Trzecia z rzędu porażka koszykarzy Startu! W Lublinie wygrał King Szczecin. "Indywidualnie i bez zadziorności" (ZDJĘCIA)

Krzysztof Nowacki
Krzysztof Nowacki
Wojciech Szubartowski
Dłuższa przerwa od ostatniego meczu podziała korzystnie na Dorona Lamba, który w meczu z Kingiem Szczecin pokazał, że może być liderem tej drużyny i jednym z lepszych strzelców w Energa Basket Lidze. Niestety, przebudzenia pozostałych zawodników Polskiego-Cukru Pszczółki Startu wciąż nie ma i lubelski zespół przegrał 73:92. To trzecia z rzędu porażka czerwono-czarnych w pierwszych tygodniach nowego sezonu.

Początek meczu z Kingiem Szczecin był obiecujący, a autorem pierwszych pięciu punktów dla Startu był Doron Lamb, mało widoczny w dwóch wcześniejszych spotkaniach. Po ośmiu minutach gry gospodarze prowadzili 19:14, a Amerykanin miał na koncie już 10 punktów, trafiając wszystkie cztery rzuty z gry.

Jego ofensywne popisy przełożyły się na wygraną czerwono-czarnych w pierwszej kwarcie 19:16. Obie drużyny w tym okresie grały na identycznej, 50-procentowej skuteczności. - Zaczęliśmy dobrze, ale po dokonanych zmianach nasza gra się posypała. Do końca meczu nie mogliśmy znaleźć już swojego rytmu. Nie graliśmy zespołowo, tylko każdy dla siebie. To nie jest gra, której oczekujemy – twierdzi David Dedek, trener Pszczółki Startu.

Po wznowieniu gry szczecinianie bardzo szybko zadali trzy mocne uderzenia, po których Start nie potrafił się już podnieść. W ciągu półtorej minuty gracze Kinga trafili trzy razy zza linii 6,75m i wyszli na prowadzenie 25:19. Lublinianie natomiast zaczęli indywidualnymi akcjami Quentona DeCoseya, które nie przyniosły żadnych korzyści.

W szeregach gości znakomicie w hali Globus czuł się Stacy Davis. Amerykanin w pierwszej połowie zdobył 13 punktów (5/7 z gry), a nie mniej skutecznie wspierał go Mateusz Bartosz - 12 punktów (6/7 z gry). W ekipie gospodarzy brakowało drugiego strzelca. O ile Lamb do przerwy rzucił 14 punktów, to drugi wynik miał Jimmy Taylor (6 punktów), który trafił tylko jeden rzut z gry, a resztę zdobył z linii rzutów wolnych.

- Szczecin bardzo dobrze trafiał, co było spowodowane dyspozycją dnia, ale także naszymi błędami w obronie. Dawaliśmy im otwarte pozycje, co jest niedopuszczalne w przypadku takich strzelców, jak Kikowski czy Davis – dodaje szkoleniowiec.

Po przerwie lublinianie zagrali nieco mocniej i szybciej. Nadal świetnie rzutowo dysponowany był Lamb, który niemal w pojedynkę próbował odrabiać straty. W połowie trzeciej kwarty Start zbliżył się na sześć punktów (45:51). Udało się to dzięki dwóm akcjom 2+1 Lamba, u którego pierwszy raz w tym sezonie widać było tak dużą chęć do grania, zdobywania punktów i poprowadzenia zespołu do wygranej.

Ale na Kinga w tym dniu było to o wiele za mało. Na ostatnią kwartę gospodarze wyszli ze stratą 12 punktów i już bez Romana Szymańskiego, który chwilę wcześniej spadł za piąty faul.

Co gorsza, zaraz po rozpoczęciu gry lublinianie stracili kolejne sześć oczek. Bezproduktywny na parkiecie był Quenton DeCosey, który długo przetrzymywał piłkę, grał indywidualnie i najczęściej akcje kończył stratą. Próba zrywu gospodarzy w ostatnich pięciu minutach nie przyniosła powodzenia.

- W ostatnich dniach mieliśmy problemy z zebraniem 10 ludzi na treningach. Kontuzjowani byli Taylor i Davis, którzy pauzowali przez cztery dni. Dwa dni temu kontuzji doznał jeszcze Jeszke. To nas trochę spowolniło, natomiast na pewno nie jest wytłumaczeniem, że gramy indywidualnie – mówi David Dedek.

- W Lublinie jestem od pięciu lat i nie pamiętam, żebyśmy kiedykolwiek grali w taki sposób, czyli indywidualnie i bez zadziorności. Zawodnicy myślą, że pan Bóg coś nam da za darmo. A w sporcie tak nie ma. Trzeba wyjść na boisko i dać z siebie sto procent, zmusić przeciwnika do błędu. My tego nie robimy – dodaje szkoleniowiec Startu.

Czasu na rozpamiętywanie porażki lubelscy koszykarze nie będą mieli dużo, ponieważ już w czwartek, 23 września, zagrają w hali Globus z Treflem Sopot. - Cieszę się, że są tylko cztery dni do kolejnego spotkania, bo najgorzej to 10 dni analizować, co się stało. A tak mamy zaraz okazję, żeby się odbić – mówi Roman Szymański, center Startu.

Polski-Cukier Pszczółka Start Lublin – King Szczecin 73:92 (19:16, 12:30, 26:20, 16:26)

Start: Lamb 30, Taylor 17, Kostrzewski 10, Dziemba 7, Carter 3, T.Davis 2, Szymański 2, DeCosey 2, Pelczar. Trener: David Dedek

King: S.Davis 25, Bartosz 17, Kikowski 14, Matczak 12, Dorsey-Walker 8, Schenk 8, Borowski 5, Kroczak 3, Marek, Salić. Trener: Maciej Majcherek

Sędziowali: Michał Proc, Michał Sosin, Tomasz Tybor

Tak tańczyły cheerleaderki Pszczółki Startu podczas pierwsze...

Legia zwolni Michniewicza?

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie