Teatr Kameralny w Lublinie: Jak cierń (recenzja)

    Teatr Kameralny w Lublinie: Jak cierń (recenzja)

    Andrzej Z. Kowalczyk

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    Jan Wojciech Krzyszczak jako „Śmieszny staruszek”
    1/2
    przejdź do galerii

    Jan Wojciech Krzyszczak jako „Śmieszny staruszek” ©Marek Dybek/materiały teatru

    Bez wielkiego rozgłosu i hucznych uroczystości świętuje swoje 20-lecie Teatr Kameralny - pierwsza w Lublinie zawodowa scena prywatna. Założyciel i dyrektor teatru - Jan Wojciech Krzyszczak - uczcił ów jubileusz premierą sztuki Tadeusza Różewicza "Śmieszny staruszek".
    Tadeusz Różewicz napisał "Śmiesznego staruszka" w 1963 roku i przypomnienie tego wydaje się istotne. Bowiem lata, które upłynęły od owego czasu oraz przemiany społeczne i obyczajowe, jakie zaszły w naszym kraju i w nas samych sprawiają, że inaczej dziś odczytujemy ów dramat, inaczej nań patrzymy. Wtedy ów tytułowy staruszek mógł rzeczywiście wydawać się śmieszny, dziwaczny, a opisana w sztuce sytuacja wręcz groteskowa.
    Dziś jednak, gdy obowiązuje wszechobecny kult młodości, a ludzie starzy spychani są już nawet nie na margines, lecz wręcz gdzieś jeszcze dalej, bohater sztuki jawi się nam jako postać bez mała tragiczna. Tym bardziej, że zdaje się nie rozumieć o co właściwie jest oskarżany i za co postawiony przed sądem. Niejednoznaczny jest też nasz stosunek do niego. Z jednej strony możemy mu współczuć, bowiem samo życie podpowiada, jak łatwo dziś stać się ofiarą pomówień, nieuzasadnionych oskarżeń oraz prowokacji i jak złudne bywa poczucie prywatności. Z drugiej jednak - towarzyszy nam wrażenie, iż być może rzeczywiście zbliżył się niebezpiecznie do cienkiej linii oddzielającej zachowania dopuszczalne od występku. Jan Wojciech Krzyszczak nie daje nam jednoznacznej odpowiedzi. Wyznacza publiczności rolę swego rodzaju ławy przysięgłych, która ma wydać werdykt. A każdy wchodzący w jej skład musi wcześniej rozważyć sprawę we własnym sumieniu. I nie będę udawał, że jest to proste. Długo po opadnięciu kurtyny zastanawiałem się nad tym, jak zagłosowałbym jako przysięgły i wciąż nie mam jeszcze stuprocentowej pewności. I to jest duży walor tej realizacji. Dobrze, że wciąż powstają spektakle, które nie ulatują ze świadomości natychmiast po zakończeniu, lecz tkwią w nas jak cierń.

    Również od strony artystycznej spektakl w pełni zadowala. Jan Wojciech Krzyszczak nie pozwala zapomnieć, że należy do elitarnego grona najlepszych polskich monodramistów. "Śmieszny staruszek" to bowiem w gruncie rzeczy monodram, czy - mówiąc inaczej - jeden długi monolog. Co prawda występują w nim inne postacie, że wspomnę o irytująco wiarygodnych Krystynie Szydłowskiej i Jolancie Deszcz-Pudzianowskiej czy imponującej ruchową sprawnością Julii Siegiedzie, ale ciężar spektaklu spoczywa jednak na postaci tytułowej. A Krzyszczak prowadzi ją wręcz znakomicie; świetnie oddając jej niejednoznaczność i nadzwyczaj umiejętnie różnicując nastroje. Przypomina - banalną skądinąd, ale zbyt często zapominaną prawdę - jak ważny w teatrze jest aktor. Także dlatego ten spektakl trzeba zobaczyć.



    Codziennie rano najświeższe informacje z Lublina i okolic na Twoją skrzynkę mailową.
    Zapisz się do newslettera!



    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo