zrównanie cen to ogólnopolski ewenement, bo w największych miastach różnice zwykle są większe. Na przykład w Katowicach nowe mieszkanie jest o ok. 700 zł za metr droższe niż używane. W Warszawie lokal, który sprzedaje pierwotny właściciel, wyprzedza nowy budynek o średnio 400 zł. W Łodzi różnica jest jeszcze większa i przekracza 1200 zł. Bliższe lubelskich standardów są takie miasta, jak Kraków, Wrocław i Gdańsk, ale nawet tam dysproporcje są większe.

Jak wytłumaczyć zrównanie cen w Lublinie? - Niektórzy uważają, że kiedyś budowano lepiej niż teraz i w niektórych przypadkach mają rację. Dlatego starsze budynki nadal cieszą się dużym zainteresowaniem - twierdzi szef lubelskiej firmy zajmującej się zarządzaniem i handlem nieruchomościami. Co więcej, starsze mieszkanie może być droższe od nowego.

- Jeden z klientów kupił przed paroma laty lokal na Czubach w bloku z lat 90. Wtedy zapłacił za nie 4,5 tys. zł za metr. Wyremontował je zgodnie z nową modą i sprzedał po 5,5 tys. za metr. Nie jest to nic nadzwyczajnego, bo mieszkania akurat w tej dzielnicy są obecnie szczególnie poszukiwane - przyznaje Wioleta Budka, doradca finansowy, zajmująca się głównie kredytami na mieszkania.

Na LSM i Czubach za metr kwadratowy trzeba zapłacić co najmniej 5 tys. zł. Najdrożej jest w centrum, gdzie nowych bloków jest najmniej. Tutaj ceny wahają się od 6,5 tys. do 7,2 tys. zł za metr kwadratowy. Ponad 6 tys. zł oczekują od klientów sprzedawcy nieruchomości położonych przy ul. Chodźki. Tańsze są mieszkania na Tatarach, Kalinowszczyźnie i Dziesiątej, tu dom można kupić za mniej niż 4 tys. zł za mkw. - W Lublinie różnice pomiędzy lokalizacjami są duże. Wszystko zależy od dzielnicy - kwituje Budka.

UOKiK i Inspekcja Handlowa będą monitorować ceny w sklepach.

Wideo

Komentarze 29

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
mmm
"Wtedy zapłacił za nie 4,5 tys. zł za metr. Wyremontował je zgodnie z nową modą i sprzedał po 5,5 tys."

wlozyl minimum 1tys w kazdy metr remontujac i sprzedal o tysiac drozej za metr. gdzie logika? gdzie mozg?
A
Anka
Widac, ze jestes z tych ktorzy nie maja pojecia ale kometuja. Po pierwsze w mieszkaniu nowym w stanie deweloperskim sa wszystkie instalacje, scian nie trzeba burzyc gdyz juz na etapie budowy masz na to wplyw i mozesz wprowadzic modyfikacje. Wprowadzilam sie miesiac po oddaniu kluczy, urzadzanie trwalo krotko bo nie bylo pottzeby wszystkiego zrywac i rownac. Wszyscy remontowali w tym samym czasie, wiec niku to nie przeszkadzalo. Infrastrukture mamy, zielen, fajnych sasiadow i nie mieszkamy na peryferiach, do pracy dojezdzam szybko, w korkach nie stoje. A metr mieszkania kosztowal tyle co na rynku wtornym. Chcesz jeszcze sie madrzyc majac informacje z drugiej reki? Ale Ty pewnie z tych Polakow ktorzy znaja sie na wszystkim..
M
Marghe
Wyjechałam z Lublina po liceum dawno temu.Studiowalam w Poznaniu, od lat mieszkam za granicą.Dziwia mnie te ceny mieszkań w Lublinie, gdyż niestety nie widzę przyszłości w mieście, gdzie nie ma pracy.
l
lbn
cena mieszkań powinna byc dostosowana do zarobków w danym regionie - zarobki wschodnie a CENY MIESZKAŃ ZACHODNIE
h
hgt
Ja wolę zieleń, place zabaw, blisko wszędzie, infastruktura itp. nie zamierzam wszędzie jeździć samochodem i nienawidzę mieszkań okno w okno, klaustrofobii dostaję, mieszkam w bloku z lat 80-tych i nie widzę różnicy w środku bo mam wyremontowane od zera, klatkę tez. Ale za to mam otoczenie fajniejsze, zieleń, ławeczki, drzewa, wąwóz, zresztą, każdy niech kupuje co chce, jeden się lubi dowartościować, inny myśli logicznie.
m
mosquito
ceny są jednakowe bo wokół budynków budowanych dawniej jest przestrzeń, nowe stawiane są okno w okno i taki badziew nazywa się apartamentowcami - patrz na Nadbystrzyckiej za politechniką albo na Wigilijnej. Syf !
L
LK
chociaż ja nie rozumiem sensu zamrażania kilkuset tysięcy w "inwestycję", która przynosi 3-4 % stopę zwrotu rocznie, szczególnie że prognozy demograficzne są słabe, więc równie dobrze można na tym całym "interesie" stracić. Inna kwestia to "Janusze biznesu", biorący kredyt na zakup mieszkania na wynajem - przy dzisiejszych wysokich cenach i niskich stopach, dla mnie to samobójstwo i niemal gwarantowana strata.
L
LK
zameldowani w Lublinie a pracują i żyją w Warszawie, czy za granicą?? Te liczby zapewne się bilansują.
p
pko
Co za bzdurny artykuł. Po 1. mieszkanie deweloperskie to ewenement na skale światową , czasem nawet instalacji wodnej nie ma , goły beton , to jest 1/2 mieszkania a nie mieszkanie. Po 2. lokalizacja tych mieszkań to przeważnie peryferia. Po 3. W takim mieszkaniu deweloperskim wprowadzić się można po ok 2 latach po odebraniu mieszkania bo tyle trwają remonty u sąsiadów, a obecnie remonty to nie malowanie ścian ale burzenie, wiercenie i kucie. Mieszkać się nie da.
Tak więc cena ta sama ale coś za coś , każdy może wybierać.
l
lbn
Wystarczy popatrzeć na statystyki meldunkowe - ulica z dużym blokiem a wg statystyk mieszka w nim kilka osób na krzyż. Tylko co wieczór wszystkie światła się świecą. Liczba mieszkańców w oparciu o meldunek jest niedoszacowana.
m
medyk
Mając jako alternatywę trzymanie pieniędzy w banku gdzie 2-3% w skali roku to już osiągnięcie niejeden woli kupić mieszkanie i wynajmować studentom. Poza tym nie każdy kto przyjedzie na studia wyjedzie - jedni przywiązują się do miasta, inni się tu żenią płodzą dzieci i też im się życie stabilizuje. Na zachodzie też już nie czekają na emigrantów z kwiatami więc możliwości się kurczą. Anglia po Brexicie? Niemcy które przyjęły milion imigrantów z Bliskiego Wschodu? Czy raczej bliska kulturowo i językowo Polska skąd do rodziców we Lwowie czy Żytomierzu można wyskoczyć w kilka godzin? Moim zdaniem spor część zostanie a jednocześnie coraz więcej będzie anglojęzycznych studentów z Medycznej bo miasto staje się coraz lepiej dostępne komunikacyjnie i się rozwija.
g
gonzo
Wolą kupić nowe. W NRD wystarczyło się przenieść kilkaset km żeby znaleźć się w zupełnie innej rzeczywistości ekonomicznej a jednocześnie nie mieć problemu obcości kultury i nauki języka. A z Lublina gdzie się przenieść? Do Warszawy? Płace lepsze ale koszty życia i zakupu mieszkania też wyższe. Poza tym codzienne dojazdy do pracy i powroty mogą wykończyć każdego. Zagranicę? Ile tam jeszcze zostało miejsca? Jeżeli ktoś chce widywać rodziców i dziadków tylko na święta to można, ale ile osób tak da radę? Moim zdaniem za dużo się nie zmieni w ciągu najbliższych 10-15 lat. Pewnie trochę pójdą w dół ceny starych mieszkań w wielkiej płycie i kiepskich lokalizacjach ale niewiele bo lukę po wymierających wypełnią studenci i Ukraińcy. Zarobki też powoli ale jednak będą szły w górę, bo będzie rósł PKB.
L
LK
na studia, po ich zakończeniu po prostu wyjedzie stąd - albo wróci do siebie, albo pojedzie dalej na zachód. Przede wszystkim do UE Polska weszła 1 maja 2004 r.(i wcale od razu po akcesji emigracja nie była najwyższa). Studentów obcokrajowców jest ok. 2-3 tys., nawet jeśli ich liczna wzrośnie o kilkanaście proc. rocznie, to nie zrekompensuje to spadków liczby polskich studentów. Inna kwestia że większość tych studentów to Ukraińcy zaniżający poziom studiów - dla przypomnienia, student I-roku z Ukrainy u siebie w kraju odbył 10-letnią edukację, natomiast student-Polak uczył się 12 lat.
P
Piotrek
Ty oczywiście jak zwykle wszystko wiesz - wszystko widziałeś i wszędzie dzwoniłeś. Po prostu geniusz.
m
medyk
To był jednorazowy efekt a tendencja zaczyna się robić odwrotna bo zachodnie rynki pracy się nasyciły poza tym rosną silne nastroje antyimigranckie. Nie będziemy w nieskończoność eksportować ludzi na zachód. Luka jest także wypełniana coraz większą liczbą studentów zagranicznych - już teraz spacerując po mieście trudno nie natknąć się na język angielski i ukraiński.
Dodaj ogłoszenie