Niezadeptana ziemia Hucułów. Felieton kresowy

Paweł Bobołowicz
Dawny wiadukt kolejowy w Worochcie
Dawny wiadukt kolejowy w Worochcie nadesłane

Huculszczyzną nigdy nie można się nasycić. Każdy przyjazd w ukraińskie Karpaty pozostawia tyle samo zachwytu, co i niedosytu. Zachwyca tu wszystko: historia, przyroda, ludzie. Niedosyt - bo kilkudniowe wizyty pozwalają dotknąć zaledwie fragmentów karpackiej rzeczywistości i historii. Na stacji kolejowej w Worochcie mijam rodaków, którzy na głos wyrażają swoje oczarowanie: „Tutaj jest jak w Bieszczadach kilkadziesiąt lat temu! To jeszcze niezadeptany świat!”. Zapewne to duże uproszczenie, bo temu „niezadeptanemu” towarzyszy też świat współczesnego luksusu władanego przez ukraińskich oligarchów, luksusu często napełnionego bezguściem, tandetą i drapieżnością. Niepasujące do otoczenia potężne budowle, dążenie do stworzenia luksusowych kurortów dla narciarzy na zachodnią modłę brutalnie niszczy naturalny charakter tego obszaru. Z drugiej strony być może jest to nieuchronna konsekwencja procesów cywilizacyjnych, w których zysk w oczywisty sposób będzie zawsze ważniejszy niż natura. Swoje piętno pozostawiły też czasy sowieckie: paskudne i niefunkcjonalne budowle, z placami, na których wciąż górują koszmarne pomniki czerwonoarmistów, przestrzenie pogrodzone murami, murkami tak obcymi dla natury gór i otwartych przestrzeni.

Ukraiński miejscowy kierowca, z który podróżujemy, opowiada, że w Bukowelu, najbardziej popularnym kurorcie ukraińskich Karpat, jeszcze niedawno najwięcej było rosyjskich turystów (o których mówi po prostu „Moskale”), a teraz najwięcej jest Polaków. I chociaż do sezonu narciarskiego jest jeszcze trochę czasu, to faktycznie widać, że przyjezdnych z Polski, bez względu na covidowe obostrzenia, jest tu wyjątkowo dużo.

Architektoniczny duch tego regionu to jednak nie nowoczesne hotele z basenami i kręgielniami, lecz stare cerkiewki malowniczo położone wśród lasów, na górskich stokach w zakolach Prutu i Czeremoszu. Wciąż na zboczach i w górskich dolinach głównym elementem krajobrazu pozostają drewniane chaty, z których niejedna może się poszczycić i stuletnią historią. Wśród jesiennych mgieł I dymów ponad strome pola wystają wielometrowe stogi siana układane w ten sam sposób od stuleci.

Od XIX wieku stałym elementem krajobrazu stała się też żelazna kolei z tunelami, mostami i przepięknymi wiaduktami na kształt rzymskich akweduktów. Wiadukt w Worochcie jest jedną z najdłuższych tego typu budowli w Europie. Dziś już niepełniący swojej podstawowej funkcji pozostaje niezwykła atrakcją turystyczną „stolicy” Hucułów. Miejscowi podkreślają, że to pamiątka po austriackich czasach.

Na wysokości 1013 metrów na Przełęczy Krzywopolskiej swoją herbatę z karpackich ziół sprzedaje pani Alenuszka (jak sama o sobie mówi). Nie jest Hucułką, pochodzi z Odessy i jakiś czas temu przyjechała w Karpaty na narty, zakochała się w górach, a jeszcze bardziej w Hucule, który stał się jej mężem i dla którego porzuciła ciepły klimat Morza Czarnego. Na co dzień mówi po rosyjsku, a to nie wszystkim miejscowym się podoba. Huculszczyzna obfituje w patriotyczne symbole, które dla nas czasem mają zabarwienie nacjonalistyczne. Wszechobecne są tu czerwono-czarne flagi, ulice noszące nazwy dowódców UPA i pomniki na ich część. Wszyscy rozmówcy jednak zgodnie twierdzą: czcimy ich za walkę z Moskalami, a Polacy to nasi bracia. Pamięć o „polskich czasach” na tych ziemiach trwa w różnych formach. W restauracjach powszechne jest eksponowanie polskich przedwojennych pocztówek, miejscowe muzea są pełne pamiątek po naszych rodakach, którzy na tych ziemiach mieszkali wiekami, współtworząc ich historię. Zaskakująco w starych naszyjnikach huculskich wyglądają przedwojenne polskie monety, imponująco wygląda budynek wybudowanego przed wojną polskiego obserwatorium na Popie Iwanie, jednym z najwyższych szczytów wschodnich Karpat. Do dzisiaj na karpackich szlakach stoją polskie słupy graniczne, a Huculi, tak przecież podkreślający swoją ukraińskość, mówią „rower”, bo uważają, że ukraińska nazwa „wełosyped” to w rzeczywistości rosyjskie słowo. Dla wielu jednak czasy II Rzeczypospolitej określane są słowem, którego my nie możemy zaakceptować: okupacja. Szczególnie to słowo musi dziwnie brzmieć, gdy zestawi się je z życiem piewcy Huculszczyzny i twórcy huculskiego eposu „Na wysokiej Połoninie” Stanisławem Vincenzem. Być może gdyby Vincenz był bardziej znany na Huculszczyznie... A może gdyby Vincenz był bardziej znany w Polsce...

Ćwiczenia WOT w pasie przygranicznym z Białorusią

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie