Lublin: Idą do sądu, bo nie chcą dopłacać za ściany. Trwa spór między mieszkańcami a lubelskim deweloperem [7.06]

Piotr Nowak
Piotr Nowak
zdjęcie ilustracyjne
zdjęcie ilustracyjne pixabay.com
Budowa zakończyła się z opóźnieniem, a po zakończeniu prac okazuje się, że mieszkania są większe niż wcześniej planowano. Co robi deweloper? Każe klientom dopłacić. Klienci nie odpuszczają. Zapowiadają pozew sądowy.

Umowę na zakup mieszkania w bloku przy ul. Jaspisowej w Lublinie pan Adam podpisał w październiku 2019 r. Za nowe lokum dla swojej rodziny zapłacił około 400 tys. zł. Problemy zaczęły się pojawiać, kiedy inwestycja realizowana przez spółkę Capitalia Real Estate Gęsia zaczęła zbliżać się do końca.

Najpierw deweloper oznajmił, że oddanie mieszkania do użytku opóźni się. Później, czyli po zakończeniu budowy, Czytelnik otrzymał od spółki nowy obmiar lokalu, w którym, zdaniem pana Adama, zawyżono jego powierzchnię.

- Ostatnie pomiary w trakcie odbioru pokrywały się z tym co było zawarte w planach zawartych w umowie deweloperskiej. Jednak okazało się, że powierzchnia użytkowana mieszkania zwiększyła się o cztery metry kwadratowe. Geodeta doliczył do powierzchni ścianki działowe, wnęki okienne oraz przejścia drzwiowe. Po mojej interwencji dokonał korekty i odliczył dwa metry wnęk okiennych oraz wspomniane przejścia drzwiowe - mówi pan Adam.

Według Czytelnika, zgodnie z normą ISO ściany działowe nie wliczają się do powierzchni użytkowej. Na dowód ma potwierdzające to opinie Polskiego Komitetu Normalizacyjnego i Miejskiego Rzecznika Konsumentów w Lublinie.

- Zgodnie z normą ISO do powierzchni użytkowej mogą być wliczane ściany działowe demontowalne tzw. lekkie przepierzenia, których demontaż nie wymaga prac budowlanych. Nie jest możliwy demontaż ośmiocentymetrowej ściany ceglanej z instalacją elektryczną, jak to jest w tym przypadku. Taką ścianę trzeba zburzyć - mówi pan Adam.

Po doliczeniu dodatkowych metrów pan Adam dowiedział się, że ma dopłacić deweloperowi kilkanaście tysięcy złotych. Później okazało się, że podobny problem ma kilkudziesięciu innych klientów spółki. Wynajęli adwokata, który reprezentuje ich interesy w sporze z firmą.

- W prospektach dołączanych do umów deweloperskich firma zawarła powierzchnię ścian działowych, ale nie wliczyła ich do aktu notarialnego. W ten sposób pozbawiła klientów m.in. możliwości kredytowania tej części lokali mieszkalnych. Gdyby powierzchnia ścian rozbieralnych od początku była wliczana do powierzchni lokali, a cena, wskazana w umowie deweloperskiej, uwzględniałaby powierzchnie pod ścianami rozbieralnymi, to najprawdopodobniej nikt by nie miał pretensji – wyjaśnia mec. Paweł Grzegorczyk.

Inaczej sytuację opisuje przedstawicielka dewelopera.

- Ostateczna powierzchnia mieszkań określona w umowie przeniesienia własności lokali (zawieranych w wykonaniu umów deweloperskich) nie była wynikiem doliczania określonych powierzchni przez spółkę, ale przeprowadzonego w tych lokalach geodezyjnego obmiaru powykonawczego przy uwzględnieniu założeń opisanych w umowach deweloperskich. Zasady określania powierzchni lokali wynikają z obowiązujących przepisów oraz mających zastosowanie norm technicznych - wyjaśnia Ewelina Szelest, przedstawicielka CREG.

Mieszkańcy mają pretensje do dewelopera, bo spóźnił się o kilka miesięcy z oddaniem mieszkań do użytku. Zdaniem przedstawicielki spółki, terminy zawarcia umów zostały przesunięte z powodów niezależnych od firmy. Konkretnie chodzi o pandemię koronawirusa i lockdown.

- Nie sposób chyba zaprzeczyć, że wprowadzone ograniczenia odbiły się ogromnym piętnem na każdej płaszczyźnie naszego życia - społecznej, gospodarczej, ekonomicznej, a co za tym idzie - również na działalności deweloperskiej i spowodowały wstrzymanie wielu inwestycji, nie tylko tej realizowanej przez spółkę. W ówczesnych warunkach było bardzo trudno załatwić sprawy administracyjno - urzędowe, mogę jedynie zapewnić, że robiliśmy wszystko co było możliwe, by dotrzymać ustalonych terminów - przekonuje Ewelina Szelest.

Klienci zapowiadają pozew zbiorowy przeciwko firmie i walkę o zwrot pieniędzy. Ich roszczenia opiewają na ponad 400 tys. zł. Przedstawicielka spółki zastrzega, że jest otwarta na polubowne rozwiązanie sporu.

- Pragniemy również dodać, że wszyscy klienci zgłaszający ewentualne zastrzeżenia do ostatecznej powierzchni lokali, otrzymali od spółki ofertę rozwiązania umowy deweloperskiej i zwrotu całości zapłaconych środków, przy czym nikt nie wyraził chęci skorzystania z takiego rozwiązania - wyjaśnia przedstawicielka CREG.

Capitalia Real Estate Gęsia była wcześniej znana pod nazwą TIM Development i wywodzi się z grupy Wodrol. Według informacji zawartych na stronie spółki jej prezesem jest Tomasz Kalinowski.

Polska stała się bezpieczna

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie