Lublin: Sanepid kazał mu zamknąć siłownię. On działa dalej. Dlaczego? Dla zasad

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Trenerzy, fryzjerzy i restauratorzy. Wszyscy szukają sposobów na przetrwanie pandemii. Część przedsiębiorców przyznaje, że cierpliwość już im się wyczerpała. Inni szukają pomysłów na przezwyciężenie trudności.

Klub fitness przy ul. Jana Pawła II pierwszych klientów przyjął 1 września ub. r. Taką decyzję Paweł Kasperkowicz podjął po deklaracjach członków rządu, którzy w lipcu zapewniali, że drugiego lockdownu nie będzie. Ale w październiku premier Mateusz Morawiecki ogłosił kolejne obostrzenia.

- Początkowo zamknięcie miało trwać parę tygodni. Właśnie mija sześć miesięcy od tego czasu - przyznaje Paweł Kasperkowicz, współwłaściciel 7FIT. Firma działała za krótko, żeby objęła ją rządowa tarcza i nie otrzymała żadnego wsparcia. Na szczęście dla przedsiębiorcy, twórcy rozporządzenia zostawili w przepisach furtkę dla zawodowych sportowców. Takie osoby mogły korzystać z siłowni i klubów fitness pod warunkiem, że należą do klubów lub związków sportowych. Klienci 7FIT zapisywali się m.in. do Polskiego Związku Przeciągania Liny. Po wykonaniu testów sprawnościowych stawali się zawodnikami. W marcu stowarzyszenie, które działa w tym samym lokalu, przyznało im stypendia sportowe.

Kolejne kontrole policji i sanepidu nie stwierdzały nieprawidłowości. W lutym wizyty funkcjonariuszy stały się częstsze i niezapowiedziane. Zdarzało się, że w lokalu znajdowało się nawet kilkunastu urzędników i policjantów, którzy legitymowali klientów.

Ponowne zaostrzenie przepisów zaskoczyło przedsiębiorców w nocy pierwszego kwietnia. Rozporządzenie ograniczyło liczbę klientów siłowni do członków kadr narodowych polskich związków sportowych w sportach olimpijskich. Jednak to nie zniechęciło urzędników.

Ostatnio w lokalu odbyło się kilka kontroli. W ubiegłą środę nie wskazano nieprawidłowości. Ale już w piątek urzędnicy sanepidu wręczyli przedsiębiorcy decyzję o zakazie prowadzenia działalności gospodarczej. Mimo to zdecydował się na otwarcie lokalu.

- Zaprosiliśmy klientów na kawę. Mamy automat, każdy może sam sobie zrobić. Ze sprzętów mogą korzystać zawodnicy sportów olimpijskich. Przychodzą 3-4 osoby. To triatloniści, alpinistki. To nie jest walka o przetrwanie. Dzienne koszty funkcjonowania obiektu to 4000 zł, więc utrzymanie otwartego lokalu zupełnie nam się nie opłaca - przyznaje przedsiębiorca.

Policja rozpoczęła wobec przedsiębiorcy postępowanie w sprawie stworzenia zagrożenia dla zdrowia i życia wielu osób. Grozi za to do ośmiu lat więzienia. Akta sprawy zostały przekazane do Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe. - Prokuratura oceni, czy będzie w tej sprawie wszczęte postępowanie przygotowawcze - wyjaśnia kom. Kamil Gołębiowski, oficer prasowy lubelskiej komendy.

- Dlaczego nie da pan sobie spokoju? - pytam przedsiębiorcę.

- Cała ta sytuacja kosztuje mnie, mojego wspólnika i pracowników dużo stresu. Kolejne kontrole policji, sanepidu, służby celnej – to nie są przyjemne sprawy. Niektórzy stukają się w czoło, ale nie poddamy się. Robimy to dla zasady. Żyjemy w wolnym kraju. Nikt nam nie może zakazać prowadzenia działalności gospodarczej – zastrzega Paweł Kasperkowicz. Przedsiębiorca zamierza odwołać się od decyzji powiatowej inspekcji do wojewódzkiego sanepidu i sądu administracyjnego.

Fryzjerskie podziemie

Obecnie obowiązujące obostrzenia zakazują działalności właścicielom siłowni i klubów fitness, większości sklepów w centrach handlowych, restauracji (poza wydawaniem posiłków na wynos i w dowozie), hoteli, salonów fryzjerskich i kosmetycznych.

Nie wszyscy poddają się obostrzeniom. Tak jak przy pierwszym lockdownie zaczęło działać „fryzjerskie podziemie”, a numery telefonów do osób świadczących takie usługi ludzie przekazują sobie pocztą pantoflową. Na inny pomysł wpadł pięcioosobowy zespół salonu fryzjerskiego mieszczącego się na lubelskim Węglinie.

- Przebranżowiliśmy się – wyjaśnia Dawid Szwałek, manager Megan Studio i zawodowy fotograf. W trzy dni firma przeistoczyła się z salonu fryzjerskiego na studio fotograficzne. - Skonsultowaliśmy to z naszym mecenasem. Wszystko jest zgodnie z prawem - podkreśla Szwałek.

Pracownicy studia mieli już wcześniej doświadczenie w organizowaniu sesji fotograficznych. Przed rozpoczęciem zdjęć zainteresowana osoba musi wypełnić online ankietę zdrowotną i podpisać umowę na usługę fotograficzną. W dokumencie znajduje się punkt, w którym klient zobowiązuje się do zadbania o swój wizerunek. W przypadku, gdyby miał z tym kłopot, może przed zdjęciami skorzystać z pomocy specjalistów.

- Niektórzy sprzedają vouchery. My zachęcamy swoich stałych klientów do wspierania nas poprzez udział w sesjach - wyjaśnia Szwałek.

Pozwą rząd

- Sytuacja epidemiczna wciąż jest poważna - alarmuje Adam Niedzielski, minister zdrowia. Rząd tłumaczy decyzje o przedłużaniu obostrzeń zagrożeniem koronawirusem. Jednak przeciwników lockdownu przybywa. Pozew zbiorowy przeciwko rządowi przygotowuje Polska Federacja Fitness i Izba Gospodarcza Gastronomii Polskiej.

Z takiego rozwiązania nie mogą korzystać firmy, które wcześniej skorzystały z tarczy kryzysowej. Wśród nich jest Grupa Lublin, do której należą m.in. restauracje Bombardino i Ostro.

- Sytuacja restauratorów działających w centrum Lublina jest bardzo ciężka - przyznaje Marcin Polański, właściciel Grupy Lublin, który ostatnio sprzedał swój lokal przy ul. Narutowicza. W najbliższym czasie planuje otworzyć dwa mniejsze (w dawnym Pedecie i na osiedlu Nałkowskich), które pozwolą mu szybciej i sprawniej dotrzeć z dostawą do klientów na terenie całego miasta.

- Dzięki temu uniknęliśmy zwolnień. Cały czas powiększamy flotę swoich samochodów dostawczych. To nasza odpowiedź na trudne czasy, w których się znaleźliśmy - mówi Polański.

W przyszłości sieć lokali z szybką obsługą ma opleść cały Lublin i inne miasta w regionie. Natomiast już w maju restaurator planuje otwarcie cukierni „Pani z Wypiekami”. Lokal będzie się mieścił w kamienicy po H&M na deptaku.

Uczniowie wracają do szkół w systemie hybrydowym

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

C
Czajnik

Trzeba na sprawę sądową powołać jak najwięcej świadków. Tak jak było ze stokiem narciarskim z 2500 świadków się zgłosiło się

m
monki

Polskojęzyczny (nie) rząd robi z nami co chce. Nic z tym nie robimy, chodzimy tylko w tych kagańcach.

Dodaj ogłoszenie