Ceny Regulowane

Dr Mariusz Świetlicki
Udostępnij:
Czy o problematyce ekonomicznej można mówić w sposób ciekawy i zrozumiały dla powszechnego odbiorcy? Czy można uniknąć języka hermetycznego, zamkniętego, dostępnego tylko dla wtajemniczonych? Zakładam, że tak. Zazwyczaj celem moich krótkich tekstów publikowanych na łamach Kuriera jest właśnie przybliżanie, moim zdaniem ciekawej, problematyki ekonomicznej, szerszej grupie odbiorców. Czy to mi się udaje musicie Państwo ocenić sami.

Dziś skupię się na pojęciu i znaczeniu ceny, a zwłaszcza ceny regulowanej. Przyznaję od razu, że moim natchnieniem jest taniec rządu w sprawie cen energii na przyszły rok. W przypadku gospodarstw domowych, firmy energetyczne nie mają możliwości indywidualnego negocjowania cen z odbiorcami.

Maksymalne ceny, jakie za prąd mogą płacić mieszkańcy są ustalane przez Urząd Regulacji Energetyki. Zakłady energetyczne jedynie występują do URE z propozycjami zmian, które mają być uzasadniane zmianami kosztów produkcji. I w tym roku zaproponowały podniesienie cen energii o ponad 30 procent. Rządzącym naelektryzowały się włosy - stanęły dęba - mamy wszak rok wyborczy - ludzie jak zobaczą rachunki za prąd, to nas przeklną. Nieważne, że przez lata zaniedbywana była konkurencja na rynku energetycznym.

Nieważne, że mamy produkcję prądu opartą na właściwie tylko jednym i to niechcianym w Europie surowcu - węglu. Nieważne, że firmy energetyczne nie były nigdy pod presją rynkową ograniczania kosztów. Ważne, że teraz nie możemy dopuścić aby ceny wzrosły. Jeśli teraz rząd zablokuje wzrost cen, to spowoduje, że koszty jej wytwarzania będą wyższe niż przychody, które firmy osiągną z jej sprzedaży. A w takiej sytuacji teoretycznie będą dwa wyjścia - albo zakłady energetyczne obniżą sprzedaż i przestaną dostarczać prąd w miejsca, gdzie jest to nieopłacalne, albo rząd pokryje ich straty zabierając pieniądze z innych celów. Pierwsze wyjście jest politycznie niemożliwe, więc zostaje drugie - za prąd zapłacimy mniej, za to podatki będą wyższe.

Gospodarka rynkowa charakteryzuje się tym, że kupujący i sprzedający sami się dogadują i ustalają ceny za produkty na poziomie, który dla pierwszych jest akceptowalny, a dla drugich opłacalny. I sami też decydujemy za co chcemy zapłacić, za jaką ilość chcemy zapłacić i ile możemy na ten cel przeznaczyć. W gospodarce regulowanej to władza nam mówi za co ile mamy płacić, a zazwyczaj to nawet nie mówi, tylko zabiera nam pieniądze i przeznacza je na różne cele zgodnie z własnym uznaniem. A w obecnej sytuacji Polski, władza uznała, że węgiel ma być podstawą energetyczną naszej gospodarki, więc musimy wszyscy za to płacić. Przyznam szczerze, że patrzę na to z przerażeniem.

Pamiętam bowiem jeszcze czasy, gdy władza wiedziała wszystko lepiej. I nie były to przyjemne czasy. Gdy w latach 80-tych niemal wszystkie ceny w Polsce były regulowane, to przed świętami stałem w kolejce po karpia kilka godzin, a i tak go zabrakło. W tym roku jeszcze nie ma problemu z zakupem choinki, ryby lub mięsa. Ale co będzie w kolejnych latach, gdy rząd z takich lub innych przyczyn uzna, że kolejne rynki trzeba regulować?

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polacy posiadają coraz droższe smartfony

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

R
Robson
Wreszcie jakiś głos popierający wolny rynek! Ale jak to się ma do Pana fascynacji Unią Europejską ?
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie