Spotkania Teatrów Tańca: Podsumowanie z suplementem

    Spotkania Teatrów Tańca: Podsumowanie z suplementem

    Andrzej Z. Kowalczyk

    Kurier Lubelski

    Aktualizacja:

    Kurier Lubelski

    14. Międzynarodowe Spotkania Teatrów Tańca to już historia. Przez całą drugą połowę ubiegłego tygodnia towarzyszyłem temu jednemu z najważniejszych w Polsce festiwali taneczno-teatralnych i na bieżąco recenzowałem obejrzane spektakle. Teraz przyszedł czas na podsumowanie całej imprezy.
    "Maiorca" portugalskiej Companhia Paulo Ribeiro - najlepszy spektakl tegorocznych Spotkań

    "Maiorca" portugalskiej Companhia Paulo Ribeiro - najlepszy spektakl tegorocznych Spotkań ©Jorge Goncalves/materiały organizatorów

    IMPREZY W LUBLINIE: zapowiedzi, relacje, recenzje
    A także na mały suplement. Jak można było zauważyć jeden z festiwalowych wieczorów - ten sobotni - był pozbawiony recenzenckiej obecności. Staje się już prawie tradycją (ale z gatunku tych niepożądanych), że w jednym z dni Spotkań dochodzi do pewnej "kolizji", która zmusza krytyków do dokonywania nie zawsze łatwych wyborów. Tym razem była to premiera "Zbrodni i kary" w Teatrze Osterwy, a takiego wydarzenia nie wolno było opuścić; tym bardziej, że spektakl ów okazał się dziełem wręcz znakomitym. Ominął mnie zatem jeden wieczór z tańcem, ale właściwie straciłem tylko jeden z dwóch spektakli - "Sudden Showers of Silence" grecko-słowackiej formacji Rootlessroot.
    Drugi - "opium" Grupy Tańca Współczesnego Politechniki Lubelskiej - widziałem bowiem już wcześniej, na majowej premierze. O obydwu jednak zebrałem następnego dnia opinie, które okazały się niemal jednogłośnie pozytywne. Rootlessroot pokazał kawał porządnego physical theatre, w wykonaniu prawdziwie mistrzowskim. Co zresztą nie dziwi, bowiem jego twórcy/wykonawcy - Linda Kapetanea i Jozef Frucek - to artyści o renomie światowej. Z kolei realizacja Anny Żak "opium" zachowała wszystkie walory, o których obszernie pisałem w kurierowej recenzji. Także świeżość, bo choć od premiery minęło pół roku, to spektakl był grany na tyle rzadko, że tancerki z GTWPL uniknęły niebezpieczeństwa popadnięcia w rutynę. Podsumowując - ten dzień festiwalu śmiało można określić jako w pełni udany.

    * Spotkania Teatrów Tańca: Festiwal spięty klamrą

    Całą zresztą tegoroczną odsłonę Spotkań trzeba uznać za dobrą. Wśród dwunastu zaprezentowanych realizacji nie było ani jednej, której obecność na festiwalu byłaby oczywistym nieporozumieniem. Nawet tę najsłabszą - studentów Wydziału Teatru Tańca krakowskiej PWST - warto było zobaczyć, bowiem dała pewien obraz przyszłych kadr polskiego teatru tańca. Fakt, że obraz to niezbyt może optymistyczny, ale z pewnością warto było go poznać. Choćby po to, by być przygotowanym na to, co nadejdzie. Oczywiście zdarzało się, że oceny bywały rozbieżne. Na przykład "Akordy" Thomasa Hauerta poróżniły choreografki (i to naprawdę wysokiej klasy) i krytyków; one nie zostawiły na tym spektaklu suchej nitki, my - przeciwnie - przyjęliśmy go z dużym uznaniem. Ten spór (bo chyba tak trzeba tę rozbieżność nazwać) był naprawdę ostry, ale miał co najmniej dwie wartości. Po pierwsze - nie przerodził się w kłótnię (nadal bardzo się lubimy), a po wtóre - pokazał, że różnorodność ocen to walor. Gdyby wszystkim podobało się to samo, byłoby może i ładnie, ale chyba nudno.

    Najlepiej jednak zapamiętuje się to, co najlepsze. Spotkaniom Teatrów Tańca towarzyszę od samego początku, od pierwszej ich odsłony. I nie taję, że na własny użytek stworzyłem sobie kronikę najlepszych, najbardziej znaczących i pamiętnych (z różnych zresztą względów) spektakli. W tym roku w kronice owej zostały także zapisane nowe karty.

    Najlepszym spektaklem tegorocznego festiwalu była dla mnie "Maiorca" portugalskiej Companhia Paulo Ribeiro. Portugalscy artyści pokazali, jak w spektaklu może funkcjonować muzyka. Preludia Chopina nie były tu jedynie tłem, lecz miały status integralnej części przedstawienia; równie ważnej jak choreografia, sztuka aktorska oraz scenografia. Zobaczyliśmy spektakl nie DO muzyki, lecz Z muzyką Chopina. Był to ważny głos w dyskusji na temat związków muzyki i teatru tańca, co było motywem przewodnim tegorocznego festiwalu. Choreografia choć niby dość prosta, a już na pewno pozbawiona efekciarskich ozdobników, była nadzwyczaj precyzyjna, bez choćby jednego zbędnego ruchu czy gestu. Śledzenie jej to była czysta przyjemność, a zarazem wyzwanie dla wyobraźni widza. Zaś cały spektakl znakomicie utrzymywał równowagę pomiędzy lirycznością i humorem oraz łączył niemały ładunek emocjonalny z wyraźnym wyzwaniem intelektualnym. A co najważniejsze - sześcioro wybitnych tancerzy stworzyło perfekcyjnie współpracujący zespół.

    W tej wspomnianej kronice znajdą również swoje miejsce niedzielny "Instrument 1" włoskiej Compagnia Zappala Danza oraz - nie ukrywam: ku własnemu zaskoczeniu - "Orzech. Wiewiórka" zespołu Koncentrat, z choreografią Rafała Dziemidoka. Uzasadnienia można znaleźć w relacjach z kolejnych dni festiwalu, więc nie będę ich tu powtarzał. Dodam tylko to, że kiedy popatrzyłem na program Spotkań już z pewnej perspektywy czasowej, wcale nie zmieniłem zdania na temat tych realizacji. Można zatem rzec, że przeszły właśnie kolejny sprawdzian.

    I to już naprawdę wszystko o tegorocznym festiwalu. Za rok - 15., a więc jubileuszowa odsłona Spotkań. A że jubileusze zobowiązują, będę na nią czekać z dużymi nadziejami.

    Czytaj treści premium w Kurierze Lubelskim Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    W związku z ciszą wyborczą komentarze zostały wyłączone, zapraszamy z powrotem w niedzielę wieczorem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    O tym się mówi

    Wideo