Czarny piątek w biały dzień. Felieton Macieja Wijatkowskiego

Maciej Wijatkowski
Udostępnij:
Przekręt bezczelny, czymkolwiek by nie był - złodziejstwem, partactwem za pieniądze, czy oszukaniem wyborców przeskokiem po wyborach do innej opcji, nazywano potocznie: „grandą w biały dzień”.

Kolorowe określenia zawsze były popularne: „zielony na twarzy” ma kłopoty z trawieniem, żółknie się z zazdrości, a zbieleć można ze strachu. Zsinienie z zimna, czy poczerwienienie ze złości to raczej naturalne przyjmowanie barw, a nie poetyckie środki wyrazu. Nie wiem, czy słusznie to wszystko funkcjonuje dzisiaj, w dobie polityczno-rasowej hiper-poprawności. Raczej nie powinno, bo opowiadanie dzieciom o pozieleniałym Murzynie..., pardon: Afrykańczyku, może spowodować traumę.

Czarna była dotychczas głównie rozpacz i to od niej wywodzono wszelkie inne czernie, przydawane dniom, godzinom, czy otchłaniom. Nagle pojawił się Czarny Piątek, dzień święty w religii czczącej boga dolara ponad wszystko inne. „Czarny”, znaczy - raczej tragiczny, tylko dla kogo?

Ponieważ pojęcie wiąże się z obniżkami cen, należałoby pomyśleć, że raczej dla klientów: prasowanych na plasterki w tłumie, szatkowanych w ruchomych drzwiach i rolowanych na ruchomych schodach. Apokaliptyczne obrazy, przekazywane z polskich niemieckich marketów, prezentują zapaśnicze pojedynki, wykrzywione złością twarze i rozdzieraną na strzępy odzież. Nie, nie tę z wieszaków, tę klientów.

Nie o klientów tu jednak chodzi, bo przecież nikt ich do sklepów nie zapędza. Wabią ich przekazywane z plemienia do plemienia legendy o cudownych obniżkach cen wszelkich artykułów, które i tak członkowie plemion już mają, ale za kusząco niską cenę chcą ich mieć więcej.

Czyżby czerń przesłaniała wzrok właścicielom sklepów, bo muszą za półdarmo pozbywać sie produktów, za które przecież zapłacili? Też niekoniecznie. O ile w społeczeństwach głęboko opartych na wierze w pieniądz, obniżki cen istotnie bywają znaczące, o tyle u nas to raczej pozory, sztuczki z metkami, lub zwykłe szwindle, kiedy wycenia się niziutko odtwarzacz DVD, który pracuje potem tylko przez tydzień.

Dla kogo więc ta czerń, i nie określam tu klientów, tylko nadal kolor? Dla pracowników tych wszystkich obleganych twierdz-marketów, ich magazynów, gdzie Kubica nie miałby szans z wózkiem widłowym, tych sklepów internetowych, gdzie na komputerach można piec żeberka. Oni wszyscy czekają na Czarny Piątek w czarnej rozpaczy, sini ze strachu i czerwoni z nerwów.

Zastanawia mnie niezmiennie, jak można żyć zakupami? Dlaczego pozornie inteligentny człowiek zmienia się w bandytę, gotowego zabić za pendrive tańszy o jedną trzecią? Umysł ludzki jest niepojęty. „Czarne sotnie”, „czarne koszule”, czy „czarne podniebienia” to samo zło, a na Czarny Piątek ludzie czekają cały rok. Wszyscy? Na szczęście - nie.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polska elektromobilność w liczbach

Wideo

Komentarze

Komentowanie zostało tymczasowo wyłączone.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Przejdź na stronę główną Kurier Lubelski
Dodaj ogłoszenie