Nasza Loteria SR - pasek na kartach artykułów

Nie ma wiecznych narodów-ofiar. Felieton Jacka Borkowicza

Jacek Borkowicz
„Przybyłem tutaj w imieniu państwa i narodu izraelskiego” – zapewniał prezydent Jicchak Herzog chrześcijan zgromadzonych 9 sierpnia w sanktuarium Stella Maris na górze Karmel niedaleko Hajfy. Prezydent przybył tam – jak głosi oficjalny komunikat – z wizytą prywatną, wszelako sama jego obecność w tym miejscu świadczy o zrozumieniu powagi sytuacji.

Od kilku miesięcy Izrael stał się widownią niepokojących incydentów na tle religijnym. Grupy ultraortodoksyjnych Żydów, zwanych tam haredi, napastują osoby noszące krzyżyk na piersi, malują obelżywe napisy na ścianach kościołów, a nawet siłą wkraczają na teren chrześcijańskich świątyń. Kulminacją tego napięcia stała się noc 26/27 lipca, kiedy to kilkudziesięciu chasydów, łamiąc kordon ochroniarzy, wtargnęło do wnętrza bazyliki Stella Maris. To z tego powodu przybył tam prezydent Herzog.

Dlaczego o tym piszę? Otóż żeby przypomnieć iż ludzka skłonność do uznawania się za dziedziczne ofiary jest tendencją uniwersalną. W każdej epoce i pod każdą szerokością geograficzną znajdowali się i znajdują ludzie, którym do przekonania trafia prosta logika: nasi cierpieli, więc teraz my się sprawiedliwie odgrywamy. I nie ma tutaj znaczenia fakt, czy owe krzywdy były realne, czy tylko wyobrażone: w każdym wypadku wniosek że nam, późnym wnukom ofiar coś się od kogoś zbiorowo „należy”, z samego tytułu urodzenia, jest drogą donikąd.

Krzywdy uczynione niegdyś Żydom przez chrześcijan były jak najbardziej realne. Nie zmienia to faktu że współcześni obywatele Izraela, opluwający na ulicy księdza, moralnie niczym nie różnią się od sprawców średniowiecznych pogromów. I nie może tu być żadnej taryfy ulgowej. Dla nikogo.

Państwo izraelskie robi zbyt mało, by takie incydenty ukrócić. Ale prawdę mówiąc w dziedzinie szerzenia prawdziwej, a nie tylko werbalnej tolerancji chyba żadne państwo na świecie, za Szwecją włącznie, nie staje na wysokości zadania. Bo rzeczywistej tolerancji nie da się odgórnie zadekretować, to byłoby zbyt proste. Mimo to wielu rządzących usiłuje nas do tego zbyt prostego wariantu postępowania przekonać. Z widocznym, na ogół marnym skutkiem.

Niezadługo czeka nas beatyfikacja rodziny Ulmów. Będzie to ważne wydarzenie, nie tylko w wymiarze religijnym, lecz także ogólnonarodowym. Ale nie łudźmy się, na pewno niektórzy z nas wykorzystają je w celu szerzenia triumfalnego poczucia wyższości. Wy nam tak, to my wam tak… - wytykanie innym w oczy aktów dobroci, dokonanych przez tych po których zaledwie dziedziczymy (nawet dobroci tak niewątpliwej, jak poświęcenie rodziny z Markowej) jest czynnością mało chwalebną i zgoła przeciwskuteczną. Męczeństwo Ulmów, uznane przez Kościół, ma nas czynić lepszymi, a to przecież zupełnie co innego niż uwierzyć że sami, jako naród, jesteśmy dziećmi ofiar i domagać się przez to jakiegoś wyjątkowego traktowania. Lub, co nie daj Boże, obwiniać o naszą krzywdę, w całości, inne narody.

Żydzi, którzy napadli na sanktuarium Stella Maris, zapewne głęboko w ten błąd wierzą. Trudno, nic z tym teraz nie zrobimy. Ale nie idźmy ich drogą.

emisja bez ograniczeń wiekowychnarkotyki
Wideo

Strefa Biznesu: Czterodniowy tydzień pracy w tej kadencji Sejmu

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na X!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na X!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

Materiały promocyjne partnera
Wróć na kurierlubelski.pl Kurier Lubelski