Przedwojenny Lublin w obiektywie poety Józefa Czechowicza. Kadry z miejsc, których już nie ma. Zobacz zdjęcia

RED.
Podzamcze i widok na Zamek Lubelski, który w tym czasie był więzieniem. Józef Czechowicz/zbiory Muzeum Józefa Czechowicza, filii Muzeum Lubelskiego
Józef Czechowicz w pierwszej połowie lat 30. XX wieku chodził z aparatem tam, gdzie za jego czasów nie zaglądali zawodowi fotografowie. Zaglądał w zaułki Lublina zamieszkane przez Żydów. Prezentujemy część z bogatej kolekcji zdjęć autorstwa poety dzięki uprzejmości Muzeum Józefa Czechowicza w Lublinie.

Józef Czechowicz to najsłynniejszy poeta z Lublina, ale też człowiek wielu talentów. Los sprawił, że zginął w mieście, w którym się urodził. Pozostała jego twórczość. Wiersze, artykuły prasowe (m.in. recenzje filmów z lubelskich kin) i zdjęcia.

Fotografował amatorsko, dla siebie. Z uwagą słuchając przy tym rad przyjaciela i artysty fotografa Edwarda Hartwiga, z którym spotykał się w jego pracowni zwanej „budą” przy ulicy Narutowicza 19. W miejscu, które stworzył jego ojciec – Ludwik Hartwig. To był drewniany, przeszklony budynek, gdzie przez dach wyrastało drzewo. Wyjątkowa pracownia fotograficzna w starym stylu.

„Miała w sobie ta buda jakiś klimat, coś cygańskiego; ni to dom, ni to pracownia, w środku piecyk żelazny, dużo światła - i zawsze pełno znajomych” – wspominał Edward Hartwig (cytat za: Czechowicz. W poszukiwaniu ukrytego miasta. Scriptores 2006).

Czechowicza Edward Hartwig zapamiętał tak: „Pamiętam go jako skromnego, bardzo sympatycznego człowieka. Cichutko mówił, wolno chodził. Przyszedł kiedyś do pracowni na pogawędkę. Trzymał w ręku aparat fotograficzny dając znak, że mamy podobne zainteresowania. Często rozmawialiśmy o Lublinie, o jego zaniedbanych, biednych przedmieściach” (cytat za: Czechowicz. W poszukiwaniu ukrytego miasta. Scriptores 2006).

Wśród zdjęć zrobionych przez Czechowicza próżno szukać kadrów z najelegantszych ulic w mieście, chociaż bywa, że kieruje obiektyw na siedzibę Zarządu Miejskiego, stojąc w Bramie Krakowskiej, przy okazji robiąc zdjęcie dziś nieistniejącej kamienicy, która była dostawiona do ratusza od strony ulicy Nowej (obecnie Lubartowskiej).

Poeta przekraczał Bramę Krakowską, a potem Bramę Grodzką, by znaleźć się na żydowskim Podzamczu. Ale i tutaj zamiast kilkopiętrowych kamienic z ulicy Szerokiej wolał fotografować chylące się, bielone chałupy ze stromymi dachami. Te, które wyglądem jakby żywcem przeniesione z prowincjonalnego miasteczka.

To samo robił na zamieszkałej głównie przez Żydów Wieniawie, która zachowała klimat miasteczka z rynkiem i synagogą. Za niecałe dziesięć lat oba te miejsca przestaną istnieć: ich mieszkańcy zostaną wymordowani w Holokauście. Niemcy każą też zburzyć domy, jakie zostały po lubelskich Żydach.

Wróćmy jednak do momentu, w którym te tragiczne wydarzenia należą jeszcze do nieodgadnionej przyszłości. Zdjęcia musiały powstać w zimnej porze roku. Widać to chociażby po ubiorach przechodniów. Ma się wrażenie, jakby chwilę wcześniej przestał padać długi deszcz, wydaje się, że w powietrzu unosi się jeszcze wilgoć.

Ludzie przemykają brukowanymi uliczkami. Dzieci biegają po kocich łbach boso, z zaciekawieniem patrząc na mężczyznę który robi im zdjęcie. Tłum kłębi na targu przy ulicy Świętoduskiej. Może ktoś łaskawym okiem spojrzy na sprzedawcę balonów? Są też zabudowania dziś już nieistniejącej ulicy Krawieckiej, gdzie mieszkali najbiedniejsi mieszkańcy Podzamcza.

Czy wszystkie zdjęcia powstały w tym samym czasie?

Na nielicznych fotografiach widać śnieg, na innych pogoda wydaje się wczesnowiosenna. Przypuszcza się, że autor "Poematu o mieście Lublinie" wykonał zdjęcia przed swoim wyjazdem z rodzinnego Lublina do Warszawy w 1933 roku.

Ten wątek został poruszony w artykule „Czechowicz fotograf. Nietypowe pożegnanie z miastem”, opublikowanym w 4 numerze wydawnictwa "P.A.R.A" Ośrodka Brama Grodzka - Teatr NN: „Znając zamiłowanie Czechowicza do symbolicznych gestów możemy przypuszczać, że część zdjęć została wykonana podczas zimowo-wiosennego spaceru 15 marca 1933 r., w dniu jego trzydziestych urodzin”.

Zdjęcia Czechowicza nie są doskonałe pod względem technicznym. Ale nawet nieostre, są cennym materiałem. Mają wartość dokumentu – stanowią zapis scen ze świata, którego dzisiaj już nie zobaczymy.

Będzie wakacyjny boom? Polacy stęsknieni za podróżami

Wideo

Dodaj ogłoszenie