Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Kiedy wreszcie poleci? Felieton Jacka Borkowicza

Jacek Borkowicz
Reżim Putina jest jak wielka, sucha gałąź. Już wiadomo że spadnie. Na razie jest cisza, tylko co jakiś czas słychać suchy trzask.

Pierwszy usłyszeliśmy na trzeci dzień po 24 lutego ubiegłego roku, kiedy to okazało się, że nici wyszły w szumnych planów kremlowskiego „blitzkriegu” i chwalebnego zajęcia Kijowa. Drugi nastąpił jesienią, kiedy to Putin ogłosił pobór, na skutek czego uciekły z kraju setki tysięcy młodych mężczyzn, pozbawiając Rosję jakże cennych rąk do pracy. Trzeci splótł się z odgłosem gąsienic opancerzonych pojazdów, uciekających dziurawym rostowskim mostem na drugą stronę Dniepru. Teraz do naszych uszu dotarł czwarty – krótki, lecz aż nadto wyrazisty. Prywatna armia Jewgienija Prigożyna zbuntowała się przeciw władzy, opanowała Rostów nad Donem i ruszyła w stronę Moskwy. Bunt trwał zaledwie jedną dobę, przez ten czas najemnicy zdołali jednak przejechać większą część południa kraju. Zatrzymali się zaledwie 200 kilometrów od celu. Dalej zapewne nie udałoby im się dotrzeć, zdumiewa jednak łatwość, z jaką przebyli te olbrzymie przestrzenie w marszu na stolicę. W dodatku za rezygnację z rebelii zapewniono im bezkarność. Pomyślmy: dzieje się to w kraju, w którym trafia się do aresztu za pokazanie się z białą kartką papieru na Placu Czerwonym, zaś do obozu za samo wypowiedzenie słowa „wojna”.

Druga zdumiewająca okoliczność to postawa ludzi. Rosjanie wiedzą z kim mają do czynienia – watażka Prigożyn świetnie nadawałby się na bohatera filmu Quentina Tarantino. Ale wyjeżdżających z Rostowa wagnerowców żegnały tłumy, i to bynajmniej nie z potrzeby wyrażenia dezaprobaty wobec zdradzieckiego sztychu w plecy ojczulka Władimira. Dominowała sympatia, połączona z ciekawością: co z tego wyniknie? Zwyczajni Rosjanie nadal nie mają ochoty się buntować, ale – wbrew zapewnieniom propagandy – są wyraźnie tą całą awanturą zmęczeni. I to do tego stopnia, że jawnie przyklasnęliby nawet samemu czortowi, jeśliby tylko odważył się spróbować usunąć Putina ze stołka.

To wszystko nie wróży długiego trwania temu reżimowi. Ile jeszcze podobnych trzasków suchej gałęzi, zanim nastąpi ten ostatni, decydujący? – pytamy stojąc i patrząc w górę.

Tutaj, niestety, kończą się analogie pozytywne. Bo sucha gałąź ma to do siebie, że choć wiadomo że spadnie, za chińskiego boga nie wiadomo kiedy. Tak chciałoby się wspiąć po drabinie i poderżnąć wreszcie to cholerstwo, ale nie ma bata, za wysoko. A odejść gdzieś dalej, na stronę, też nie można. Pozostaje tylko czekać. I daj Boże, abyśmy w stosownym momencie zdążyli się uchylić.

Rosja z szybkością kuli sunącej po równi pochyłej stacza się ku niestabilności. A razem z nią i Białoruś. Nie jest to dla nas dobry scenariusz. W Osipowiczach pod Mińskiem już ruszyła budowa bazy dla wypędzonych z „matuszki Rossiji” chłopaków od Prigożyna. To niecałe 500 kilometrów od Lublina.

Dlatego uważnie wsłuchujmy się w trzaski dochodzące do nas zza Buga.

Jacek Borkowicz, historyk, pisarz i publicysta

od 7 lat
Wideo

Tadeusz Płużański - Dlaczego warto pielęgnować pamięć o wyklętych

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski