Wyłudzone kredyty i fundusze dla bezdomnych. Ruszył proces byłej prezes Bractwa im. św. Brata Alberta

Piotr Nowak
Piotr Nowak
Oszustwa, fałszowanie dokumentów, wyłudzenie kredytów i przywłaszczenie mienia Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta - długą listę zarzutów usłyszała Monika S. Proces byłej prezes organizacji dobroczynnej ruszył w poniedziałek. Oprócz 40-latki w gronie oskarżonych znajduje się troje członków jej rodziny.

Monika S., Adam K., Stanisław C. i Bożena S. są oskarżeni o oszustwa. Według ustaleń prokuratury, Adam K., Stanisław C. i Bożena S. mieli przedstawiać w bankach nierzetelne zaświadczenie odnośnie swojego zatrudnienia w Bractwie i osiąganych dochodów. Prawdziwość dokumentów potwierdzała Monika S. W ten sposób oskarżeni mieli wyłudzić z banków kredyty na blisko 400 tys. zł i doprowadzili instytucje do niekorzystnego rozporządzenia mieniem.

Najcięższe zarzuty ciążą na Monice S., byłej prezes Bractwa Miłosierdzia im. św. Brata Alberta w Lublinie. W czasie, kiedy kierowała organizacją miała poświadczyć nieprawdę co do wysokości wypłacanych zapomóg i wypłacić sobie z kasy organizacji ponad 180 tys. zł. Do nieprawidłowości miało dochodzić w latach 2017-2018.

- Deklaruję, w miarę możliwości, naprawienie szkód - zastrzegła Monika S. podczas poniedziałkowej rozprawy.

Oskarżona przyznała się do zarzucanych jej czynów. Wyjaśniła, że pieniądze były jej potrzebne do spłaty wcześniej zaciągniętych kredytów.

Nie tylko prezes

O działanie na szkodę banków i wyłudzenie kredytów prokuratura oskarża także Stanisława C., Bożenę S. i Adama K. Zdaniem prokuratury, cała czwórka działała w zgodzie i w porozumieniu. Jednak oskarżeni utrzymują, że zostali wprowadzeni w błąd przez 40-latkę.

- To jest moja chrześnica. Traktowałem ją jak córkę. Teraz żałuję - odparł Stanisław C. Rencista jest oskarżony o wprowadzenie banku w błąd. Miał przedstawić sfałszowany dokument potwierdzający jego zatrudnienie w Bractwie i zaciągnąć kredyt na 55 tys. zł.

- Nie przyznaję się do winy – podkreślił w sądzie Stanisław C. i przedstawił swoją wersję wydarzeń. Stwierdził, że Monika S. poprosiła go o przysługę gdy był w szpitalu. Pośrednik finansowy przyjechał samochodem przed szpital i C. dokumenty podpisał na parkingu. Monika S. miała go zapewnić, że nie będzie musiał niczego spłacać. Kiedy oskarżona trafiła do aresztu tymczasowego odezwał się do niego bank. Dopiero wtedy dowiedział się, że ma do spłaty 55 tys. zł kredytu. Część już spłacił.

- Często do nas przyjeżdżali. Moja synowa była zawsze lubiana - zeznała Bożena S. To matka byłego męża Moniki S. (rozwiedli się po tym, jak Monika S. została oskarżona o zabójstwo ich syna). Według prokuratury, 68-latka miała podać się za pracownika Bractwa, żeby uzyskać kredyt w wysokości 129 tys. zł.

Inaczej zdarzenia opisała Bożena S. Według niej, to Monika S. poprosiła ją o pomoc w zdobyciu kredytu. Kiedy przyjechał do niej pośrednik finansowy bez uwag podpisała cztery dokumenty. Monika S. zapewniała ją, że wszystko będzie w porządku. Problemy pojawiły się po aresztowaniu byłej prezes. Wówczas Bożena S. dostała z banku pierwsze zawiadomienie o kredycie.

Zapytana przez prokuratora, czy interesowała się treścią dokumentu, który podpisywała szczerze odparła, że nie. - I to był mój błąd – dodała.

- Myśmy Monice wierzyli - zastrzegła Bożena S. 68-latka utrzymuje się z 1100 zł emerytury. Jedna rata kredytu wynosi ok. 1500 zł. - Mam tatę pod opieką, małą chałupkę, która się niedługo rozleci i kredyt, który mam płacić. Jak mam żyć? - pytała. Zastrzegła, że nigdy nie była zatrudniona w Bractwie.

Czwartym oskarżonym jest Adam K. Mężczyzna nie stawił się na rozprawie.

Proces Moniki S., Stanisława C., Bożeny S. i Adama K. toczy się przed Sądem Rejonowym Lublin-Zachód. Za oszustwo grozi im do ośmiu lat więzienia. Więcej, bo 12 lat pozbawienia wolności grozi Monice S. Nad oskarżonej ciąży także zarzut zabójstwa swojego 10-letniego syna Filipa. Ciało chłopca odnaleziono 29 listopada 2019 r. w hostelu przy ul. Orlej w Lublinie. Matka przyznała się uduszenia syna. Jej proces ruszył w lutym.

Dobrowolne poddanie się karze

Pierwsze wyroki w sprawie nieprawidłowości w Bractwie Miłosierdzia zapadły w październiku ubiegłego roku. O dobrowolne poddanie się karze wnioskowały Dominika S. - była księgowa i Magdalena W. - była członkini zarządu Bractwa. One również zostały oskarżone o przywłaszczenie pieniędzy organizacji i poświadczenie nieprawdy w dokumentach. Według ustaleń prokuratury, kobiety poświadczyły nieprawdę i wypłacić sobie ok. 24 tys. zł.

Sąd skazał Dominikę S. na rok pozbawienia wolności w zawieszeniu na trzy lata i 4,5 tys. zł grzywny. Kobieta zostanie objęta dozorem kuratora i pięcioletnim zakazem wykonywania zawodu księgowej. Magdalena W. również została skazana na rok więzienia w zawieszeniu na trzy lata i zapłatę 4,5 tys. zł grzywny. Ma zakaz zajmowania stanowisk członków zarządu w spółkach cywilnych na pięć lat. Obie skazane zostały zobowiązane do zapłaty Bractwu ok. 24 tys. zł tytułem wyrządzonej szkody.

Zwierzęta też potrafią się śmiać

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie