MKTG SR - pasek na kartach artykułów

Dawna cerkiew w Kniaziach jest ciekawa, fotogeniczna. Wymaga kompleksowych remontów

Bogdan Nowak
Bogdan Nowak
Trudno się oprzeć magii tego miejsca. Dawna cerkiew w Kniaziach (gm. Lubycza Król.) znajduję się w lesie, obok zabytkowego cmentarza z charakterystycznymi krzyżami bruśnieńskimi. W jej wnętrzu widać barwne pozostałości malowideł. Patrząc do góry, zamiast kopuły, która została rozebrana, zobaczymy jasne lub zachmurzone niebo. Czasami pada tam deszcz, a zimą widzimy w cerkwi płatki śniegu. Wrażenie jest wówczas mistyczne, niesamowite.

Nic dziwnego, że ta stara świątynia (z końca XVIII wieku) przyciągnęła filmowców. Tam kręcono sceny do filmu „Zimna wojna”. To płomienny, skomplikowany romans. Jego akcję osadzono w stalinowskiej, ponurej Polsce, we Francji, Jugosławii oraz w okupowanych Niemczech.

W filmie uwieczniono także zniszczoną cerkiew grekokatolicką. A kręcone w Kniaziach sceny niejako spajają całą fabułę „Zimnej wojny”.

Wszystkowiedzące oko

Dawną świątynię można oglądać w kilku scenach. Na początku filmu wchodzi do niej Lech Kaczmarek, czyli Borys Szyc, karierowicz i cwany komunistyczny aparatczyk, kierownik administracyjny zespołu muzycznego. Coś go tam jednak uwiera... Wyraźnie nieswojo czuje się w towarzystwie świątynnych fresków, które sprawiają wrażenie jakby były z innego świata. Niepokoi go zwłaszcza malowidło przedstawiające patrzące wprost na niego "wszystkowiedzące oko" (to symbol Boga lub opatrzności).

W ostatniej scenie "Zimnej wojny" w cerkwi pojawiają się natomiast główni bohaterowie filmu (w tej roli Joanna Kulig i Tomasz Kot). Biorą w niej pośpieszny, symboliczny ślub, a potem... coś połykają. Ta scena jest dość niejednoznaczna i szeroko komentowana (można zresztą domniemywać, że taka była intencja autorów "Zimnej wojny").

Film odniósł sukces. A gdy „Zimna wojna” weszła na ekrany kin, także cerkiew w Kniaziach zdobyła większą popularność. Pojawiło się tam wówczas wielu fotografów i turystów. Nie brakowało także miejscowych. Niestety świątynia jest dzisiaj w bardzo złym stanie. Jeśli nie rozpoczną się w niej prace remontowe, za jakiś czas jej „pozostałości” mogą się zupełnie rozpaść, rozsypać.

Trzeba sprawdzić każdą cegiełkę

- Zdajemy sobie z tego sprawę – mówi Marek Łuszczyński, burmistrz Lubyczy Król. - Odbudowa tej dawnej, dużej świątyni chyba nie wchodzi już w grę. Potrzebne jest raczej zabezpieczenie tych pozostałości, które obecnie możemy oglądać. To jednak może kosztować nawet kilka milionów złotych. Nie mamy w gminie pieniędzy na taki cel. Bo tam trzeba będzie sprawdzić naprawdę każdą cegiełkę i detal. Należy to jednak zrobić, bo pozostałości tej świątyni grożą zawaleniem.

Może gmina powinna postarać się o zewnętrzne np. rządowe czy unijne wsparcie dla takiej inwestycji?

- Priorytetem dla mieszkańców są zawsze drogi, chodniki, oświetlenie itd. To zrozumiałe – mówi burmistrz Łuszczyński. - Jednak tę cerkiew trzeba uratować. Rozpoczniemy niebawem poważne inwestycje związane z renowacją naszych zabytków (w ramach rządowego programu: pisaliśmy o tym ostatnio obszernie - przyp. red.). Mam nadzieję, że za jakiś czas przyjdzie także czas na remonty w Kniaziach, oczywiście w porozumieniu z parafią. Jeśli zostanę wybrany na kolejną kadencję będę się o to starał. I o zewnętrzne środki na ten cel. Tyle na razie mogę powiedzieć.

emisja bez ograniczeń wiekowych
Wideo

Gadżety i ceny oficjalnego sklepu Euro 2024

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski